|
|Haker|
Kilka ładnych lat temu pojawił się film o wdzięcznej nazwie "Hackers", albo jakoś tak w którym zagrała Angelina Joly, tak ta z "Tomb Ridera". Film był ciekawy, może nie porywał (przynajmniej mnie), ale oglądało się go przyjemnie. Teraz na ekrany polskich kin wyszedł ten oto film o równie wdzięcznej i polskiej nazwie "Haker". Zastanawiacie się pewnie o czym jest film. Tia, bardzo trudne zadanie do odgadnięcia, ale ja się zastanawiam dalej bo widziałem film, ale hakera nie. Powiem od razu film mi się nie podobał. Już wolę głupawe filmy o gangsterach niż nieudolne przedstawienie młodego pokolenia.
Film opowiada o hakerze Marcinie, który pomaga zdać maturę jednej z maturzystek, dzięki swojemu sprzętowi może sobie na to pozwolić (właściwie to jest sprzęt jego kolegi), niestety w komisji siedzi stary nauczyciel z aparatem w uchu (taki, żeby lepiej słyszał) i przechwytuje niechcący podpowiedzi Marcina. Dyrektor szkoły rozpoznaje jego głos i wyrzuca ze szkoły. Teraz Marcin zakłada się ze swoim kolegą Turbo o to, że Laura (ta dziewczyna której pomagał na maturze) nie leci na kasę. Jednak w paradę wchodzi jeszcze jedna postać - Kosa, czyli gangster, który chce wykorzystać umiejętności naszych speców od komputerów do obrobienia supermarketu. No ludzie, naprawdę mógłby być ten gość bardziej ambitny. Chociaż jakiś napad na bank, ale nie na supermarket! Przecież sam pomysł woła o pomstę do nieba. Supermarket, nie supermarket nic to jedziemy dalej. Ale uwierzcie jechać naprawdę nie warto, a jeżeli ktoś chce to niech ogląda dalej.
Jakie są wrażenia po obejrzeniu tego czegoś? Pierwsze to fakt, że nawet jeżeli komuś udało zgromadzić na planie filmowym takie postaci jak Marek Kondrat, Bogusław Linda czy Paweł Wilczak to nie oznacza, że film odniesie sukces. Druga uwaga jest taka, że Bartosz Obuchowicz nie lepiej poprzestanie na razie na grze w serialu "Na dobre i na złe", bo ostatnio gra w filmach kiepsko mu idzie, a ta produkcja jest tego najlepszym dowodem. Po trzecie: ile oni robili ten film? Miesiąc? To i tak za dużo. Po czwarte: na cholerę w końcówce filmu grają statyści amerykański, na cholerę komu ta Ameryka? Ale może od początku. Trzeba uporządkować trochę wymienianie wad.
Nie bez powodu przytoczyłem na samym wstępie film "Hackers", bo polska produkcja aż do bólu naśladuje tą zagraniczną sprzed lat. Obuchowicz grał tutaj niezdarnie, jakoś nie pasował do komputerów, nie mogłem dopatrzyć się w nim żadnej cechy faceta siedzącego 12 godzin przed sprzętem. Inny film jaki mi się skojarzył to "Fuks". Młody chłopak, któremu zależy na dziewczynie, szkoda tylko, że "Haker" nie dorównuje temu pierwszemu nawet odrobinę. Zupełnie nie rozumiem motywu z "Matrixa" w jednej z ostatnich scen. Laura, która daje mocnego kopa Burzy. Zupełnie niepotrzebne. Psuje całość, choć nie wiem czy tutaj dałoby się coś zepsuć. Tematyka filmów w tej produkcji ciągle jest poruszana. Film "Powrót do przyszłości" stoi na piedestale i dążenie do tego, aby mieć samochód z tego filmu przypomina mi filmy jakie puszcza TVP dla dzieci i z dziećmi w rolach głównych. Przecież bohaterzy filmu mają po 18 lat i trochę od rzeczy jest pokazywanie, że ich marzeniem jest jakiś stary rumpel z otwieranymi do góry drzwiami. Gdybym zaczął się czepiać to motywów z innych filmów jest tutaj jeszcze więcej.
Film to nie tylko fabuła, ale również to jak dane role grają aktorzy. Gdyby popatrzeć na obsadę to film jest ciekawy pod tym względem. Bogusław Linda, który gra Tośka, czyli bliżej niezidentyfikowanego pijaka, który jest łudząco podobny do niejakiego Lindy i dlatego właśnie pije, bo nikt go nie docenia i każdy widzi w nim znanego aktora. Niby rola ciekawa i muszę powiedzieć, że w jednym momencie śmieszy. Marek Kondart, czyli porucznik, czy tam pułkownik Burza. Ten z kolei jest dla mnie odpowiednikiem Jerzego Stuhra w "Kilerach", tyle, że ten jest bardziej skorumpowany. Dalej mamy Pawła Wilczaka jako gangstera, który okrada supermarket (o Boże!) i potrzebna jest mu pomoc hakerów. Aż sam nie mogę uwierzyć w to co napisałem. Kto wpadł na tak zidiociały pomysł. Dobra, mamy w kraju wielu idiotów, ale kto to czytał i nie poprawił, a tak w ogóle to ciekaw jestem czy ktoś z ludzi robiących ten film w ogóle go oglądał, bo mi się zdaje, że nie. Wilczak może kiedyś fajnie grał Jurija w "Ekstradycji", ale ta rola to jest nieudolne ośmieszenie gangsterów. Piotr Miazga jako Turbo. Ciekawe czy sam sobie ksywkę wymyślał, pewnie tak. Ten to dopiero jest klient. Udaje, że jest Nicolasem Cage'm i ma chyba na jego punkcie świra. Chłopak myśli, że jest przystojny i lecą na niego laski. Gorsze jest to, że tak myślał reżyser i nie wymienił go na kogoś innego. Jedyna osoba, która mi się podobała to Laura. Niestety podobała mi się Kasia Smutniak, a nie Laura, którą grała. Jak wszyscy w tym filmie miała raczej niski poziom, ale za to prezentowała się z nich wszystkich najlepiej (ładne nogi miała).
Muzykę w filmie stanowiły piosenki skierowane do masowego widza. Różne młodzieżowe hity, do których jako piosenek nie mam nic do zarzucenia, ale do nich w filmie i owszem. Pasują tutaj jak kij do dupy. Nie mówię, żeby od razu muza miała być jakaś ekstra, ale czy kupienie płyt i puszczenie ich w tło filmu to nie jest pójście na łatwiznę? Oj chyba tak.
Podsumowując. Film jest tandetny, nie ma poczucia humoru, nie ma akcji. Wszystko c w nim jest jest nieudaną kopią z innych filmów. Być może Obuchowicz jako dzieciak grał w dobrych filmach, ale teraz niech lepiej siedzi w "Na dobre i na złe" a nie pcha się do wielkiego świata. Wolę oglądać sto razy "Poranek kojota" niż to coś, czego filmem po namyśle nie nazwę. Radzę tego czegoś nie oglądać. Razi taką głupotą, że aż strach.
Ocena: 2/10
Dishman
dishman@poczta.fm
|