Relacja z Wielkiego Zlotu Czytelników
KC!
Całkiem
niedawno miałem okazję (niestety), uczestniczyć w Zlocie Czytelników KC. No
coż... Wielu nas nie było, ale zabawa była niezła! Mówię wam... Cieszcie się, że
nie byliście...
Dzień zaczynał się ciekawie. Razem z
Don Alfredem wyruszyłem na umówione miejsce spotkania - Brama Portowa w
Szczecinie. Po drodzie zajrzeliśmy do naszego ulubionego salonu Ery, by oddać
telefon Dona, bo uległ uszkodzeniu (Mówi, że mu upadł, ale ja wiem, że on go
piwem zalał;)). Wymienili lśniącego, aczkolwiek zepsutego TRIUMA ECLIPSE XL na
ultrahipermegasuperextrawypasiastego Siemensa coś-cośtam. Wersja z
kaczuszkami:)) Po udanej wizycie w salonie Ery, okazało się, że mamy jeszcze
sporo czasu do spotkania, więc udaliśmy się do kawiarenki internetowej (nazwijmy
ją nr 1). Poprawiliśmy trochę KC ON-LINE i o dziwo czas internetowy
się skończył, i trzeba było iść na spotkanie.
Razem z
Donem patrzymy, a tam siedzi trzech kolesi (Don się przestraszył jak zobaczył
tych typów spod ciemnej gwiazdy). Patrzymy: OldEnt, Miku i jakiś młody kolo. Tak
nas wystraszył, że aż zapomniałem jego xywkę!!!!! No i zaczęło się. Najpierw
szwędaliśmy się po mieście. Oczywiście było cholernie zimno, więc ktoś wpadł na
pomysł wstąpienia do Empiku. Był to dobry pomysł, bo tam za darmola można było w
Tomb Raidera I na Nokii N-Gage pograć!!! Cóż za radość!!! Taka klasyka na takim
sprzęcie!!!! Po rozegraniu się w TR-a, znaleźliśmy się w windzie:) Jakież
niesamowite uczucie w piątkę jechać trzyosobową windą:)))) Po prostu pełen
odlot!!! Po wyjściu z Empiku postanowiliśmy udać się do jakiejś kawiarenki
internetowej, by się w Counter Strike'a zmierzyć, tzn. KC squad (ja i Don Alfi)
vs. reszta świata:))). Poszliśmy do Kawiarenki nr 2. NIE MA CS-a!!!!!!!!
ZGROZA!!! Ale coż... Nie poddaliśmy się i szukaliśmy dalej. W kawiarence nr 3
także nie uświadczyliśmy tejże gry:((( I co poradzić... Idziemy do Galaxy!!!
TAK! Udaliśmy się do dużego budynku, a po drodze szok - CALEB!!!!!!!!!!!! Ze
śmiercią w oczach patrzeliśmy na groźnie wyglądającego faceta tulącego się do
budki telefonicznej i mamroczącego coś pod nosem o jakimś Cavalierze... Mówię
wam... Takiego widoku nie zapomina się do końca życia... Tak czy siak,
zostawiliśmy Caleba w spokoju, bo musiał wyznać miłość pewnemu słupowi, a sami
udaliśmy się do Galaxy, by pojeździć ruchomymi schodami. W Centrum Galaktyki
znaleźliśmy jescze jeden salon Ery i z radością zabraliśmy wszystkie dostępne
ulotki:))). Jadąc po schodach, postanowiliśmy rozreklamować naszą ulubioną sieć,
więc zarzuciliśmy trochę ulotek na jakąś staruszkę. Myśleliśmy, że ochrona nas
"wyprosi", ale moje znajomości w KGB pomogły nam uniknąć najgorszego:) Uszliśmy
z życiem.
Z braku kompa dobry - no właśnie. Zamiast w
CS-a rozegraliśmy turniej w Cymbergeja. Jakaś kobieta z synkiem grała sobie, gdy
zobaczyli maniaków KC, zrobiła się blada i wraz z dzieckiem oddaliła się od nas.
Coś krzyczała, ale w ogóle był jakiś popłoch i nic nie zrozumiałem:P. Turniej
się rozpoczął. KC: 0 Rezta świata: 1, W dupsko dostałem od OldEnta... No, ale
Don mnie pomścił i zremisowaliśmy. Ale Don jak Don przegrał z Mikiem:((( 2:1:(((
Ale oto Pedro w swej świetlistej zbroi staje do walki z Tym, Którego Imienia Nie
Pamięta:))) IIIIIII... WYGRYWA!!!!! REMIS!!!!!! HONOR KC URATOWANY!!!!!
Skończyły się nam kredyty, to poszliśmy jeszcze w piłkarzyki popykać. Znów
remis;] Po 7.
Po tym wysiłku zrobiliśmy się trochę
głodni. Postanowiliśmy odszukać McDonalda:) Tam jest zawsze miło i przyjemnie...
Przynajmniej tak myśleliśmy... Wchodzimy, stajemy kulturalnie w kolejce, a tu
nagle... TAK! Znów on! CALEB!!! On nas prześladuje!! Nikt go przecież na zlot
nie zapraszał!! Ale o dziwo był w stroju Clowna (Myślał, że nas zamyli, ale my
go wszędzie rozpoznamy:)) i chciał sobie z nami zdjęcia robić!!! Nawet nam rękę
uścisnął!!!!!
Po szalonych przeżyciach w McDonaldzie,
udaliśmy się do kawiarenki nr 1, a tam na neta i multiplayer bodajże w
Starcrafta. To były ostatnie chwile z tego cudownego dnia. Wraz z Don Alfredem
pożegnaliśmy sięi udaliśmy do domu na
spoczynek.
Plusy:
+Potyraliśmy Caleba
+Nie było The
One'a
+Przeżyliśmy:)
+Caleb chciał z nami zdjęcie
zrobić:)))
Minusy:
-ZIMNO
-NUDNO
-I OGÓLNE
ROZCZAROWANIE
**********
Pedro
P.S. W powrotnej drodze na dworzec,
zachciało nam się pić, więc Don Alfredo powiedział, że kupi mi Tymbarka.
Podeszliśmy do kiosku, Don poprosił o Tymbarka, a niezdarny, wręcz kaleki
sprzedawca przewrócił boski trunek. Wtem krzyknąłem: "Ty pi*****ny kaleko!!!".
Na to Don Alfi: "Sp******my!!! To CALEB!!!!!" (zdarzenie autentyczne)