“Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało co powstało. W nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła”
Ew. Jana 1. 1-4
Czasem wydaje mi się, że prawdziwy początek jest przed nami... Nic nie jest dziełem przypadku, świat idzie do przodu. Znając przeszłość szukamy drogi ku doskonaleniu teraźniejszości, tym samym mając wpływ na to co czeka nas za kilka lat... Tworzymy tzw. rzeczywistość. Często RZECZYWISTOŚĆ mylona jest z PRAWDĄ. W Biblii
jest napisane, że nigdy nie będzie nam dane jej poznać, zrozumieć. Może dlatego ludzie rozwijający poziom cywilizacji patrzą a nie widzą.
To, że ktoś słucha na mszy kazania w przerwie między drzemką, nie znaczy, że je słyszy, czyli mówiąc prościej rozumie. Nie jest sztuką chodzić na każde nabożeństwo, ale znaleźć jego przesłanie. Osobiście nie wierzę w ideowego Boga, ale nie jestem odmieńcem o “zastanawiających” poglądach, co jest mi przez dość liczną rzeszę osób zarzucane. Nie popieram instytucji kościelnych, bo nie rozwijają żadnych idei, ale nie działam przeciwko nim, bo jakąś wiedzą dysponują. Nie dysponują jednak wiedzą właściwą, którą głosił Jezus. Działają raczej jak nauczyciel historii na uniwersytecie, który podaje najważniejsze daty swoim uczniom. I dobrze. Reszta należy do słuchającego. To ON musi zinterpretować tekst Pisma. Każdy człowiek ma wolny wybór. Albo będzie posłuszną owieczką księdza albo owieczką Jezusa. Jezus wcale nie musi być cieślą który postanowił sobie dnia pewnego wyruszyć w podróż dookoła świata z garstką napotkanych ludzi. Jest celem
PRAWDY. PRAWDĘ pozna ten, kto zinterpretuje przesłanie Pisma. Wtedy zacznie się początek, dotrzemy bowiem do celu o którym jest mowa podczas całej naszej przygody z Pismem...
Wszystko co dzieje się wokół nas ma wpływ na nasze poglądy. Niektórzy sataniści np. uważają, że jeśli ktoś go skrzywdzi należy się odegrać miast nadstawić policzek. W takim razie mam pytanie- po co krzywdzić? Żeby w ten sposób czerpać przyjemność? Bezsensowna brutalność psychiczna czy fizyczna tworzy zamknięty krąg, nieszczęście powraca i w efekcie my jesteśmy nieszczęśliwi, bo naszej ofierze ktoś da wsparcie, ktoś będzie o niej dobrze pamiętał w razie najgorszej krzywdy. Jeśli ktoś zostanie zraniony nie musi ranić. Przestanie krwawić dając innym pozytywne uczucia. Razem jest w życiu lżej, łatwiej się uporać z problemami. Wiem co to znaczy, nie mam zbyt wielu przyjaciół bo przylepili mi etykietkę heretyka, ale nie wszyscy są tacy, zawsze możemy na siebie liczyć. Są moją drugą rodziną. Ojciec lubi sobie wypić, ale nawiązałam z nim porozumienie i nie pije tyle co kiedyś. W szkole mam konflikty z nauczycielami, ale szanuję ich szczerze i mogę spodziewać się szacunku z ich strony. Poza tym choruję, i choć codziennie słyszę wykłady dziadków, sąsiadów itp. nie przejmuję się i idę dalej. Będzie dobrze, to mówi każda idea czy religia. Dobrem nie musi być dostatek, ale zrozumienie o co tak naprawdę chodzi. Wtedy ma się wszystko, co tylko można mieć. I tego wszystkim życzę.
Catagusa
P.S. Bardzo przepraszam za popełnienie tego textu, czasem człowiek musi coś powiedzieć...