
Dzieeeeeeń-dooooo-bryyyyyy pani sorko... :) Mam luda natchnienie!!! Dokończę opis misji jak mi się vena ulotni z duszy mej ;) Co ja Wam będę głowy zawracał jakimiś wstępami. Czytajta luda!!!
Sytuacja wygląda następująco: Idę sobie w nocy ciemną uliczką. Jestem zupełnie sam. W oddali pali się lampa. Chciałoby się rzec: 'I am the man, who walks alone and, when I'm walking the dark road, at night...' No właśnie. Co się stało? Jestem cały w drgawkach po tym przejściu, ale sięgnijmy pamięcią w przeszłość... Na początku był chaos...yyy...troszkę za daleko... No dobra. Idę sobie tą właśnie uliczką, i wracam z koncertu. W plecaku jakaś koszula [ciekawe, dlaczego nie moja.] kilka butelek po winie za 4.20 itd. Zresztą wiecie jak to po koncertach bywa:) Idę sobie lekko [taaa] naprocentowany [:)], ale wzrok mnie nie myli. Widzę jakieś buty zaciągane za płot. Coś jakby ktoś kogoś gdzieś zaciągał. [:)] Ale żem przecie gupi nie jest, to se myślę: 'Qrcze jak się ugryźć w zęby?' O sory nie ta myśl... 'A dlaczegoby nie sprawdzić, kto kogo tak zaciąga i gdzie?' Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Zachodzę za płot, a tam jakiś łysy koleś chowa jakiś sznureczek za marynarkę. 'O rzesz q**asz. Jakiś dres!!!' - pomyślałem i nie wiedziałem co robić. Ale od czego ma się tą szarą komórkę? 'Zaraz, zaraz, dres w garniaku???' W tym momencie łysy koleś zaczął iść w moją stronę. Jak pomyślałem tak zrobiłem. [:)] Kiedy już tak sobie uciekałem, odwróciłem się na chwilkę. 'Łysego' nie było. No dobra to idziemy do doma. Tak sobie idę, i idę a tu dostawca pizzy. Upuszcza pizzę i wyjmuje pistolca z tłumikiem. 'Skądś to qrcze znam, tylko skąd???' - myślałem w trakcie ponownej ucieczki. 'AAAAAaaaaaa już wiem!!! Widziałem to w grze. To jest ten słynny facet z ksywką "pasjans"!!!' Teraz już wiedziałem, że nie mam szans na ucieczkę... On był ZA dobry. Postanowiłem jednak spróbować swoich sił. Wbiegam do najbliższej knajpy i krzyczę: 'Goni mnie jakiś łysy koleś z gnatem z łapie!!!' Szkoda tylko, że dopiero wtedy zorientowałem się, że wpadłem do dresiarskiej knajpy. Jednym słowem miałem prze****. Po wygłoszeni przeze mnie powyższego monologu, wstało kilku dresów, wyjęli pistolce zza dresików i jeden z nich powiedział: "A, kórfa masz coś kórfa, do kórfa gnatuf, kórfa?" Wtedy przemówił inny: "Ej, łysy zapytaj go o wrysure", na co poprzedni odrzekł: "Dobra, kórfa edziu spokojnie kórfa. A ty kórfa masz coś kórfa do kórfa fryzury kórfa???" No w tym momencie to mnie zatkało. Dwa razy mniej "kórfa" w ich wykonaniu, niż zwykle słyszę pod oknem. Teraz musiałem uważać na słowa, bo chłopcy inteligentni, i mogłem ich urazić. Postanowiłem zacząć ostrożnie: "A co? W ryj dawno nie dostałeś???" Byli zszokowani mą elokwencją, a ja w tym czasie miałem czas na ucieczkę. Wybiegłem w knajpy tylnymi drzwiami. Teraz miałem czas na obmyślenie planu. Wiedziałem, że nie mogę cały czas uciekać, i, że muszę jakoś tego kolesia załatwić, bo nie da mi żyć. [A co Wy zrobilibyście na moim miejscu??? Mejlować: dickinson_1@op.pl] Po pierwsze: trza było się uspokoić - wypiłem ostatnią butelkę wina. Po drugo: spodobało mi się uspokojanie [:)] Wiedziałem już, co mam robić! Pobiegłem do domu, i przebrałem się w najciemniejszy garnitur jaki miałem. [czyli biały] Zamiast się golić, związałem włosy w kitkę. Z pufy wyjąłem dwa pistolety na wodę. Teraz byłem gotów na spotkanie pierwszego stopnia. Jeśli wszystko się dobrze potoczy to 'pasjans' się przestraszy i ucieknie. Wyszedłem na ulicę. Mój wróg już się zbliżał. Wyjąłem dwa blerulss'y. Tak nazwałem moje pistolety wodne. Idę wprost na Niego. On idzie na mnie. Gdzieś tak w odległości 60 m. pomyślałem sobie: 'Tu jest wszystko, coś nie tak...' Byłem już na muszce 'pasjansa'. W tym momencie krzyknąłem na głos: 'ioislo'. Coś poszło "nie tak" i zamiast przeciwnik umierać wolno, uzyskałem coś w stylu a'la max payne. Odskoczyłem na lewą stronę, i wten sposób uniknąłem kul. Nie wiedzieć czemu, na ulicy znalazłem M60. Szkoda tylko, że bez amunicji:( Teraz byłem zdany tylko na moje umiejętności manualne. Wstałem, i zacząłem szydełkować. Nie wiem, co się stało 'pasjansowi', ale powiedział coś w stylu: 'ale ty człowieku jesteś debil!!! założę się, że nawet nie dają ci jeść nożem i widelcem. jesteś tak gupi, że nie możesz jednocześnie żuć gumy i wchodzić po schodach. buahahahahaha debil!!!" Teraz to już nie wytrzymałem i musiałem coś powiedzieć. Ale teraz dopiero winko dało o sobie znać. Wstając poślizgnąłem się na swoim plecaku-kostce, a 'pasjans' wpadł w jakiś trans. Twarz jego stała się czerwona i zaczął się nadymać. Po chwili pękł ze śmiechu. Podszedłem do jego marynarki i obejrzałem jego dokumenty. Pisało tam coś w stylu: Tobias Repier. Hmmm... Koniec ps. srutututu |