Samobójstwo
"Samobójcy to nie ludzie chorzy czy słabi. To ludzie u których cierpienie jest silniejsze niż siła do walki z nim"
Co to jest samobójstwo? - proste pytanie, ale jak tak naprawdę na nie odpowiedzieć? Samobójstwo - to zabicie samego siebie. Ale czy to nie za prosta odpowiedź? I czy to wystarczy, gdy ktoś nas o to zapyta?
Albo może zacznijmy inaczej - czemu ktoś wymyślił samobójstwo? Przecież większość ludzi twierdzi, że życie jest piękne (TFU!! ja tego nie napisałem!!), że jest super i warto cieszczyć się ż.. (nie dokończę!).
Po co nam myśli samobójcze? Skąd one się biorą? Z odrzucenia? Może... ale dlaczego niektórzy jak rano zostają wywaleni z pracy, popołudniu nakryją żonę z listonoszem, a wieczorem ukradną im auto potrafią jeszcze z tego wyjść? Dlaczego psychika jest taka ważna? Może powinniśmy raczej przestać o tym myśleć tylko zabrać się do roboty. Nad sobą. Ale nie wszystkim się chce - czasem wydaje się, że gorzej być nie może. Czasem myśli samobójcze są dlatego, że zostajemy niesłusznie za coś osądzeni, przez co źle się czujemy. Niektórym chce się walczyć, ale innym nie. Po co niewinny ma się tłumaczyć? Jak im coś nie gra to się zabijam i kończę te głupie życie...
A ja?
Ja o samobójstwie myślę przez niemalże cały dzień. I co? I mam iść do psychologa? Po co? Jeszcze przez przypadek pokaże mi sens życia! A raczej wrobi mnie w balona, pokazując ten niby 'sens życia'. Czy życie ma jakikolwiek sens? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo proste - NIE. No bo po co żyjemy? Po to żeby umrzeć? A może inaczej - może życie to pokuta za to co było wcześniej. Może to właśnie te życie jest piekłem, które nas spotkało? Wcześniej mieliśmy jakąś duszę, która coś totalnie nabroiła i żeby to odpokutować dostajemy życie? A co jak w życiu będę zły? A może to ma być tylko test, który sprawdzi czy będziemy mieli siłę, żeby dojść do końca. A jak nie dojdziemy? To most, którym jest życie się zawali? Może.... Może jednak znajdziemy się od razu po drugiej stronie mostu? Może jednak nie... Zawali się i będzie po nas. Obudzimy się inną osobą - nieświadomą tego co było wcześniej. Skąd ja mam wiedzieć czy nie jestem trzecim ciałem, którejś pokutującej duszy? Może znów się nie uda odpokutować i tuż po mojej śmierci, narodzi się kolejna osoba, która będzie przeżywała to samo?
I nasuwa się kolejne pytanie...
Jak popełnić samobójstwo? Niby najlepszą metodą jest połknięcie tabletek... bo nie boli... Ale też jest duże prawdopodobieństwo, że się nie uda... - kogo nie przeraża wizja nieudanego samobójstwa? Wyobrażacie sobie, że bierzecie - niby - śmiertelną dawkę jakiegoś leku, z myślą, że obudzicie się po drugiej stronie mostu, aż tu nagle budzicie się... i patrzycie - jakaś kroplówka... Jesteście w szpitalu - nie udało się. Tak samo źle może być ze skokiem pod TIR-a. Wskoczycie... połamiecie sobie nogi, żebra, ręce... ale przeżyjecie. To może się udusić? Ale co jak skręcicie kark? Skręcicie kark i żyjecie dalej... tragedia... bardzo trudne, ale jednak życie. Będzie nawet trudniejsze niż było... drugiego samobójstwa przy kalectwie może się już nie uda popełnić... I co wtedy? Męczyć się jeszcze przez 50 lat... a potem śmierć... To co miało być dużo wcześniej... Ale się nie udało.
A co z rodziną?
Facio umiera - rodzina załamana... ktoś z rodziny, lub jacyś znajomi obwiniają się za to. Ale po co? Ktoś umarł i koniec! Każdy samobójca powinien zostawić list pożegnalny by zdjąć te straszne myśli z tych osób - powinien przewidzieć, kto może poczuwać się do winy. Chociaż z drugiej strony może mu być obojętne, kto się będzie za to winił - on i tak nie będzie żył - go to nie obchodzi. Mogą być i załamani - może nawet specjalnie zmyśli winę na kogoś, kto nie był winny. Bo go nie lubił... I jeszcze chciał go zasmucić... I ten ktoś też może być słaby psychicznie. I może być kolejne samobójstwo... a potem kolejne... i kolejne... Jedno samobójstwo może mieć za sobą szereg innych samobójstw. A co wtedy będzie? W całej Polsce pewnie będzie mowa o tej tragedii jaka stała się w tym i tym mieście. Tylko po co? Ludzie z tej miejscowości pewnie woleliby w ogóle o tym nie słyszeć w TV. Bo TV z wszystkiego zrobią sensację - dla tamtych ludzi to będzie płacz, a dla nich - kolejny reportaż i kolejne złotówki... a może dolary?
"Koniec! Idę tam! Biorę te tabletki... hmm... jedna, druga - popijam... trzecia, czwarta - popijam..., piąta, szósta - popijam... o i jeszcze, i jeszcze... Żeby tylko nie zwymiotować... to będzie mój koniec - do widzenia świecie! Nie było pięknie... było źle... było fatalnie! Ale teraz może być tylko lepiej..."
ŻYCIE NIE JEST PIĘKNE! JEST ZŁE... JEST WRĘCZ FATALNE! NIE MA W NIM SENSU... LUDZIE NIE ŁUDŹCIE SIĘ!!
Ecik
ecio@go2.pl
PS. Gdy czytacie te słowa, to może mnie już nie być...
PS. Jeśli ktoś chce może mnie przekonać do sensu życia, ale ostrzegam - trwam w moich przekonaniach...
PS. Aha i używajcie w mailach zwrotu typu "Życie jest piękne" itp. - nienawidzę takich powiedzonek