<<< JAK & DAXTER >>>


"...Eye of the tiger is the queen of the fight..."
...Chyba każdy wie skąd pochodzi powyższy cytat, prawda? A jaki ma to zwiazek z J&D? Żaden, ale nie wiedziałem jak rozpocząć reckę. Sorry.

W grze mamy dwóch głównych bohaterów. Są nimi para - tak mi się zdaje - heteroseksualistów o wdzięcznych imionach... Jak oraz Daxter! Ich nazw domysliłaby się nawet średnio rozwinięta kolonia małż, no ale nie każdy może być takową dlategoż musiałem o tym wspomnieć. We wstępnej animacji obserwujemy jak to Dax dzięki swemu, porównywalnemu ze zdechłym dorszem, intelektowi wpada do tajemniczej dziury... Po wyskoczeniu z mrocznej otchłani okazuje się jakby odmieniony... Jego "imydż" odmieniło się totalnie i miast zniewieściałego młodzieńca stał się... zniewiesciałą łasicą. Bleee. Tak więc nasza parka postanawia wyruszyć w wielką podróż, której celem jest uzyskanie lekarstwa dla jednego z nich. Aby tego dokonać zmuszeni będą do przebycia całego świata podzielonego na 15 fragmentów (leveli). Tako właśnie prezentuje się fabuła omawianej gry. Kiepska? A czego się spodziewaliście po platformówce? Intrygi na miarę "Klanu"...?

Jak zwykle w przypadku "konsol następnej generacji" główną zaletą jest oprawa gfx. Dam sobie uciąć lewą dłoń tuż przy paznokciach, że większość z was słyszała już o ogólnym splendorze oprawy J&D. Wszędzie bowiem można się natknąć na wychwalane pod niebiosy rozległe widoki, wspaniałą animację czy brak doczytywania się poziomów w trakcie rozgrywki... Jest to fakt nie do zaprzeczenia. Największe wrażenie robią cudownie zaprojektowane poziomy. Kiedy przesiadłem się z Banjo Kazooie na Jaka&Daxtera dosłownie oczy mi z orbit wyleciały. Na szczęście refleks mam i po złapaniu małe skurczybyki trafiły na właściwe im miejsce. Ale ja nie o tym... W BeKa wszystkie góry były płaściutkie - tutaj mamy niesamowite(!) wypukłości (haha). Dosłownie brak mi słów na to, a trzeba wam wiedziec, iż taka sytuacja rzadko się u mnie zdarza - jestem gadatliwy z natury. Dźwięk również nie należy do wad gry. Dopasowane do klimatu poszczególnych poziomów melodie, ciekawe dźwięki wydawane przez szkaradne monstra i dobrze dopasowane głosy napotkanych postaci. Nie może się nie podobać.

W każdym z poziomów mamy do zebrania kilka przedmiotów. Są to jajka, baterie i latające duperelstwa w kształcie kieszonkowych helikopterów. Hmm... co ja tu mogę o nich napisać? W każdym levelu mamy do wykonania po kilka różnych zadań. A to zapędzić farmerowi bydło do zagrody, sprzedać komuś 90 jajek, rozwalić szczury panoszące się po bagnie jakiegoś wieśniaka itd. itp. Za każde zadanie otrzymujemy jedną baterię, a dzięki tymże mamy dostęp do kolejnych miejscówek. Za siedem helikopterków również otrzymujemy jedną baterię.

Dax przez całą grę przesiaduje na ramieniu Jaka i sadzi zabawne teksty. Np. gdy pelikan kradnie bohaterom sprzed nosa baterię Daxterowi wyrywa się "Let's kick some big, bird BUTT". I mówi to takim tonem, że aż chce się sukinsynowi na serio trzodę skopać! Jak nie odzywa się ani słowem - mówi sie trudno. Za to potrafi kilka ciekawych sztuczek. U mistrza Alemaszmorde nauczył się kręcić ciekawe bączki w crashowskim stylu. "Naumniał" się także walić z wyskoku dyńką w glebę i udeżać z piąchy. Ogólnie umiejetności nie jest tak wiele jak w przecudnym Marianie 64, ale to co jest wystarcza w zupełności. W grze napotkamy także na statek odrzutowy, którym bedziemy przemierzali niektóre plansze. Zasiądziemy także za sterem młodego ptaka i przyjdzie nam postrzelać do wrażych sił z ich własnego działa. Całkiem tego sporo.

Nie będę już dłużej przedłużał recki. Sorry LOV, że tak skromnie dziś, ale jakoś więcej nie mogę z siebie wykrzesać. [Dobra, daruję Ci tym razem. Ale w przyszłym miechu coś takiego się powtórzy i idziesz do piwnicy, gdzie rezyduje nagi Caleb - LOV]

Ocena: 9/10

otton
www.misteria.metal.pl