AshkEnte

Biegnąc po linie, nad przepaścią...

Przeraźliwy ból sprawia sznur, wbijający się w gołe stopy. Idąc wolno, ciągle do przodu, a jednak w myślach cofając się, balansujesz pomiędzy jawą a snem... pomiędzy życiem a jego odwrotnością - jakże szczęśliwą, jakże piękną, jakże nie poznaną. Jesteś jak drobny wróbel siedzący na gałęzi w wyjątkowo wietrzny dzień - przechylasz się tak, jak zawieje. Lecz coś odróżnia cię od tego ptaka... ty widzisz tylko dół, nawet wtedy, gdy spoglądasz w górę. Przepaść jest głęboka, a lina cienka... wkrótce pęknie pod ciężarem niechcianego życia.
Powtarzasz, że wcale o nie nie prosiłeś, a jednak zostało ci dane.
Powtarzasz, że przyszedł czas na sen... lecz źle się śpi z sercem roztrzaskanym o skałę. 

... uciekając przed hienami...

Oglądasz się za siebie i widzisz kilometry cienkiej liny. Wisi na niej pełno uczuć, zdarzeń, pragnień... przyczepionych wyblakłymi spinaczami od bielizny. Przez lata uciekałeś przed tymi, do których tak naprawdę należy to pranie. To, o czym możesz powiedzieć, że jest tylko i wyłącznie twoje, nosisz od urodzenia na sobie - brudne i przepocone. Oglądasz się... za tobą setki hien biegnących w kierunku twego marnego istnienia.
Lina jest cienka, a przepaść głęboka... spadniesz ty, lub spadną one...
Lina jest cienka... spadniesz... wiesz, że to nieuniknione. 

... z nożem w dłoni...

Zachodzące słońce odbija się w ostrzu. Razi w oczy... po raz ostatni. Zachodzące słońce nie odbije się przecież w zaplamionym krwią metalu. Twój pierwszy taniec na linie... tak piękny, bo jedyny. Tango z nożem w zębach... niebezpieczny walc wirujący po parkiecie wąskim, niczym lina zawieszona nad przepaścią. Spójrz - kalejdoskop w oczach śmierci mieni się różnymi odcieniami czerwieni.
To nie bajka - upadku nie złagodzi otwarty parasol w dłoni.
Nie bajka... gdy spadniesz, życie już cię nie dogoni.

... powoli zapominany...

Ludzie w maskach zasłaniających twarze. Ludzie w kapeluszach zasłaniających maski. Ludzie idący pod baldachimami, by przysłonić swe twarze, maski i kapelusze... w kondukcie pogrzebowym. Wszyscy łkają, wspominają, a jednocześnie modląc się marzą, by zapomnieć. Piękno, które bezpowrotnie przeminęło, na dnie czarnego grobu - sam go sobie wykopałeś.
Biała trumna wśród szeptów rozmytych od łez... nawet hieny czasem płaczą.
Biała trumna... barwne wieńce, a wśród nich czarna postać... z kalejdoskopem pod pachą.

... jak inni wpadasz w dziurę, by podążać wraz z nimi cuchnącym kanałem.

 

vene

Słowo wyjaśnienia:
pomysł na tytuł zaczerpnęłam z książkowego cyklu Terry'ego Pratchett'a o Świecie Dysku. AshkEnte to ceremonia przywoływania śmierci.