Najczęstszym bohaterem naszych wspominek był, należący do naszej paczki i obecny na spotkaniu, kolega noszący ksywkę Jeleń. Jak zaczęliśmy mu przypominać co wyprawiał z nauczycielami to sam się zdziwił, że mógł być aż tak... hmmm... niepokorny. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że kolega Jeleń toczył nieustanne, twarde boje (głównie poprzez psychiczne znęcanie się, a najczęstsza metodą działania było pisanie głupot na sprawdzianach) z niektórymi przedstawicielami grona pedagogicznego. Najbardziej upodobał on sobie polonistkę. Ta zapragnęła razu pewnego zadać na sprawdzianie jakieś niekonwencjonalne pytanie dotyczące renesansowych zabytków stolicy naszego pięknego kraju. Zamiast więc standardowego "Wymień znane ci renesansowe zabytki Warszawy" na sprawdzianach znaleźliśmy "Dokąd zabrałbyś wycieczkę jeżeli chciałbyś jej przybliżyć renesansową Warszawę?" Jeleń nie zrozumiał chyba do końca intencji polonistki bo odpowiedział mniej więcej tak: "Wycieczkę tą zabrałbym do domu publicznego i tam opowiedział jej o renesansowej Warszawie." Mocne, co nie? Ale jeżeli myślicie, że to koniec tej historii to się grubo mylicie. Nauczycielka bowiem oddając sprawdziany zapytała się Jelenia: "Dlaczego tak odpowiedziałeś na moje pytanie?" A on jej na to, z rozbrajającą szczerością: "Mogę szczerze? To była głupia odpowiedź na głupie pytanie." Cała sprawa oczywiście otarła się o pokój nauczycielski.
Innym razem kolega Jeleń spóźnił się do szkoły o całą godzinę ponieważ miał egzamin na prawo jazdy. Przyszedł więc do szkoły dopiero na drugą lekcję (dodam, że był to język polski) cały rozpromieniony i zakomunikował, że zdał. Po kilku minutach zaczęła się lekcja. Ku zdziwieniu wszystkich zaczęła się ona od niezapowiedzianej kartkówki. Jednak rozradowanego Jelenia nic tego dnia nie mogło wyprowadzić z równowagi, nawet kartkówka. Nie silił się on nawet na to, by cokolwiek od kogokolwiek ściągnąć. Cała jego kartkówkowa wypowiedź sprowadzała się do kilkunastu słów, które brzmiały mniej więcej tak: "Szanowna Pani profesor, nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie dzisiaj z równowagi, nawet ta kartkówka, ponieważ zdałem egzamin na prawo jazdy."
Kolega Jeleń nie ograniczał się jednak tylko do dręczenia swoimi sprawdzianami polonistki. Jedną z jego ofiar stała się również biologiczka. Był sobie razu pewnego sprawdzian wiadomości z ulubionego przez młodzież gimnazjalną i licealną działu, a mianowicie z rozmnażania. Kolega Jeleń nie posiadł co prawda zbyt wielu podręcznikowych informacji na temat rozmnażania organizmów, ale nie znaczy to bynajmniej, że zamierzał milczeć w tej kwestii. Wręcz przeciwnie. Na pytanie "Co to jest oogeneza?" Jeleń odpowiedział następująco: "Moim zdaniem oogeneza jest to stosunek seksualny..." Po tym stwierdzeniu kolega dogłębnie opisał pani magister inżynier cóż to takiego jest stosunek seksualny (w swoim opisie używał również poetyckich metafor o pocieraniu się kaczuszek i takich tam innych). Biologiczka oddając sprawdziany strasznie się darła, że niektórym to wszystko z jednym tylko się kojarzy.
Tyle o wypadkach mających miejsce w szkole. A teraz proponuję, abyśmy przenieśli się poza jej mury. Otóż na początku czwartej klasy miała miejsce szkolna wycieczka wszystkich maturalnych klas do Zakopanego. Oj, tam to dopiero się działo! Razem z moją szkolną paczką (na wycieczkę pojechało sześć z ośmiu osób) szybko zajęliśmy jeden przedział w pociągu, którym mieliśmy dotrzeć do Zakopca, i zaczęliśmy spożywać pewne napoje (tutaj w zastępstwie ministra zdrowia pragnę ostrzec wszystkich przed zgubnymi skutkami spożywania wspomnianych napojów). Po jakimś czasie ogólne otępienie spowodowało, że ktoś z towarzystwa upuścił paluszki na dywanik (o dziwo w przedziale był dywanik). Reszta oczywiście, zamiast owe paluszki pozbierać, zaczęła po nich skakać. Po kilku chwilach do przedziału wpadła inspekcja w osobie naszej pani wychowawczyni, która kazała nam zrobić porządek. Jeden z moich kolegów postanowił więc wystawić przez okno dywanik i go wytrzepać. Niestety, dywanik, gdy tylko znalazł się za oknem wybrał wolność. Wyrwał się więc mojemu koledze z rąk i tyle go widzieliśmy. Za parę minut przyszła oczywiście nasza wychowawczyni aby zobaczyć jak radzimy sobie ze sprzątaniem przedziału. No cóż, powiem tylko, że nie była zachwycona.
