Dobra, żarty się skończyły i postanowiłem (przynajmniej w moim zamyśle)
napisać coś porządnego. Na widelec wzięłem dwa rodzime tytuły.
Zapewne zastanawiacie się dlaczego te dwie gry wrzuciłem do jednego
tekstu? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż, firma LK AVALON jakiś czas
temu wypuściła na polski rynek owe dwie przygodówki. Sołtysa w roku
1995 i Sfinxa w 1998 (Pozwolę sobie dodać, że wypuściła też ultragrę - Skaut Kwatermaster. - dop. Pedro) . Dają one wrażenie zrobionych na tym samym
silniku. Taki sam jest w nich kursor, podobne pasek u dołu z
przełącznikami tych samych opcji (włączenie monochromatycznego obrazu
i inne duperele) itd. W dodatku reklamówka Sfinxa m.in. zawierała
tekst: "Gra twórców Sołtysa", a to już raczej nie pozostawia
wątpliwości, że silnik jest ten sam. W przypadku drugiej gry jedynie
trochę podrasowany.
Sołtys
W tej grze wcielamy się w tytułowego "faceta na stanowisku". Przyszedł
czas aby jego córeczka (notabene tłusta obrzydliwa kreatura) wyszła
za mąż. Rodzice wybrali jej małżonka i trza było iść do kościoła, co by
dopełnić formalności. Podczas całej ceremonii nagle zgasło światło.
Leona (kandytat na męża) już nie było. Sołtys ze zdziwienia zrobił
wielkie gały i powiedział: "Ale heca! Leon spie... spie-sznie się
oddalił." :). Po całym zamieszaniu nasz bohater dostał wałkiem po łbie
od żony, która następnie wykopała go z domu ze słowami: "I bez Leona
mi się nie pokazuj łamago!". No to teraz zgadnijcie jakie jest nasze
zadanie. Co? Nie wiecie? To czym wy myślicie? Członkiem? :-P
Obszary, które zwiedzamy nie są tak ułożone jak to ma miejsce w
większoście przygodówek. Tutaj mamy specjalne menu z ponumerowanymi
miejscami. Na początku poruszamy się w obrębie pierwszych ośmiu.
Po wykonaniu kilku zagadek dostajemy dostęp do następnych ośmiu itd.
Grafika jest bardzo ładna. Przynajmniej mi się podoba, bo chyba jednak
nie każdemu przypadną do gustu malowane farbami i trochę rozmazane
tła. Reszta grafy jest już robiona na kompie. Autorzy włożyli w to
trochę roboty albowiem doskonale czuć klimat wsi, a do takich miejsc
mam szczególny sentyment pomimo tego, że mieszkam w mieście.
Zagadki w Sołtysie są strasznie abstrakcyjne. Np. do rozwinięcia
asfaltowej drogi trzeba użyć korby od gramofonu, a żeby uciszyć
piszczącą mysz trzeba ją... naoliwić. Czasem te dziwaczne pomysły
autorów skutecznie zniechęcają do dalszej gry (podchodziłem do
Sołtysa ze cztery razy i nigdy go nie ukończyłem). Ogólnie jednak
gra w tę przygodówkę jest całkiem przyjemna, choć niestety czasem
aż chciałoby się zajrzeć do jakiejś solucji.
O dźwięku to dużo wam nie opowiem, bo jedynie dane mi było usłyszeć
tylko muzyczkę, a ta jest bardzo wesoła i pasuje do humorystycznego
klimatu gry.
Jak widać, Sołtys to miodna gierka przygodowa. W dodatku jeszcze
w wymaganiach minimalnych autorzy napisali: PC 286, 512 KB RAM i mysz.
Zagrać każdy może, jeden leeepiej lub trooochę gorzej :).
A ta gra opowiada o przygodach Andzi i (jej) Wacka :). W mieście
ni stąd ni zowąd zaszła nagła przerwa w dostawie prądu. Oboje wyruszają
na spacer i dowiadują się od pewnego dziwnego profesorka, że brak
prądu spowodował kosmita, który latając sobie po kosmosie nie
wyrobił się na zakręcie i wpadł na naszą planetę. Teraz musimy
pomóc mu wrócić do domu.
Wacek (hłehłe :) i Andzia mają bardzo mała pojemność (HDD :) i mogą
nosić po cztery przedmioty każde z nich. Jest to jakiś ukłon w stronę
realizmu. Niby nic takiego, pomijąc fakt, że cała gra jest od
realności oderwana. Wyobraźcie sobie, że latający dywan dopiero
po wytrzepaniu nadaje się do latania. Takiego pokroju są mniej
więcej zagadki w Sfinxie. Rozbawił mnie natomiast facet sączący w
barze hotelowym kolejne napoje wyskokowe i mówiący: "Muszę pić, żeby
zapomnieć o tym jak bardzo się wstydzę tego, że muszę pić." (Swoją
drogą, czy to wam nie przywodzi na myśl jakiejś książki, co?) (Antoine de Saint Exupery - "Mały Książę" - dop. Pedro). Takich
jajec jest w tej grze o wiele więcej (chociażby kot, który po napiciu
się farby całą ją zwraca tym samym obrzygując ścianę, z którą się
zmagał facet próbujący ją pomalować).
Oprawa Sfinxa jest spoko, żadnych rewelacji (a wiadomo, że z 2D
można wyciągnąć całkiem sporo). To tyle co można o niej powiedzieć,
po prostu trzyma poziom, jednak w roku wydania na nikim wrażenia
nie wywarła (w końcu w 1998 mieliśmy już Unreala - drugiego z
najlepszych - moim zdaniem - szuterów, najlepszy jest oczywiście
Shogo: Mobile Armor Division).
Sfinx to kolejna bardzo fajna przygodówka z naszego podwórza. Postacie
sypią zabawnymi tekstami, przygrywają nam fajne muzyczki, a
jednak jej autorzy sukcesu nie odnieśli. Why? Spójrzcie na rok
produkcji i grafikę tej gry. Fani pixelek zacierają rączki lecz jednak
takich właśnie ludzi zbyt wielu w tych czasach nie ma. W tamtych
zresztą też ich zbyt wielu nie było. Postęp robił swoje i nikogo
już ładne 2D nie przyciągało - niestety. Prawda jest jednak taka,
że ta gra na prawdę wciąga! Cichy hit? Raczej nie, ale coś w sobie
ten tytuł ma...
plusy:
+humor
+tu też trochę farb poszło w ruch (albo mi się wydawało tylko)
+bohaterowie (Andzia i Wacek :)
minusy:
-dziwaczne zagadki
Ocena: 8/10
**********
Podsumowanie
LK AVALON wydał bardzo fajne klasyczne przygodówki 2D. Fani tego
typu gier powinni w nie zagrać chociażby po to aby wiedzieć
co też takiego wyszło na naszym podwórku, a nie tylko znać
tylko (Dzień świra, hłehłe :) zachodnie tytuły. "Cudze chwalicie,
swojego nie znacie.". Ot co.