Łotwa - Polska
Sobota, 6 września. Cała Polska żyje kolejnym piłkarskim widowiskiem. Mecz z Łotwą jest kolejnym z cyklu "ostatnia szansa". Przedmeczowe głosy są jednak różne, nie ma już tak wielu optymistów jak przez ostatnie pół roku, kiedy to każdy mecz reprezentacji Polski (szczególnie ze Szwecją) czy Wisły Kraków miał pokazać wielką polską piłkę. Mecz ten jednak już był zupełnie ostatniej szansy, nasi musieli wygrać, aby tylko przedłużyć dalsze (i tak nikłe) szanse awansu.
GDF
Jak się okazało, osiągnęliśmy wynik najgorszy z możliwych, choć wygraliśmy 2:0. Czemu? Ponieważ od czasu zwolnienia trenera Engela reprezentacja ta się ewidentnie cofa. Pan Boniek i spółka wszystko zepsuli, praktycznie nie mieliśmy reprezentacji, tylko ciągłe roszady piłkarzy uniemożliwiające zbudowanie zgranej drużyny. Ludziom jednak cały czas wmawiano, że i tak awansujemy i że mamy silną drużynę. Nie zrozumcie mnie źle, ja się cieszę z naszego zwycięstwa, ale gdyby nasi przegrali to ludziom nikt by nie robił więcej złudnych nadziei, a tak to ciągle będą gadać, że awans jest nasz. Załóżmy, że wygramy dwa ostatnie mecze i będziemy grać w barażach. Przypomina mi się tu teraz historia z eliminacji Euro 2000 i nasze baraże ze Szwecją. Mieliśmy bezproblemowo wygrać, a ewidentnie przegraliśmy. Nasza porażka z Łotwą może by zapoczątkowała budowanie naszej drużyny od zera, z nowym trenerem, już z myślą o Mistrzostwach Świata w 2006 roku, a tak ta totalnie zdezorganizowana drużyna będzie działać dalej. Zdaję sobie sprawę, że faktycznie możemy wygrać wszystkie następne mecze łącznie z barażowymi i awansować do Euro '04, ale jest to naprawdę mało prawdopodobne, tym bardziej, że następny mecz gramy ze Szwecją, która w tych eliminacjach jeszcze nie przegrała. Poza tym jak mamy fuksem awansować, a potem wszystko przegrać, to lepiej nie awansujmy. Potem będziemy mogli spekulować, że jak byśmy awansowali to jak daleko byśmy zaszli :). W pierwszym numerze sportu napisałem, że polska piłka umiera. Teraz dodam, że każdy na krótki okres przed śmiercią staje się aktywniejszy i bardziej żywy...
Wróćmy jednak do samego meczu, który od początku był wyrównany i na przemian atakowały obie drużyny. Sytuacja taka utrzymywała się do czasu, aż Polacy strzelili dwie bramki w odstępie trzech minut. Tak zakończyła się pierwsza połowa. Początek drugiej połowy należał do biało-czerwonych. W 60. minucie Jurijs Laizans za faul bez piłki na Lewandowskim ujrzał czerwoną kartkę. Po tym incydencie Polacy zaczęli grać bardziej spokojnie "na utrzymanie wyniku", mieli także okazję go podwyższyć...
