<<< Goldeneye >>> Szybkie samochody, gorące panienki oraz... Martini wstrząśnięte nie zmieszane. To znaki firmowe pewnego jegomościa pracującego dla wywiadu brytyjskiego. Dodajmy najlepszego jegomościa;). Bond. James Bond. Któż z nas nie chciałby wcielić się w niego chociaż na moment. Niestety, szanse na to są takie same, jak zdobycie Mistrzostwa Europy w piłce nożnej przez naszych kochanych reprezentacyjnych ulubieńców. Ale nie ma co się załamywać. Przecież w każdej chwili możemy bez żadnych przeszkód pokierować poczynaniami Bonda w wersji cyfrowej. Do tej pory powstało już kilkanaście gier z agentem 007 w roli głównej. Postaram opisać się tą najciekawszą. A jest to... Goldeneye wydane na N64. Moim zdaniem njalepszą grą z Jamesem w roli głównej. Po tym krótkim wstępie przejdźmy do sedna czyli... Fabuły! Jak sam tytuł wskazuje gra opiera się na filmowym hicie Goldeneye. Tym którzy filmu nie oglądali przedstawie błyskawiczne streszczenie. Kolejny psychiczny człowiek próbuje zawładnąć światem (widać gdy chodził do szkoły, miał drogę przez pole minowe). Na domiar złego jest to jeden z agentów Jej Królewskiej Mości itd, etc, itp. Fabuła prosta jak budowa młotka. W grze robimy dokładnie to samo co wyczyniał Pierce Brosnan. Tylko tutaj wygląda to 100 razy lepiej. Do tego dochodzą bardzo zróżnicowane... Misje! Łącznie jest ich 18 plus 2 dodatkowe. Akcja nie ustępuje na krok. Każda kolejna misja to całkowita zmiana klimatu. Raz rzuceni jesteśmy do rosyjskiej bazy, by za chwilę znaleźć się w opancerzonym pociągu bądź statku znajdującym się na otwartym morzu. Cele jakie nam narzucono są bardzo ciekawe. Od ratowania zakładników po wysadzanie wyznaczonych celów, zdobywanie tajnych danych, etc. I tu mały bonus. Po wybraniu wyższego stopnia trudności zwiększa się również liczba zadań jakie mamy do wykonania. Jednak same misje byłyby niczym bez doskonałego... Arsenału! Liczba zaprezentowanych w grze broni może przyprawić o ból głowy. Mamy tu dosłownie wszystko. Granaty, miny, pistolety, broń maszynową, wyrzutnie rakiet, broń laserową.W parze z ilością idzie także ich efektywność. Do tego dochodzi możliwość trzymania broni w obu dłoniach jednocześnie. A jakby ktoś marudził w co niektórych misjach jest możliwość wykorzystania czołgu (nie ma to jak chrupki przeciwnik pod gąśennicami). Oczywiście należy do tego dodać bondowskie gadgety. I tu następuje mały zawód. Wykorzystanie ich jest znikome, pomijając, że za dużo ich nie uświadczymy. Mamy więc zegarek ( 2 wersje. 1 na laser, 2 potrafiąca przyciągać metalowe przedmioty), mini aparat i to wszystko ( nie licząc min, które detonujemy za pomocą zegara:). Oczywiście aby w pełni rozkoszować się narzędziami zagłady potrzebni są... Przeciwnicy! A tych jest całkiem sporo. Szkoda tylko, że tak mało zróżnicowanych. Po części można to zrozumieć z śmiesznej pojemności cartridga, ale niesmak pozostaje. Jednak, aż tak źle nie jest. Motion Capture wrogów jest naprawdę bardzo dobry. Efekty śmierci też ujdą. Kłuje trochę w oczy brak krwi, ale i tą niedogodność można przeboleć. Jak to wszystko razem wygląda... czyli... Grafika i Dźwięk! No cóż, grafika jak na możliwości N64 jest całkiem dobra ( chociaż po Perfect Dark widać, że można było wycisnąć więcej). Tekstury są... dobre. Postacie natomiast zbudowane z małej ilości wielokątów nie zachwycają. Kwesti mówionych w grze nie uświadczymy ( wiadomo cart), ale do dźwęków przyczepić się nie można. Są dobrej jakości i pasują do toczonej rozgrywki. Muzyka nienajgorsza, zwłaszcza, że trafia się kilka utworów z filmu. Jednak to co sprawia, że Goldeneye przykuwa do telewizora to genialny tryb... Multiplayer! Nie jestem w stanie powiedziaeć ile godzin spędziłem przy bojach toczonych z kolegami. Nie jest to Quake, bardziej przypomina Medal of Honor za sprawą szybkości rozgrywki. Jednak gra się po prostu znakomicie. Specjalnie pod Multiplayer zostały przerobione istniejące w trybie Singleplayer mapy a niektóre zrobione całkowicie od nowa. Poziomy może nie są skonstruowane w jakiś fenomanalny sposób ale tu liczy się tylko grywalność i przyjemność, która jest naprawdę wysoka. Nic tak nie poprawia humoru jak rozsmarowanie siedzącego obok kumpla, który zaraz po tym wypluwa z siebie bluzgi niczym kałasznikow. Podsumowując. Gierka mimo tych kilku ładnych latek nadal przyciąga. Obok Perfect Dark jest to najlepszy fpp na konsole Nintendo. Wszystko za sprawą trybu multi, który naprawdę wymiata. Kto nie ma N64 zawsze może zaopatrzyć się w jakiś emulator i rom z grą. Każdy miłośnik fpp i Bonda oczywiście, powinien w to zagrać. BASTA! Platforma: Nintendo 64 Plusy: + Multiplay!!!! + Spory Arsenał + Fabuła na podstawie filmu! + Różnorodne misje + Czołg ;) Minusy: - Brak czołgu w multi :( - Kwadratowe postacie - Na PS 2 wszystko wyglądało by lepiej:) - Schematycznie wykonani przeciwnicy OCENA: 8 |