Dni zlewają się w jedną bezkształtną masę... Dzień, tydzień, miesiąc... Żadnej różnicy.
Wstajesz o godzinie X, śniadanie, ząbki i do roboty. Wracasz 8 godzin później... zmęczony,
znużony i świadomy tego, że jutro znowu musisz o 5 wstać. Gdy Ci się to przypomni to od
razu odechciewa Ci się wszystkiego. Kręcisz się po domu nie robiąc nic konkretnego i tak
mija kolejny dzień... i kolejny... i kolejny. Popadasz w rutynę. Szarzejesz...
To jest pesymistyczna wizja wykonywania pracy, której nie lubisz. Ja się na takie coś
załapałem ( ech, te wakacyjne roboty ) i pierwsze 3 tygodnie to była tortura. Moje dni
wyglądały mniej więcej jak te opisane wyżej. Ale im bliżej końca tym lepiej. Jakoś przeżyję,
już wiem, co robić. Nie pozwolić by każdy dzień był taki sam! Robota, robotą, ale jest jeszcze
druga część dnia, z której można skrupulatnie skorzystać. Ale wyobrażam sobie sytuację, w
której moje dwa miesiące miałyby zastąpić całe życie. Wykonywanie pracy i nie czerpanie z
tego żadnej satysfakcji czy wręcz męczenie się w niej musi być okropne. Codzienność staje
się nie do zniesienia, wszystko zaczyna nas denerwować, czekasz tylko na fajrant lub
weekend. Popadasz w rutynę. Sytuacja jest o tyle gorsza, że w dzisiejszej Polsce o pracę
ciężko i trzeba się trzymać swojej, jak przysłowiowej brzytwy, bo inaczej naprawdę się
utonie. Ale z drugiej strony taka praca przypomina pływanie w jakiejś gęstej mazi, gdy nie
widać brzegu. Cóż, życie.
Podobnie może być ze szkołą, ale ja na całe szczęście zawsze trafiałem na porządnych ludzi i
do szkoły szedłem raczej pozytywnie nastawiony. Ale współczuję tym, dla których szkoła jest
torturą – także nauczycielom. Rutyna w tym wydaniu to straszna rzecz. Wszystkie dni
podobne do siebie, szare, nudne i bez wyrazu. Pół biedy, gdy mamy jakąś odskocznie od tej
całej marności życia codziennego, ale i tak gdzieś w zakamarku naszej świadomości siedzi
myśl o dniu następnym...
„Musisz zadać sobie jedno zaj***ście ważne pytanie – Co lubisz robić? – I rób to”. Nawet w
polskich filmach można coś znaleźć. Jedną z rzeczy, które lubię od dawien dawna ( i nawet
mi nieźle wychodzi ) jest język angielski. To z nim mam zamiar związać swe życie ( jak
pompatycznie ) i ciągle robię kroki w tym kierunku. Mam nadzieję, że każdy z Nas znajdzie
pracę, która mu się będzie podobała i po miesiącu nie będzie wył do księżyca. Jeśli się nie uda
to starajcie się przynajmniej uczynić każdy dzień innym, by nie paść ofiarą rutyny...
Qbuś ( jnqbus@poczta.onet.pl )
P.S. Czy ktoś z AM studiuje lub będzie studiował na UAM? Wiem, że ja będę :-)