|
|Mission: Impossible 2|
Hoollywood ma to do siebie, że lubi produkować filmy, które są kosztowne, ale które ten koszt zwracają kilkakrotnie. Wspaniali aktorzy, wspaniali reżyserzy i efekty specjalne, które zatykają dech w piersi. To wszystko charakteryzuje amerykańskie produkcje. Jedyne czego takim filmom brak to dobrej fabuły. Ta u reżyserów zza głębokiej wody jest jakby niepotrzebnym dodatkiem do całości. Nam to jednak nie przeszkadza i bawimy się dalej.
Treść filmu jest krótka. Wyprodukowany został wirus i antybiotyk, aby zarobić kasę trzeba zarazić trochę ludzi i sprzedać im antybiotyk. Jedni będą kupować bo są już chorzy, a inni bo boją się zachorować. Kasę trzepać będzie na tym jedna z firm farmaceutycznych (kto by pomyślał, że pani w aptece jest taka groźna :)). Nie mogą do tego dopuścić nasi bohaterowie, znaczy jeden, znaczy Hunt - agent. Ma on za zadanie zwerbować sobie ochotników, którzy mają mu pomóc. Pomaga mu facet z poprzedniej części - Luther, czyli genialny informatyk, lepiej brzmi haker, nie? W śmigłowcu lata jego kolega, ale żeby panie feministki się nie obraziły to jest i kobieta. Nie byle kto, a sama złodziejka Nyah. Jak potoczą się ich losy jest łatwo przewidzieć, ale jak już pisałem, nie to jest w filmie najważniejsze. Reżyser nacisk położył raczej na wykonanie, niż pomysł. Dzięki czemu mamy wspaniałe zdjęcia, efekty specjalne, sceny walki i zwolnione tępo. Tom Cruise po raz kolejny pokazał, że nieźle się gimnastykuje i potrafi zrobić wiele akrobacji. No cóż taki jego zawód, ale chyba i on sam świetnie nadaje się do takich ról. Co prawda Bondem może nigdy nie zostanie, ale i tak radzi sobie znakomicie.
MI 2 to fajny film, można się przy nim zrelaksować, a na pewno nie trzeba zbytnio męczyć mózgu. Fabuła jest prosta, ale czasami dialogi bohaterów ciężko zrozumieć. Operują terminami o których nie mamy pojęcia i ze stadium zupełnej niewiedzy przechodzimy w nagłe olśnienie, przy którym ni z gruszki, ni z pietruszki bohater już namierzył swój cel na komputerze. A właśnie sprzęt w MI 2 jest olśniewający. Laptopy, super wozy, czy inne bajery. Co prawda ciągle nie nadążają za Bondem, ale może to i lepiej, bo film wydaje się być bardziej realistyczny. Fajne jest też zestawienie starego domu, jakieś dziury nie wiadomo na jakim zadupiu z nowym sprzętem jaki znajduje się w środku. Mało tego, że jest tam dostęp do Internetu to jeszcze mogą łączyć się z satelitą. Gdyby panowie scenarzyści mogli mi powiedzieć jak to możliwe i jak to zrobić to byłbym zainteresowany montażem w domu :).
Bardzo miłe dla oka są zdjęcia. Tom Cruise to ładny chłopak i na pewno miło się na niego patrzy (to wersja dla kobiet), a Nyah to ładna kobieta, która przyciąga męskie oko (to wersja dla panów). Zaraz na początku filmu widzimy jak Hunt wspina się po skałach bez żadnych zabezpieczeń, radzi sobie całkiem nieźle gdy nagle... bach, zsuwa się i łapie skałki w ostatnim momencie, wisi sobie dobre 200 metrów nad ziemią na jednej ręce i uśmiecha głupio. Najlepsze jednak przed nami, bo nasz bohater zmienia się w latającą jaszczurkę i po kilkumetrowym skoku łapie się znowu skały i na nią włazi. Prawie jak Bond, który skacze w przepaść za spadającym samolotem.
No i nareszcie efekty specjalne, które biją na głowę, czyli typowo hoollywoodzkie zagrania. Legendarny już moment jak Hunt przejeżdża motocyklem przez słup ognia, czy jak przechodzi obok rozwalonych drzwi całych w ogniu i wiele, wiele innych fajoskich momentów. Trzeba przyznać panom z USA, że w tym jednym są dobrzy i umieją zaciekawić widza, a nawet wielu widzów. Zaciekawiło to nawet takiego krytyka jak ja. Moc ruchomego obrazu jest tutaj spora i umie widza zatrzymać na te 2 godziny przed ekranem.
Niektórzy krytykują Toma Cruisa, że produkowane są filmy tylko pod niego, aby on mógł wykazać się swoimi zdolnościami fizycznymi i ładnym uśmiechem. Za całego Cruisa tylko ten jego uśmiech jest charakterystyczny i pojawiał się chyba wszędzie. Zarówno tutaj, jak i w "Top Gunie". Na ogromne brawa zasługuje również muzyka, której nic zarzucić nie można. Motyw Mission: Impossible jest znany każdemu i równie popularny jak "Z archiwum X".
Czy ten film nie ma zatem wad? Na pewno największą jest dość prosta fabuła, ale zarówno wszystkie wady są jego zaletami. Czasami jak oglądałem film to pojawiał się drwiący uśmiech na mojej twarzy, który mówił: "ależ to bajka dla dorosłych". Szalona jazda samochodem tak naprawdę skończyłaby się śmiercią obydwojga, strzelanie Hunt też ma chyba opracowane do perfekcji skoro umie bardzo celnie strzelać na rozbujanym motocyklu. Główny bohater zresztą umie wiele rzeczy... za wiele. Jest zbyt idealny i to zarazem jest błędem i zaletą. Co dla kogo. Ja film oceniam tak jak wszystkie tego typu produkcje, czyli raczej nie za wysoko, ten film jest w dodatku klonem pierwszej wersji. Oczywiście nie klonem dosłownym bo wiele rzeczy jest innych. Nadal twierdzę, że jeszcze żaden squel jaki widziałem nie jest lepszy od pierwowzoru. Mam nadzieję, że ktoś mnie w końcu zmusi do zmiany zdania, ale na razie tak zostaje. A sam film? Warto obejrzeć, choćby z czystej ciekawości.
Ocena: 7/10
Dishman
dishman@poczta.fm
|