Nie widzisz mnie



            Tyle ludzi, a tak pusto. Idę do szkoły, przy wejściu jak zwykle tłum uczniów. Te wzroki… Wpatrują się we mnie, ale i tak nic nie widzą. Jakie to smutne. Przechodzę niby cień. Niezauważalny, niedostrzegalny… Ci ludzie są szczęśliwi, nie mają utrapień. A ja? Ciągle tylko walczę ze sobą, nic jeszcze nie osiągnąłem. Na co mi dobre oceny? Na co mi pieniądze? Kiedy nie mogę zdobyć innych cenniejszych rzeczy. Inni mają je za darmo, ale ja nie mogę. Nie, to nie dla mnie… Nie zasługuję na to… Przechodzę sobie i też się wpatruję w te twarze. Dostrzegam w nich jedną wielką obojętność. Dlaczego się nie wyróżniam? Dlaczego nikt, kto na mnie patrzy, nie dostrzega mnie tak naprawdę? Czy ja rzeczywiście jestem cieniem? Wydaje mi się, że jestem gorszy. Nie! Nie przeciętny! Po prostu gorszy. Ja staram się być przeciętny, ale mi nie wychodzi. Bo przeciętni ludzie stoją tam właśnie w tej grupce, a mnie tam nie ma. Nic to!
            Po szkole idę sobie na rynek cudownego szarego miasta, siadam na ławeczce. Postanowiłem sobie coś. Będę starał się wyłapać kogoś z tłumu i wyjaśnić sobie, dlaczego zwróciłem na niego uwagę. O! Idzie taki jeden! Chyba metal, ubrany na czarno, długie włosy, śmieszny plecak… Tak to chyba to sprawiło, że na niego spojrzałem. Ale nie! To nie dla mnie! Ja nie chcę tak wyglądać! Jak inni chcą to niech zakładają takie wdzianka, ale ja nie!
            Patrzę dalej ii… jest! Idzie sobie dziewczyna. W sumie nic specjalnego, ale miała to coś, ten wyraz twarzy, taka intrygująca. Uporczywie się wpatruję w to zjawisko. Strasznie mnie zaciekawiła. Gdy przechodziła obok mnie nawet nie rzuciła spojrzenia. Pewnie, bo też, na co? Nie mam nic takiego, co przykuwa wzrok. Ale nie zrobię sobie operacji plastycznej. Nie, to też nie dla mnie! Wolę już siebie takiego, jakim jestem…
            Dobra mam dość, pójdę już. Ale… Tam siedzi jakiś facet. Chyba żebrze pieniądze. Wszyscy się na niego patrzą, z różnymi emocjami. Ale siedzi tam uporczywie i świeci niczym mocna lampa stroboskopowa. Widzą go wszyscy. Ale ja na szczęście jeszcze nie muszę żebrać. Idę. Gdy tak sobie szedłem i patrzyłem na wystawy sklepowe dostrzegłem jakąś dziewczynę, dosyć ładną. Odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się. Co się dzieje? A! Już wiem co! Jej chłopak właśnie wybiegł mi zza pleców i wpadli sobie w ramiona. Tak, normalka.
            Nazajutrz znów idę sobie do szkółki. Jak zwykle ta sama grupka. Nie widzą mnie. Jestem niczym elf. Wchodzę do budynku. Jest kilka osób, rzuciły na mnie spojrzenia i zaraz wrócili do swoich spraw. Oni mnie nie widzieli, nic we mnie nie dostrzegli. 

Jakiś czas później…
            Dzisiaj turniej szachowy o mistrzostwo szkoły. Fajnie! Strasznie lubię grać w szachy i jestem nawet trochę dobry. Przynajmniej mam jakieś szanse. W pierwszej partii naprzeciwko mnie zasiada lokalny cwaniak, człowiek przeciętny z wymienionej grupki. Jest faworytem, bo przecież inni mnie nie widzą. Szybko go ogrywam w dość efektowny sposób. Teraz na mnie patrzą! Zgrzytają zębami, bo ich ulubieniec przegrał! Patrzą się na mnie jakby chcieli mnie rozszarpać! I o to chodzi! I o to chodzi! Doprawdy rozbawiło mnie to! No dobra, teraz dołożę reszcie!!! 
            Turniej wygrany, mistrzostwo zdobyte! Kiedy stoję na podium czuję się jak Bóg. Wszyscy się na mnie gapią, dostrzegają mnie nawet! To mi się podoba, chociaż coś niewyraźnie mamroczą pod nosami. Mam ich gdzieś. Teraz to ja jestem najlepszy! Miałem prawdziwą satysfakcję, że działacze pewnego klubu dostrzegli mnie i rozmawiali o moich możliwościach. także wtedy, kiedy szachista, który ze mną grał, za wszelką cenę starał się dojrzeć mnie, zwłaszcza moje myśli i zamierzenia. Ekscytujące doświadczenie! 

            Kregore


PS1. Wszystkie osoby i wydarzenia celowo zmyślone. Chociaż naprawdę lubię szachy i turnieje:)
PS2. Kontakt: Grzezol@poczta.onet.pl 
PS3. Przepraszam za chaos. Aha! I jeszcze jedno! Opisanego przeze mnie człowieka "przeciętnego" uważam za lepszego ode mnie, także bez urazy.