=-=-= ::: PRAWDA NIEPRZEJRZANA ::: =-=-=
     Słowem wstępu powiem, że Bóg lubi seriale.
     Życie nikogo nie oszczędza - pielęgniarki strajkują domagając się zaległych wypłat od swoich przełożonych wiedząc zazwyczaj, że zamiast gotówki zobaczą guzik (a raczej guziki trzy), górnicy szastają na lewo i prawo epitetami na widok dyrektora likwidującej kopalni, w której jeszcze przed kilkoma dniami pracowali w pocie czoła zaniedbując rodzinę i wszelakie obowiązki, władzy wyższej umysły trują kolejne problemy związane z malejącą popularnością ich partii, co staje się ich niemożebną od tej pory traumą, a nauczyciele mając dość męk z niesfornymi uczniami postanawiają zawiesić szkolną działalność i udać się na przedwczesną emeryturę - zasiłek, znaczy. Co by na Wiejskiej nie zrobili i co by się nieoczekiwanego nie wydarzyło - jest źle. Mówić zresztą nie trzeba - wystarczy spojrzeć przez okno, na uliczne zaułki, do pobliskiego sklepu. Ale żeby pesymizmem nie raczyć, płaczków nie wylewać, od sceptycznych stwierdzeń stronić - powiedzieć również trzeba, że jest dobrze. A nawet - plotąc swoje trzy po trzy - może być lepiej.
     Ludziom rozszerza się czaszka na widok, że wśród decyzji szefa jest pozytywne rozpatrzenie prośby o podwyżkę, kibicom nie dość, że rozszerza - zamknąć się nie może - środa bowiem to dzień święty niczym czwarty lipca dla Amerykanów i dzień rozpoczęcia corridy w Hiszpanii - rozgrywki Ligi Mistrzów, znaczy - a więźniowie z utęsknieniem naczekują dnia, kiedy krewni z masą prezentów zawitają do cel, w których niczym ptaszki na uwięzi spędzą conajmniej kilka lat narzekając na spartańskie warunki, w jakich przychodzi im kontynuować z góry przegrane życie. Poeci piszą miłosne wiersze, muzycy komponują nowe piosenki, optymiści z uśmiechem wyglądają w przyszłość, a wódz Jankesów z ulgą w głosie potwierdza, jakoby barbarzyństwo irackie dokonało żywota. Wreszcie matka cieszy się, bo jej syn dostał piątkę z polskiego, a ojczym dumny jest z córki, ponieważ przed osiemnastką nie raczyła zajść w ciążę. Natenczas babcia modląc się ku niebiosom szykuje urodzinowe podarki dla wnuków, dziadek - nareszcie - naprawia swój własny rower mając ubaw z tego nieprzeciętny, natomiast przyblokowemu chuliganowi po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie chciało się okraść przechadzającej się ponętnej blondynki z masą wartościowych rzeczy w torebce. O takim jednym, co to kulejącą starszyznę przez ulicę przeprowadził, nie wspomnę - za dużo tego dobrego.
A Bóg, siedząc z założonymi rękami, wpatruje się w swój zakurzony odbiornik, porywając się z motyką na Słońce.
     Nierozerwalność "dobra" i "zła" jest chyba zrozumiała. Nie mogą istnieć oni, skoro nie ma nas. Jedna drużyna meczu nie zagra, gdy nie gra druga. Dobro, choć szlachetne, bez zła jest bezbarwne. I - zanotować proszę - dobro zło stworzyło same. W sferze domysłów pozostaje natomiast kwestia, po jaką cholerę i za jakie grzechy - tak czy siak, dowiedzieć się nie dowiemy. Bóg, tworząc maestrię, ziemię doskonałą, konsystencję wszystkiego tego, co miało służyć w słusznej sprawie, najwyraźniej po jakimś czasie, a dokładniej po siedmiu dniach wytężonej roboty, dbając o zaspokojenie tego świata - pozwala zamieszkać na swoim terenie uosobienie pieroństwa, diabelstwa. Bo, psiakrew, Boruta sam się wziąć nie mógł, a jam Biblię czytał.
     Tedy wnioskować można różnie. Jedni stwierdzą, że człowiek zły to człowiek przegrany. Człowiek pała nienawiścią bliźniego, człowiek wariuje. Nie ma dlań możliwości jakiejkolwiek rewokacji, koło wciąż się zamyka. Jedna część pojęcie altruizmu porzuca w niepamięć, figle wciąż sprawia, u Boga pracować nie chce. Więcej powiem, chrzanić szacunek, chrzanić kulturalną komunikatywność. Człowiek chce gwałcić, człowiek zabija. Mniejsza o zamiary, cele czy wytyczne - bowiem zagadka to prawie że Arystotelesowa. I, choć warunki pozwalają, człowiek nawracać się nie chce - modne są zbrodnie, molestowanie seksualne, działanie na niekorzyść towarzysza. I co bym tutaj odkrywczego nie powiedział, zawsze - ale to zawsze - znajdzie się grupa, dla której czarna magia pozostanie czarną magią, swoistą abrakadabrą. Chamstwo, demoralizacja, złośliwość sprawami priorytetowymi. "Człowiek człowiekowi wilkiem" - można by powiedzieć, dosłownie cytując w tym momencie Edwarda Stachurę. Ale nawet wilki, choćby nawet straszne, uczucia swoje mają.
