.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Gangi Nowego Jorku|

Gangi Nowego Jorku Do czego przyzwyczaiło nas Hoollywood każdy wie doskonale. Pościgi, szybkie wozy i mnóstwo efektów specjalnych. Jeżeli akcja filmu nie dzieje się w chwili obecnej to najprawdopodobniej jest to przyszłość. Martin Scorsese proponuje nam co innego. Chce abyśmy przenieśli się do I połowy XIX wieku i ujrzeli co działo się w Nowym Jorku, a działo sie sporo.

W dzielnicy Five Points w Nowym Jorku do władzy chcą się dopochać dwa gangi jednym dowodzi Rzeźnik Billy, a drugi to Zdechłe Króliki jegomościa o nazwisku Vallon. Dochodzi do potyczki na ulicy. Walka jest na wszystko, siekiery, tasaki, noże, brzytwy, czyli na wszystko co może zrobić krzywdę. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby też walczyli na korkociągi. Walkę wygrywa Rzeźnik Billy i to on przejmuje dowodzenie nad dzielnicą. Zapytacie się gdzie jest policja, lub stróż prawa? Są, ale siedzą w krzakach bo są za malutcy w przeciwieństwie do ogromnej siły gangów. 16 lat po walce do dzielnicy powraca wyrośnięty syn bosa Zdechłych Królików. Nie trudno się domyślić, że przyjechał pomścić ojca. Młody Vallon w piorunującym czasie zjednuje sobie zabójcę ojca. Dochodzi nawet do tego, że ratuje mu życie, a ten w przypływie alkoholu nazywa go swoim przybranym synem. Dochodzi jednak do kontrfrontacji, tak ledwo po połowie filmu. Wysuwając zatem przypuszczenie, że napisy końcowe nie trwają połowy filmu trzeba dodać, że film tak szybko się nie kończy.

No i mamy ciekawą fabułę, która wsadzona w ramy XIX-wiecznego Nowego Jorku jest ciekawa. Mi osobiście film służył też za lekcję historii. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie zamieszki miały kiedykolwiek miejsce w tym mieście. Sytuacja w miastach jest zła. Władzy nie ma. Policji jest dwa rodzaje (miejska i samorządowa), ale co z tego skoro obydwie zwalczają się nawzajem, a już na pewno nie potrafią przeciwstawić się gangom. Stany są w czasie wojny, tak więc alternatywą dla młodych mężczyzn jest albo wojsko, albo gang. W miastach panuje chaos, nad którym jest w stanie zapanować jedynie "boss" gangu. Amerykanie nie są przyjaźnie nastawieni na przybyszów z Europy. Irlandczycy, którzy przybywają na nowy ląd są niemile widziani przez tych, którzy osiedlili się tutaj zaledwie 100 lat wcześniej. W filmie wspomniani są też Polacy i przedstawia się ich jako emigrantów z Europy. Napływ nowych sprawia, że na ulicach Nowego Jorku robi się tłoczno, za tłoczno. Największe wrażenie robi jednak walka ulicznych gangów. Wydawałoby się, że ludzie w XIX wieku to już inteligentni osobnicy, ale ich potyczki wyglądają jak średniowieczne pole bitwy. Jak już wspomniałem, walczy się tutaj na wszystko. Dzisiejsi pseudo kibice to przy nich malutkie dzieci z klockami lego w ręku. Ludzie z gangów mają przy sobie całkiem pokaźny asortyment. Tasaki wielkości głowy, zapewne pochodzące z rzeźni, siekiery, noże, czy choćby scyzoryki. Wszystko co jest ostre i może zrobić przeciwnikowi kuku jest mile widziane. Pole po bitwie też robi wrażenie. W zimę śnieg z barwy puszystego, białego puszku robi się czerwony, iście piekielski. Podczas innej "rozruby" przez ulice płyną rzeki krwi, zupełnie jakby szlachtowali świniaka.

Jeżeli wizualny efekt jest porywający, to gra aktorów wypada już trochę gorzej. Martin Scorsese to dobry reżyser, który ma już niejeden i nie dwa filmy na swoim koncie. Powinien zatem wiedzieć, że Leonardo Di Caprio, czyli hoollywoodzki "łamacz serc" nie nadaje się do roli twardziela, który ma pomścić śmierć ojca. Może należało wybrać kogoś z tzw. twardzieli średniej klasy (czyli od razu odpada Arni i jemu podobni). Jego śliczna buźka nie pasuje do postaci Billego, a już na pewno nie pasuje do szlachtowania świniaka. Inną postacią i zarazem inny wątek stanowi Cameron Diaz, która gra złodziejkę Jenny. Patrząc typowo męskim wzrokiem na jej postać muszę stwierdzić, że o wiele lepiej prezentuje się w "Aniołkach Charliego" niż tutaj. W czasach współczesnych może pozwolić sobie na odsłonięcie tego i tamtego na jej ciele, a już w tych czasach zupełnego okrycia ciuchami nie przyciąga uwagi widza. A jak gra? No cóż jest to aktorka na takim poziomie, że tylko niektóre role stwarzają jej jakieś trudności. Jednym słowem nie ma jej za co chwalić i do czego się przyczepić.

A muzyka? Muszę się przyznać, że jej nie pamiętam. Muzyczka na końcu (gdy już lecą napisy końcowe) jest całkiem fajna, ale tej w ciągu filmu nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

I tak na podsumowanie. Temat ciekawy, wykonanie również, chociaż nie mam za bardzo tego filmu z czym porównać, bo Amerykanie to taki naród co się chwali, a nie jest skory do pokazywania ciężkich losów ich kraju, a za takie możemy uważać XIX wiek. Na początku film może szokować, bo reżyser rozpoczyna z kopyta, ale później akcja trochę tępo spowalnia. Zbyt dużo tutaj wątków, film powinien być dłuższy, ale te 165 minut mija stosunkowo szybko. Namawiać Was do tej produkcji jednak nie mam zamiaru. Można obejrzeć, ale nie jest to pozycja obowiązkowa. Dla mnie film fajny, ale za długo w pamięci nie pozostanie.

Ocena: 7/10

Dishman
dishman@poczta.fm


|strona 4|