<<< LOV & PSX >>>


Właśnie czytałem sobie nowy, jubileuszowy PE. W owym numerku redaktorzy przypominali sobie pierwsze momenty z PSX'em. Dlatego też, ja postanowiłem zrobić to samo. Niektórych faktów dobrze nie pamiętam, więc wybaczcie...

Pamiętam jednak doskonale, że pewnego dnia Radek Sokólski (stary ziomal) powiedział mi w szkole (z samego rana), że ma na chcacie jakąś konsolę ze znakomitymi grami. Ja byłem wtedy posiadaczem Amisi 500 i jej zapalczywym fanem. Nie wiedziałem zbytnio co to jest konsola, ale... koniec końców dałem się namówić. W ten dzień zwialiśmy z wszystkich lekcji (zaraz po ósmej). Uwierzycie, że była to moja jedyna ucieczka w półroczu? Tak czy siak, popędziliśmy na chacjendę Radzia. Pogoda była przygnębiająca. Wokół plucha, bo zbliżała się nieuchronnie zima. Na dodatek, Radek mieszkał na osiedlu domkowym półtora kilometra od szkoły, więc szło się długo (a od Radka do mojego domu było 2 kilosy). Przez całą drogę ziomek przytaczał mi jakieś niewyobrażalne teksty o znakomitej grafie i samochodach. Wpadliśmy do domu. Mamie Radka wcisnęliśmy kit, że nie ma dzisiaj szkoły i podążyliśmy na górę. W małym pokoiku leżało szare pudełko z dwoma padami (wtedy dżojami:) pod 14 calowym telewizorkiem. Pierwsze odpalenie i... dziwne uczucie mnie ogarnęło. Już samo botowanie konsoli zrobiło na mnie wrażenie;). Potem na kineskopie ukazał się napis "Vigilante". Radek załączył tryb dla dwóch graczy, wytłumaczył mi meandry sterowania i... WOW!!! Co za grafa, 3D!!! Co za model jazdy!!! Co za bronie i padający śnieg!!! Po chwili wpadła do pokoju mama Radka i powiedziała: "Chodzcie coś zjeść". Nie za bardzo nam się to uśmiechało, ale spoko, jeszcze cały dzień przed nami;). Patrzę, a tu na stole... parówki których nie nawidzę!! Zjadłem jedą i prawie wzięło mnie na rzyganie. Ale już po chwili znowu zapodaliśmy "widżilanta" i zapomniałem o niezbyt udanym posiłku. Cały dzień spędziliśmy na graniu przeciwko sobie i komputerowym oponentom. Przez pokój w między czasie przewinęło się masa ludu. Babcie, dziadkowie, siostry, ojcowie... czułem się tak, jakbym spędził w tym pokoju przynajmniej tydzień. Po godzinie szóstej zapadła ciemność niczym w odchłani Tartaru. Powiedziałem, że muszę spadać i wybiegłem w stronę domu. Wpadam, a tu matka z krzykiem: "Gdzie byłeś???? Przecież dzisiaj wywiadówka!!!!". Na dodatek kiedy szukała telefonu do Radka, znalazła zeszyt z chemii, gdzie widniały jedyneczki i... podrobione podpisy rodziców. Kiedy matka się trochę uspokoiła spytała: "A gdzie plecak?". Aż pobladłem ze zdenerwowania. "Plecak został u Radka" - wyszeptałem cicho. Mamusia poszła do kuchni po ścierę i papierosa, a ja już zakładałem buty i gnałem po mieście do kumpla. Całkowita noc, przymrozek, a ja biegłem dwa kilosy. Wokół pełno pijaczków, a mnie od zimna leciały łzy z oczu. Byłem totalnie przestraszony!! Tym bardziej, że owe osiedle ziomka jest pustawe wieczorami i... ciemne. Zadzwoniłem do drzwi i Radek od razu skumał "o ćo chodzi jakby". Podał mi tornister, a ja znowu grzałem przez miasto. Wpadłem do domu i miałem dym maksymalny! Na dodatek się rozchorowałem:(. A kiedy