     Nie można odmówić padołowi, na którym nieustannie stąpamy, że atrakcyjności to on za grosz nie posiada. Ulicą mijają się znużeni staruszkowie, mijają się młodziaki. Psy uganiają się za kotami, koty za myszami. Mysz nie ma alternatyw - w hierarchii zajmując przyziemne miejsce, jest soczystą papką dla kota. Na rogu jedni uderzają w struny gitar próbując naśladować Myslovitz, inni wśród deszczu siedząc na ziemi błagają o marną złotówkę. Studenci w każdą sobotę urządzają huczne imprezy zalewane litrami Lodowej i schlawszy się jak świnie już mamroczą o poprawinach, wytrwali zaś, posiadawszy niemałą smykałkę, z zapałem ślęczą nad książkami ucząc się deklinacji angielskich przymiotników bądź przemian w strukturze społecznej w okresie romantyzmu.
     I, choć wydaje się to być przednim absurdem, podział ludzi na człeków złych i dobrych jest nader widoczny. Nie ulega wątpliwości, że człowiek nie rodzi się z gotowym już stanem moralnym, nie naznaczone jest mu, że weźmie na swe barki służbę w imię czynienia dobra lub zrzuci ją niechybnie schylając się ku zupełnej niewytłumaczalności zachowań - tzw. debilizmowi, idiotyzmowi, wandalizmowi. Dzikiem poczęty nie został, zdziczał naprędce później. Ewolucja niepodważalna, transpozycja do uniknięcia. Czyli - człowiecze, do płota podejdź...
Przeto Bóg, trzymawszy pilota w ręce, spokój zachowuje, zmian dokonać nie chce.
     Wiecie, mimo że odnajdujemy pośród nas, pośród codziennymi potyczkami w pracy, szkole czy placu zabaw własne pragnienia, cele, które odtąd stawiamy sobie za rzecz pierwszorzędną skrzętnie dążąc do realizacji tychże, wytyczne, dzięki którym kierujemy się w naszej ciągłej wędrówce po poznaniu samego siebie, brzemię posiadamy skryte. I, Czytelniku, wyjmij rękę z kieszeni, nie zaglądaj do szafki z ciuchami czy do portmonetki przetrzepując stuzłotowe banknoty. Zajrzyj w głąb siebie. Prawda jest przecież ukryta - mawiają. Nawołują. Moralizują. Nadaremnie, człowiek zmieniać się nie chce.
     Wierzymy, że to, co robimy jest dobre. Nie ma w tym sprzeczności, kolidacji żadnej. Słowem - racja jest po mojej stronie. I, czy tego chcesz czy nie, zawsze. Bo, biorąc pod uwagę płytkość człowieczej mózgownicy, egoiście nigdy nie wmówisz, że słusznie to on nie prawi, mordercy nie przemówisz do rozumu, kiedy ten - oczywiście sprawiedliwie - zastrzelił sąsiadkę strzelbą domowej roboty, a kibicowi Realu, że sympatycy Barcelony to ich bracia. Nie potrzebujemy pomocy, oparcia, rady hitlerowymi wręcz się stają.
     Bóg nie nadaremnie patrzy w telewizor. Bóg analizuje. Człowiek, skrywając w sobie cząstkę, o której nie ma pojęcia, został przezeń namaszczony. I tak ten, dumnie dzierżąc w ręce pilota, spogląda tylko, czy tych, których powołał do czynienia dobra na rzecz bliźniego należycie wywiązują się ze swych zadań, i tych, których choć stworzył jako esencję zła, potrafili przejść gruntowną resocjalizację.
     Wszak z góry nadano nam cele. Bóg się tylko przygląda.
     W chwili poczęcia nowego istnienia krzyknie tylko pełną piersią "Twoim zadaniem jest się nawracać". Nic więcej nie usłyszysz.
     Wtedy jest tylko ciemność, tylko milczenie.
     Ty, Czytelniku, pomoc niesiesz, dobru służysz? Może ludzi zabijasz, szacunku nie masz, kłamiesz jak najęty? Może kiedyś dostaniesz podpowiedź, bądź czujny - Bóg ogląda telewizję.
     Bo choć wydaje się nam, że nie mamy sprecyzowanych celów - kłamliwość jest to zatrważająca. Te cząstki, które drzemią nieporuszone w nas samych, są celami od Boga, priorytetowymi zadaniami. Lecz my o tym nie wiemy.
     A Bóg upewnia się tylko, czy wyznaczeni podołają. Sąd jest na końcu. Dlatego ukochał stojący przed nim odbiornik...
SLY
(Myslovitz & Marek Grechuta, "Kraków")
(http://www.amsport.tk)
GG: 1662425
Czy teraz, proszę Ciebie, wiesz, dlaczego mamy wojny, dlaczego mordują? Czy już wiesz?...
"CZŁOWIEK CELEM SAMYM W SOBIE." IMMANUEL KANT.