|
Patrzę na zegarek...eee.... jeszcze młoda godzina... dopiero
01:00, co to dla mnie???? Bywały dni , że do 3:00 sie siedziało, a potem w
szkole nauczycielki podejrzewały mnie o kontakty z narkomatyzorami :) (to
przez to cudowne, zaspane spojrzenie) a ja przecież taka spokojna
dziewczyna jestem. Chociaż ostatni dramatyczny incydent (poza)szkolny może
świadczyć przeciwko mnie, ale ja naprawde miła dziewczyna jestem. To
może zaprezentuję teraz pewną sytuację i sam (-i, -a, -o, niepotrzebne
skreślić:) oceń (-cie, no dobra dobra, nie będe już tak pisać, bo wiem, żę
to denerwujące... hmm... zupełnie jak ja:)) kto tu kurcze jest ofiarą. Do
wyboru macie 3 odpowiedzi: a) Ja b) autorka tego czegoś c) św Mikołaj
A to było tak: Pewnego pięknego, ostatniego słonecznego dnia
września, wyszedłszy ze szkoły, mojej szkoły oczywiście, tej która tłumi
jakiekolwiek przejawy samodzielnego myślenia dlatego z góry przepraszam za
to coś co teraz piszę, bo wiem, że i tak sie pewnie do niczego nie będzie
nadawać i selekcji zapewne też nie przejdzie, ale popisać sobie można, ulży
człowiekowi na duszy. Tylko żeby s.p. (to skrót od "szanowny pan", a nie
"swiętej pamięci" :) redaktor naczelny, główny i jaki tam jeszcze jest, mnie
za bardzo nie zbeształ:). eee...co to ja pisałam??? A! Po wyjściu ze szkoły
z moją bestkumpelą ruszyłyśmy, jak przystało na grzeczne:) dziewczynki, na
przystanek znajdujący się dosłownie pare metrów od budy. Była to godzinka
ok11:03, o 11:15 był autobus. Po drodze minęłyśmy wóz zawsze (nie)gotowej do
pomocy straży miejskiej. Niedaleko przystanku stoi sobie blok mieszkalny,
jeżeli tak to coś można nazwać, a przed nim na takim murku zwanym
inaczej "kratkami" (gdzie zazwyczaj wyrzuca sie papierki po cukierkach, i
inne zużyte przedmioty ...ekhm:) siedziała chora kożelanka, która jechała do
domu i pare jeszcze osobnic z klasy tam było. Przystanęłam więc z kumpelą
obok tejże kożelanki aby sie spytać jak zdrówko i czy idzie jutro do szkoły.
Cała ta rozmowa trwała może...4 min żeby nie skłamać. Jest więc jakaś 11:07.
Po chwili podchodzi do nas dwóch panów ochroniarzy, tak tak, tych co
siedzieli w samochodzie i proszą nas o legitymacje. My taaaaaaaakie gały na
nich, o co kurde chodzi??? I mówimy, że jesteśmy już po szkole (u nas jest
taki zwyczaj, że jak ktoś opuszcza mury szkolne podczas, gdy jeszcze powinien
być w szkole, to zostaje wylegitymowany, jeżeli oczywiście uda sie go
złapać, inteligentne prawda? :)) i czekamy na autobus. A oni do nas mówią
"Nie dyskutować!!! legitymacje!!!!" , na to my "A niby dlaczego???" oni "Nie
dyskutować!!!" (kurcze, czy oni innych słów nie znają??? <-- To chyba brzmi
jak pytanie retoryczne :) Jako, że byłyśmy przekonane, że nas sprawdzają,
czy jesteśmy już po szkole i nam sie na autobus śpieszyło, dałyśmy te
legitymacje dla świętego spokoju... a zresztą czy miałyśmy inny wybór???
Miałyśmy??? W trakcie spisywania nadjechał nasz autobus, na który ledwo co
zdążyłam. I to koniec dnia pierwszego.
A oto dzień kolejny:
Pierwsza lekcja, matma, do klasy wchodzi nasz despotyczny
dyrek i wychowawca i wyczytują imiona osób spisanych dnia poprzedniego, po
czym rozpoczęła się cudowna przemowa naszego detora: "J-j-jestem
o-o-oburzony!!! J-j-jak tak można b-było zrobić??? Nie spodziewałem s-sie
tego po w-was!!! N-n-nie obchodzi mnie, co tam r-r-obiliście, ale p-pani
sprzątaczka bloku poskarżyła s-sie, że ktoś nasikał d-do klatki i wywalił
śmiecie z kosza i w-wskazała na waszą g-g-rupę. N-nie chcem żadnych
wyjaśnień. K-k-konsekwencje z-zostaną wyciągnięte na radzie
p-pe-pedagogicznej" (jeszcze tu na końcu "burp"-a brakuje :) I wyjaśniło sie
nagle o co tak naprawde chodziło :) a raczej :( bo to raczej wale nie jest
śmieszne, a może..... 4 lepsiejsze uczennice w klasie zostały oskarżone o
nasikanie do klatki, buehehe, ale jądra, nie??? Tylko ciekawe kiedy
doknałyśmy tego zaszczytnego czynu??? Paranoja.... nawet prof od matmy nie
była w stanie ukryć ironicznego uśmieszku podczas wielkiego przemówienia,
podobnie zareagował nasz gość od histry na wieść o tym incydence i poznaniu
oskarżonych. A oto reakcja naszej wychowawczyni: "Ręka, noga, mózg na
ścianie!!!" Mimo iż większość (chyba) uczących nas uczycieli wstawia sie za
nami, to i tak sram po gaciach i boje sie co będzie dalej. Przcież w tym
roku mam mature. Jak bedzie wyglądało świadectwo z czerwonym paskiem (a miam
zamiar takie mieć, trzymajcie kciuki:) i zachowaniem np.
niedostatecznym???? A tak w ogóle , to czy ONI mogą nam coś zrobić??? A
możę wysłać w obronie moją zawsze gotową do ataku mamusie??? A co tam,
narobi mi troche obciachu, ale przynajmniej jakąś rozrywkę będzie miała
kobieta :)
Noi kto tu jest większą ofiarą??? Ja (my) czy ta
sprzątaczka??? Odpowieź jest prosta: św Mikołaj :) Nie będę sie juz tutaj
bawić w snucie wniosków, bo po pierwsze nie chce mi sie, a po drugie i tak
każdy jest świadom niekompetencji i nieróbstwa naszych władz i systemu
szkolnictwa więc po co mam powtarzać to co każdy normalny człowiek wie, a
przynajmniej powinien wiedzieć??? A po trzecie txt będzie za długi i nie
będzie sie wam chciało go czytać. I tak się pewnie nie chce... mam racje???
Szczerze, nie bójcie się...
Zato ja sie zaczynam bać.... to niech mnie ktoś
psytuli!!!!! I pociesy!!!! I uspokoi!!!! I.... a lepiej nie będe kończyć, to
taka niespodzianka będzie:) Spokojnie, spokojnie, nie pchać się;)
SiKa (bez skojarzeń!:) |