kładłem się spać, tzn. zamykałem powieki, cały czas widziałem samochodziki. Hard Core na maksa! Od tamtej pory wiedziałem już, że dni Amisi są policzone i będziemy zmuszeni powiedzieć sobie do widzenia. Na dodatek PSX'a kupił sobie także mój przyszły szwagier. Od tamtej pory byłem u niego stałym bywalcem. Grałem w Fifę, N4S i drivera. Co ciekawsze, ta ostatnia gra była hiciorem w tamtych czasach. Niewiarygodna przestrzeń i wspaniała grafa. Zakochał się na maksa i już wiedziałem, że muszę mieć ten sprzęt!!! To była sprawa życia i śmierci. Jednak na razie nie miałem mamony (vel kapuchy) na sprzecicho. Dlatego czesto łaziłem do Radzia i grałem w dema. Pamiętam jak dziś, kiedy dostawałem niezłe baty w Tekkena 3. A kiedy nareszcie zacząłem rozumieć i kłaść Radzia na glębę, to ten... kończył grać - świnia jedna. Potem pożyczałem Fifkę od szwagra i grałem w nią u Radzia. W jego małym pokoju potrafiło się znaleźć kilka osób. Po pewnym czasie mój szwagier zapragnął kompa i... sprzedał mi szare pudełeczko!!! Jednak... Mój telewizor nie miał wejścia Euro, przez co musiałem zabulić ponad pół bani za PAL converter. Potem okazało się, że slot do Memory Card nie działa. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale po czasie nie chciałem grać w nieskończoność i potem zaczynać wszystkiego od początku. Strasznie się zdenerwowałem i włożyłem koniec nożczek do wejścia MC. Nagle bum! PSX się zrestartował i już miałem winszować. Ale okazało się, że... padł mi także port do pada:(. Przez cały miesiąc szukałem osoby, która by mi to naprawiła. Wreszcie znalazł się jakiś gej (podobno był gejem) i zrobił mi wszystko za bańkę. Sumując koszta byłem stratny i gdyby mój ojciec wiedział ile wydałem na konsolę i naprawy, to by mnie zamknął w beczce:). Wtedy pech się skończył i zaczęło się giercowanie!!! Chodziliśmy z popsutymi płytami po kumplach i pożyczaliśmy gry. Pożyczone gry, pożyczaliśmy dalej i takim cudem powstawała piramidka gier. Ale mnie też to spotkało. Pożyczyłem Radkowi Gexa. On zaś pożyczył go kuzynowi z Wrocławia. Po pewnym czasie wpadam do innego ziomka (Radzio go nie znał) i pytam się czy ma gry? A on mi pokazuje mojego Gexa!!! To był szok;) No i tak przez całe gimnazjum bawiłem się doskonale z PSX'em. Potem wszyscy przesiadali się na PeCety, a ja nadal byłem maniakiem szarej konsolki. Cięgle kłuciłem się z Jarkiem Sulakiem o wyższość konsol nad PeCetami. Uchodziłem w klasie za świra. Dla "zwykłych ludzi" granie było złem. Ale ja się nie przejmowałem i grałem, grałem, grałem... Teraz pozostał mi tylko PieC i emulatorki. Ale obiecuję, że za pierwszą wypłatę kupię jakiegoś next-gena. Pod koniec musiałem już stawiać konsolę na bocznej ściance i lekko w nią pukać, bo gry nie chciały się odpalać. Trzepień był połamany i sklejany kilka razy, brakowało jednej kulki. Jednak wiem, że dzięki Radkowi Sokólskiemu i PSX'owi jestem lepszym człowiekiem. Potrafię się cieszyć z takich głupstw, jak promienie słońca w grze, podczas gdy mam depresję. Wiem, że taka historia już mi się nie powtórzy, ale niczego nie żałuję. Przeżyłem coś wspaniałego i nie zapomnę tego do końca życia...