Łotwa - Polska 0:2 (0:2)
Bramki: Mirosław Szymkowiak (36), Tomasz Kłos (39-głową)
Żółte kartki: Valentin Lobanovs, Andrejs Rubins, Olegs Blagonadeżdins (Łotwa); Mariusz Lewandowski, Maciej Żurawski, Tomasz Hajto (Polska)
Czerwona kartka: Jurijs Laizans (60, Łotwa)
Polska: Jerzy Dudek - Tomasz Kłos, Tomasz Hajto, Jacek Bąk, Krzysztof Ratajczyk - Mariusz Lewandowski (68-Kamil Kosowski), Mirosław Szymkowiak (89-Tomsz Zdebel), Radosław Sobolewski, Jacek Krzynówek - Maciej Żurawski, Paweł Kryszałowicz (46-Marek Saganowski)
Łotwa: Aleksnadr Kolinko - Igor Stepanovs, Valentin Lobanovs, Mihails Zemlinskis, Jurijs Laizans, Olegs Blagonadeżdins, Aleksandrs Isakovs, Imans Bleidelis, Marin Verpakovskis (82- Andrejs Stolcers), Andrejs Rubins (77-Igors Semjonovs), Andrejs Prohorenkovs (80-Vits Rimkus)
Transmisja dzisiaj była jeszcze lepsza niż mecz! Po obejrzeniu wszystkiego byłem pozytywnie zaskoczony. Zaczęło się od studia przedmeczowego, gdy zamiast ujrzeć pana Szaranowicza na niebieskim tle studia w Warszawie zobaczyłem go i jego gości na tle stadionu (a dokładniej murawy i stadionu) w Łotwie. Po chwili badań, czy to czasem nie jest fotomontaż ;) doszedłem do wniosku, że oni są wśród nich. Gośćmi - ekspertami byli dzisiaj "etatowi goście TVP" czyli Maciej Szczęsny i Antoni Piechniczek. W samym studio oprócz ciekawych wywodów w/w panów i tradycyjnego przypomnienia wyników poprzednich meczów eliminacyjnych mogliśmy obejrzeć dwa filmowe "felietony". Pierwszy to opinie dwóch dziennikarzy - pana Adama Godlewskiego z Piłki Nożnej i Sebastiana Szczęsnego z RMF FM, drugi - przypomnienie pierwszego meczu z Łotwą. Obydwa zostały przygotowane przez (o ile dobrze pamiętam, bo nie mogę znaleźć w notatkach :( ) Marcina Feddeka. I jeszcze jedno: w czasie rozmów z ekspertami pokazywane były urywki z treningów reprezentacji Polski.
Studio w przerwie meczu. Było :). To słowo by wystarczyło w skomentowaniu tej części transmisji, czyli w skrócie: dzisiaj nie było Panoramy :). Poza tym godny przypomnienia tutaj jest komentarz Szczęsnego, który zwrócił uwagę na to, że Wisła Płock w tym roku też grała z łotewską drużyną, tez prowadziła 2:0 do przerwy, a ostatecznie w drugiej połowie straciła dwie bramki i nie awansowała. Może brzmiało to i trochę pesymistycznie, ale co tu ukrywać, mimo tych dwóch bramek i tak mamy słabą drużynę! I nic tego nie zmieni.
Studio pomeczowe to całkowity szok. Całe 25 minut! To chyba dlatego, że wszyscy wyjechali na Łotwę i trzeba było to wykorzystać :). Zobaczymy, jak będzie w środę w meczu ze Szwecją. Wróćmy jednak do tego studia - mogliśmy tutaj obejrzeć wywiady z Janasem, Kłosem, Szymkowiakiem i Dudkiem. Uraczono nas także skrótem spotkania Szwecja : San Marino które przygotował Jacek Jońca. Jednym słowem: bardzo dobra i przyjemna dla widza organizacja!
Mecz komentował etatowy komentator TVP, Janusz Basałaj. W pamięć szczególnie zapadła mi jego radość po zdobytych bramkach :). Kto tego nie słyszał, nie wie ile stracił!!! Można to przyrównać do radości, jaką miałby każdy inny komentator po zdobyciu przez Polskę mistrzostwa świata :P. Wyglądało to mniej więcej tak: pierwsza bramka "Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest jeden zero!!!" - zachrypnięte bardzo głośne "e" i druga bramka: "Gooooooooooooool, Goooooooooooooooooooooool jest dwa zero!!!" zachrypnięte bardzo głośne "o". Normalnie super! Błędów meczowych za dużo nie wyłapałem, szczerze mówiąc nie chciało mi się ich wypisywać :). Jeden natomiast był bardzo duży, mianowicie przy przenoszeniu się do studia na przerwę Basałaj powiedział: "za moment nasze studio (...) i nasz gospodarz Maciej Szaranowicz".
I jak ja mam skończyć tę relację? Sam nie wiem. Jak nigdy targały mną sprzeczne uczucia (chyba coś takiego nawet posiadam :P). Z jednej strony bardzo dobry mecz, bardzo dobra organizacja i transmisja, a co za tym idzie nadzieja na następny mecz, z drugiej strony moje racjonalne spojrzenie na roczne działania organizacyjno-sportowe tej reprezentacji. Najlepszym zakończeniem chyba będą słowa Szaranowicza wypowiedziane zaraz po meczu: "Odłożyliśmy pewien wyrok piłkarski".