Marion Zimmer Bradley - "Mgły Avalonu"

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić książkę, którą zachwyci się każdy miłośnik literatury fantasy. Jest to niewątpliwe dzieło Marion Zimmer Bradley - "Mgły Avalonu". Przygotujcie się już na gorączkowe poszukiwanie jej w księgarniach i bibliotekach. Po tym, co tu napiszę, jestem pewny, że się od tego nie powstrzymacie :).
Miesiąc temu w Fantastyce ukazała się recenzja (także moja) pięcioksięgu arturiańskiego "Był sobie raz na zawsze król" T.H. White'a. O ile nie zamierzam porównywać tych obu książek (teraz nie - kto wie, co będzie za miesiąc :P), to jednak lektura przedstawiana dziś jest do tamtej bardzo podobna tematycznie. Nie trzymam was dłużej w niepewności - "Mgły Avalonu" to także saga arturiańska.
Zanim zajmę się na dobrą fabułą i tym, co w książkach najważniejsze, chwilę zajmę opisem wydania. Jeden jedyny tom tej powieści ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka (jeśli znacie inne wydania - napiszcie, a ja z pewnością umieszczę erratę w Fantastyce). Książka ma 1040 stron i jest w miękkiej oprawie, wydana na papierze średniej jakości (tak zwanym "ekologicznym" ;)). Przetłumaczona została przez Dagmarę Chojnacką i do tłumaczenia właśnie miałbym kilka zastrzeżeń, ale o tym potem. Książka została wydana bardzo dobrze - mimo swojej grubości nie ma prawa się "rozpaść", jak mają w zwyczaju niektóre inne. Koszt tej znakomitej lektury oscyluje w granicach 40 złotych, co jest godziwą ceną za tak grubą (i dobrą!) książkę.
W przypadku "Mgieł Avalonu" powiedzenie o fabule "saga arturiańska" zakrawałoby na świętokradztwo :P. Cała legenda została tak przez autorkę zmieniona, że nie sposób tak tego opisać. Zacznijmy od najważniejszych zmian. Pamiętacie może Morganę i Morgause - dwie siostry-czarownice? W dziele Marion Zimmer Bradley ich postacie zostały całkowicie zmienione. Ba!, to właśnie Morgana jest główną bohaterką książki!
Na tym nie koniec zmian. Po pierwsze - Avalon, w innych, "tradycyjnych" wersjach sagi był to ląd, do którego wielcy udawali się po śmierci (mówiąc w telegraficznym skrócie). W "Mgłach Avalonu" ta kraina to normalna część geografii Wielkiej Brytanii. Mieszkają tam druidzi i czarodziejki - dobrzy i rozsądni, choć średnio lubiani w innych krainach. Powoli jednak Avalon odchodzi w mgły - można tam dostać się jedynie przekraczając specjalną granicę, co nie jest proste. Gwoli ścisłości - Avalon to wyspa, tak więc dostać się tam można łódką. Jeśli to się nie uda - to wypłynie się na wyspę mnichów (katolickich) - Glastonbury. Tylko wtajemniczeni mogą dostać się do Avalonu. On jednak odchodzi coraz dalej, a więc - z biegiem lat coraz trudniej tam się dostać.
To główna fabularna zmiana w sadze. Jednak to właśnie na niej opierają się wszystkie inne. Wspomniana już Morgana właśnie w Avalonie została czarodziejką, a zawiozła ją jej ciotka Viviana, która była wtedy Panią Jeziora - główną władczynią tegoż (głównym władcą był Merlin, który to także się zmieniał - w książce na przykład występuje dwóch). Wszyscy znający sagę od razu zauważą, że tam nie było w ogóle mowy o żadnej Vivianie, a więc jest to jakiś odbieg od standardów. Racja - kolejna zmiana kanonów.
Zajmijmy się dalej Morganą. Czemu to właśnie ją wzięto na wychowanie do Avalonu, a nie na przykład jej starszą siostrę Morgause? Za sprawą Wzroku - daru przewidywania przyszłości, ogólnie określającego umiejętności magiczne. Morgana bowiem miała bardzo mocny Wzrok. Tak mocny, że jeszcze przed jej zabraniem na Avalon wytypowano ją na kolejną Panią Jeziora - następczynię Viviany. Od razu mogę powiedzieć, nie zdradzając zbytnio fabuły, że Morgana tą Panią nie zostanie. Ale żeby dowiedzieć się przyczyn - to już musicie opisywaną książkę przeczytać.
Tyle głównych zmian fabularnych podstaw sagi arturiańskiej. Inne są już dużo mniejsze, aczkolwiek i tak wnoszą dużo świeżości w świat opowieści. Na przykład Ginewra (w książce pod imieniem Gwenifer, czyli lekko zmienionym pierwotnym Gwenhwyvar) występuje jako zagorzała i obłędna katoliczka, chora na rozmaite fobie i przez to nie do końca normalna. Dalszych zmian i zmianek szukajcie sami, nie będę przecież wszystkich wymieniał :).
Wspominałem wcześniej, że do tłumaczenia mam kilka zastrzeżeń. I owszem, mam, opiszę je teraz. Po pierwsze - nie odpowiadają mi niektóre tłumaczenia imion. Dlaczego Morgana to Morgiana, a Igrane to Igriana? Czy nie mogło to pozostać w starej formie? Tak chyba byłoby lepiej i te nazwy też wydają mi się lepsze od zmienionych. Poza tym i inne imiona są przetłumaczone średnio (nie będę ich tu wymieniał, bo szkoda miejsca - znajdziecie sami :P). To główne zastrzeżenia, reszta jest przetłumaczona raczej dobrze i większych uwag nie stwierdziłem.
Książka "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley (czyli opisywana, jakby ktoś nie zauważył ;)) jest naprawdę świetną lekturą. Jestem całkowicie pewien, że zadowoli każdego! Mam tylko małe jedno zastrzeżenie. Przed przeczytaniem jej warto zapoznać się z tradycyjną wersją sagi arturiańskiej. Dużo łatwiej wyłapuje się wtedy rozmaite niuanse, których w książce jest całe multum. Najlepiej wcześniej przeczytać "Był sobie raz na zawsze król" White'a ;P.

Ted Undead