Rasy w powieściach fantasy: Ludzie

Napisawszy już 2 poprzednie teksty (o elfach i krasnoludach - mam nadzieję, że czytaliście) nastąpiła rzecz straszna. O mały włos, a pewnie, na jakiś czas przestałbym w ogóle pisać coś do Fantastyki. Mianowicie, moja dotychczasowa muza - Psota musiała najpewniej dostać udaru mózgu albo zawału serca, albowiem znikła nie powiadomiwszy mnie o tym fakcie. I tak byłem sobie samotny, nic mi nie przychodziło do głowy, a wszelkie już wymyślone rzeczy nagle zginęły w zakamarkach mego mózgu. Po kilku nadaremnych próbach napisania czegokolwiek (jedna z prób o mało nie spie****** już do końca mej książki), porzuciłem wszelką nadzieję i zabrałem się wyłącznie za czytanie książek.

Ale, jak widać, Psota musiała w końcu wrócić, albo przysłali mi nową. Toteż, nomen omen martwić się nie musicie, że nagłówkowego tekstu nie zobaczycie (ale się rymło - całkowicie przypadkowo oczywiście).

Tak więc, jeśli mówimy o typowo fantastycznych książkach, trudno byłoby sobie je wyobrazić bez ludzi oczywiście. Nie wiem czemu to właśnie ich nie umieściłem w pierwszej części Rasy.... Wszakże, jakby na to nie patrzyć (czy przez palce, czy przez nogi - obojętnie) to właśnie ludzie, czyli my, występujemy najczęściej. Żeby to lepiej uzmysłowić postanowię przedstawić występowanie poszczególnych ras w poszczególnych książkach z gamy tych bardziej podstawowych w postaci tabelki:
Książka Elfy Krasnoludy Ludzie Czarodzieje Hobbici Orkowie i ogrowie
Silmarillion
Władca Pierścieni
Wiedźmin Nie ma
Harry Potter Nie ma Nie ma Nie ma Nie ma
Technomagia i smoki Nie ma Nie ma Nie ma

Jaki wniosek się nasuwa? Ludzie są wszędzie! Brzmi to trochę tak jak odkrywanie merytorycznych własności Auto- i biografii pisarzy XX wieku. Dlatego aby nie posądzono książek fantastycznych o zbytnie podobieństwo do tych nasennych lektur dodam, że we wszystkich tych przypadkach obecni są także czarodzieje. Zaraz po nich plasują się krasnoludy. Niech więc teraz kto powie, że fantasy to nie fantasy to oberwie porządnie tą tabelką! Tak powikłane, że aż się pogubiłem.

Czym się charakteryzują ludzie? Albo wpierw może, czym są? Człowiek jest to rodzaj ssaków z rodziny człowiekowatych. Przedstawiciele tego rodzaju charakteryzują się względnie dużą pojemnością mózgoczaszki, budową kończyn przystosowaną do wyprostowanej pozycji ciała i dwunożnego sposobu chodzenia, posiadają przeciwstawny kciuk, zręczne dłonie i zdolność precyzyjnego chwytu. Pozostawiając jednak budowę zewnętrzno-wewnętrzną należałoby się zastanowić czym mogą zajmować się ludzie w fantastycznej rzeczywistości (czyli nie naszej). Ano wszystkim. Począwszy na sprzedawcy sera i masła :), a na rycerzu bez skazy i zmazy skończywszy.

Nie ma się więc czym za bardzo smucić. Głównymi, człowiekowatymi bohaterami byli wszakże: Geralt z Rivii, Aragorn, Boromir, Jaskier, Myszka Miki, czy Tobias w końcu.

Moim skromnym zdaniem najlepiej ludzi wykreował właśnie Andrzej Sapkowski. W odróżnieniu od wszystkich innych (mi znanych) on jeden przedstawił w miarę dokładnie i dogłębnie negatywną stronę człowieka - wszystko, co złe. Począwszy na cudzołóstwie, przez ćpanie, a na zabijaniu skończywszy. Inni jakoś o tym zapomnieli, albo chcieli zapomnieć. Dzięki temu właśnie Sapkowska rasa ludzi zyskała jaki taki realizm w porównaniu do naszego rzeczywistego świata. Jak na nierealistyczną książkę to całkiem nieźle. Założę się, że Sapkowski przed rozpoczęciem pisania Wiedźmina postawił sobie parę wymogów z fabułą na miejscu pierwszym i doskonałą przejrzystością bohaterów na drugim. A dalej? Pewnie humor, czy końcowe zaskoczenie.

Jednakowoż nie wolno zapominać o innych autorach. A jest ich nawet dość dużo, albowiem każdy, mniej lub bardziej zauważalnie, świadomie lub nieświadomie włożył coś nowego lub zmodyfikowanego do człowieka i jego rasy w swej książce. Postąpiła tak w końcu śmietanka pisarska z następującymi autorami na czele: J.K. Rowling, Lawrence Watt-Evans, Stephen King, J.R.R. Tolkien, Nik Pierumow, Marek Utkin, Roger Zelazny, Ursula K. Le Guin, Andre Norton, Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, W.S. Reymont, Joanna Chmielewska, Samuel Pepys i Bóg jeden wie ile jeszcze. Być może tylko połowa z wyżej wymienionych zajmowała się jako tako fantastyką, ale nie zmienia to takowoż faktu, że i oni wywarli dalszy wpływ na kolejnych pisarzy.

Według mnie szczególnej uwadze zasługuje Ursula K. Le Guin za "Planetę Wygnania" chociażby, Tolkien, za pierwszy utwór pokroju bohaterskiego eposu i skrystalizowaniu jego, jak i bohaterów weń występujących podstawowych cech - "Władcę Pierścieni", Roger Zelazny, za równie doskonałe, niczym Sapkowski, odwzorowaniu cech typowo ludzkich i za zawarcie tych jego "asów w rękawie" w "Księgach Amberu" i Samuel Pepys za najnudniejszą na świecie książkę o niczym innym, jak o nagłówkowym temacie właśnie - "Dzienniki Samuela Pepysa" (łącznie z 1000 stron).

Być może zauważyliście, a może i nie, że nadaję jak stara, niezatrzymywalna przędzarka do wełny prostej o gabarytach dużej filcowni blachy na zimno. Mimo, iż, podobnie jak wy, jestem tego całkowicie świadom, postanowię już kończyć. Ciekawe tylko, czy ktoś zdołał już tu dobrnąć? Ted, nie zabijaj mnie! Tylko troszkę przekroczyłem maksymalny limit, tylko troszeczkę!

No to co? A no koniec!

Peter_lin