Taka Polska... (Służba zdrowia i nie tylko...)

Szanowni Czytelnicy, wielokrotnie pisałem już do różnych kącików AM, ale jeszcze nigdy nie odważyłem się na zamieszczenie tekstu, w głównej odsłonie powyższego. Dziś znalazłem natchnienie, chciałbym opisać pewną straszną, ale prawdziwą historię i nieco się do niej ustosunkować.

Wczoraj bowiem, po raz pierwszy od kilku miesięcy znowu poznałem smak prawdziwej Polski... A w szczególności działania naszych szpitali i zachowania samych lekarzy, jakże wyuczonych doktorów itp.

A zacznijmy od początku... Właśnie w dniu wczorajszym oglądał wszystkie moje kanały telewizyjne* i wybrałem ostatecznie pewną opowieść o dziesięcioletnim chłopcu, który złamał rękę grając w piłkę na placu sportowym dla dzieci.

Oczywiście po bardzo szybkim zbadaniu sytuacji rodzice chłopca zabrali go samochodem do szpitala. Kiedy pojechali do pierwszego, najbliższego personel przez kilka godzin trzymał chłopca na izbie przyjęć i ostatecznie zdecydował o przewiezieniu chłopca do innego szpitala z powodu braku ortopedy w tamtejszym. Nie zaoferowano jednak karetki czy samochodu zastępczego... Rodzice jechali, nie znając drogi do kolejnego szpitala... Tam nie było jednak chirurga, więc po dwóch godzinach tułaczki chłopiec znalazł się w trzecim szpitalu, jak się okazało później ostatnim dla niego...

Kiedy ordynator obejrzał chłopca niczego nie zadecydował, małemu podano tylko leki uspokajające i położono go na łóżko. Szpital ten był bardzo daleko, więc rodzice odwiedzili syna dopiero po dwóch dniach... Siedział na łóżku skulony... Nie mógł się ruszyć nie mógł się wyprostować... Rodzice zażądali zabiegu... Odbył się, ale za późno o te dwa dni. Gdy w następnym dniu rodziciele po pracy odwiedzili swojego synka, zobaczyli już tylko ciało i „bezbolesnym” głosem mówiącego ordynatora... Odnotowano zgon.

Dobrze... Choć w zasadzie nie dobrze, ale... Załóżmy, że tak – chłopiec nie żyje i trzeba iść dalej. Lekarze, choć udowodniono im zarzucane czyny zostali ukarani jedynie wyrzuceniem z publicznego szpitala (szybko znaleźli pracę w prywatnej klinice), a rodzice chłopca? Nie mają chęci do życia, w pewnym sensie są blisko choroby psychicznej, a... jest jeszcze jedno dziecko.

Zacytuje jednego z moich kolegów na zakończenie:
<n1co> bo to Polska, a nie elegancja Francja...

Wiktor Szpunar
Bydgoszcz :.. 2003