W czasie, gdy męczyliśmy się z dywanikiem nasz przedziałowy kolega Jeleń (to ten od dziwnych sprawdzianów) cały czas rozmawiał na korytarzu z jakąś dziewczyną (dodajmy, że kolega wcześniej co nieco spożył i był w niezłym humorku). Potem wrócił on do przedziału i położył się spać (tak jak i my wszyscy). Natomiast następnego dnia rano, gdy rozpoczął się proces trzeźwienia, kolega siedział przymulony i przez cały czas powtarzał: "O ja pikole" (oczywiście powtarzał on coś brzydszego, ale ja, jako grzeczny chłopiec, takich słów nie zwykłem używać). Zaczęliśmy więc wszyscy pytać się Jelenia co się stało. A on nam na to: "Wczoraj wypiłem trochę za dużo i postanowiłem dla jaj przystawiać się do takiej jednej dziewczyny. Ale chyba trochę przesadziłem bo dała mi swój numer telefonu i w ogóle." Gdy Jeleń wypowiedział te słowa pozostali zgromadzeni w przedziale wybuchnęli śmiechem. Okazało się potem, że dziewczyna, do której przystawiał się Jeleń była na tej samej wycieczce co my (tylko chodziła do innej czwartej klasy). A mój szanowny kolega potraktował ją strasznie: unikał jej, nie odwzajemniał jej uśmiechów, słowem olał ją totalnie. (Słówko do BrightWitch: masz moje pozwolenie na ukaranie Jelenia.)
Ach tak, pierwszy dzień (a w zasadzie pierwsza noc) była bardzo wesoła. Ale z biegiem wycieczki w naszej paczce zaczęły się kłótnie. Przebywanie ze sobą przez kilka dni praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę to było zdecydowanie za dużo. Dlatego też pod koniec wycieczki w zasadzie każdy z każdym miał "na pieńku". Trzeba Wam jeszcze wiedzieć, że nie zawsze kończyło się na słownych polemikach. Raz nawet moja koleżanka i ja w ferworze walki opluliśmy się. A zaczęło się tak niewinnie, od zwykłej wymiany zdań. Aż w końcu koleżanka powiedziała: "I wiesz, Jacek, co jeszcze ci powiem?" Po tych słowach otworzyła butelkę z wodą mineralną, wzięła spory łyk i wszystko wypluła na mnie. Ja natomiast, niestety, nie pozostałem wierny chrześcijańskiej zasadzie nadstawiania drugiego policzka tylko zastosowałem się do satanistycznej zasady: "Oko za oko, ząb za ząb, zawsze po czterokroć, po stokroć!". No i oplułem moją koleżankę trzema łykami wody mineralnej. Nasza przyjaźń została więc wystawiona na ciężką próbę. Na szczęście po wycieczce wszyscy ze wszystkimi się pogodzili i żyli w zgodzie.
A teraz, na koniec, proponuję raz jeszcze powrócić w mroczne zakamarki murów szkolnych. Ostatnia opowieść będzie o sposobie na zdobycie dobrej oceny. Otóż kobieta z fakultetu z historii zadała pracę domową do wykonania w trzyosobowych grupach. Każda z grup miała przedstawić pozostałym fakultetowcom jakieś ważne wydarzenie z historii PRL. Moje dwie koleżanki i ja mieliśmy za zadanie przybliżyć fakultetowi wydarzenia "sierpnia' 80" (powstanie Solidarności, podpisanie porozumień sierpniowych i te sprawy). Postanowiliśmy pójść na totalną łatwiznę i zamiast kilkudziesięciostronicowego referatu wyreżyserowaliśmy krótkie, kilkuscenkowe przedstawienie (ja grałem między innymi Wałęsę). Pomysł z przedstawieniem okazał się bardzo udany (koleżanki i ja dastaliśmy szóstki, a reszta grup, za wygłoszenie długich i przynudnych referatów, otrzymała oceny dobre bądź dostateczne). A więc, jak widać, czasami, w tej niezwykle trudnej i pełnej przeciwności walce o dobrą ocenę, najważniejszy jest dobry pomysł (jeżeli oczywiście nauczyciel ma odrobinę wyobraźni i poczucia humoru).
Ach, długo, naprawdę długo możnaby wspominać dawne czasy. Ważne jest, aby pielęgnować wspomnienia. A jeszcze ważniejsze jest mieć z kim owe wspomnienia pielęgnować.
Szanowny Czytelniku! Jesteś studentem i nie masz kontaktu ze swoimi kumplami z LO? Jesteś licealistą i już ze dwa lata nie utrzymujesz kontaktu ze swoją dawną klasą, z ludźmi, którzy kiedyś byli Twoimi przyjaciółmi? Zadzwoń do nich! W najgorszym wypadku powspominacie dawne czasy. A jeżeli będziesz miał trochę szczęścia to może na nowo odnajdziesz swoich nieco zapomnianych przyjaciół.
JACEK STOJANOWSKI
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego (SSCP)