Czy zastanawiałeś się kiedyś po co żyjesz? Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie pytania typu „Po co tu jestem?”, „Czy świat wyglądałby inaczej gdyby mnie nie było, gdybym się nie urodził?”, i wreszcie „Czy życie ma jakiś cel?”. Myślę, że każdy się zetknął w życiu z takimi rozterkami. Mnie te pytania nurtują już od jakiegoś czasu.
Człowiek się rodzi i wraz z tym wydarzeniem następuje najbardziej beztroska faza w jego życiu. Nie przejmuje się niczym, ponieważ nic jeszcze nie rozumie, nie ma żadnych problemów na głowie. Wszystkim zajmują się osoby, które zaraziły je tą najpopularniejszą chorobą śmiertelną, przenoszoną drogą płciową, jaką jest życie... Niemowlak rośnie, przybywa mu lat, wiedzy, umiejętności. Staje się coraz bardziej samodzielny, przestaje być niemowlakiem. Następuje jedna z ważniejszych chwil w życiu dziecka – idzie do szkoły. Taka chwila wywołuje w nim pewnego rodzaju radość, poznaje coś nowego. Lecz właśnie tutaj w życiu ma swoje początki monotonność, która potęguje się wraz z kolejnymi dniami, miesiącami, latami... Człowiek dorasta, idzie do pracy, kończy naukę, żeni się, zostaje, w zależności od posiadanej płci, ojcem lub matką, bierze udział w wychowaniu potomstwa, aż staje się ono samodzielne. Życie tegoż człowieka staje się wtedy bardzo monotonne. Kolejne dni niczym już się nie różnią. Codziennie pobudka, praca, kilka godzin w domu i spać. Można oszaleć. Monotonność ta przerywana jest przez wydarzenia, chwile, które jednak szybko mijają, i nie zawsze zostają w naszej pamięci.
Z tego wnioskuję, że celem życia jest zostawić coś po sobie na świecie, czyli między innymi potomstwo i... umrzeć. Bo czego byśmy nie zrobili w życiu to ono się kiedyś skończy. Jak to ktoś już zauważył – co ma początek, musi mieć i koniec.
Napisałem wcześniej, że życie jest monotonne, lecz przerywane przez różnego rodzaju „chwile”. Ale w jaki sposób mamy rozumieć w tym tekście słowo „chwila”. Pisząc je chodzi mi o moment w życiu człowieka, który wywołuje w nim radość, uciechę lub wręcz przeciwnie – smutek, przygnębienie. Dzięki tym właśnie „chwilom” człowiek czuje, że jednak ma po co żyć, że jego życie jednak nie jest bez sensu.
Pewien osobnik przeżywa raz właśnie taką chwilę, poznaje coś nowego, odczuwa głęboką radość, uniesienie. Ale to się kończy. Następnego dnia czuje rozczarowanie, smutek, przygnębienie. Nachodzą go różne złe myśli, które próbuje sobie wybić z głowy. Zadaje sobie pytanie „dlaczego?”... Przygnębienie zostaje jeszcze jakiś czas. Tak to już jest, że te „negatywne” chwile odczuwa się bardziej od „pozytywnych”. Nagle osobnik zaczyna czuć chęć do życia, chęć zrobienia czegoś pożytecznego, nie chce siedzieć bezczynnie, czuje się pobudzony. Lecz w głębi wciąż czuje przygnębienie. Głęboko w nim siedzą negatywne myśli, które są odczuwalne w każdej wolnej chwili. Próbuje się czymś jakiegoś zająć, by o tym nie myśleć, zapomnieć. I nagle przychodzi mu do głowy myśl, że życie nie ma sensu, jest monotonne... A monotonność ta przerywana jest tylko czasami przez „chwile”... Zaraz potem w jego umyśle pojawia się inna myśl, przeciwna poprzedniej. A może to właśnie życie polega na korzystaniu z tych „chwil”. Może proporcje są odwrotne. Może w życiu te „chwile” przeważają nad monotonnością. Sam już nie wie. Głowa mu pęka pod wpływem kłócących się myśli. Nie wie co z nimi zrobić, jak się ich pozbyć. I wpada na pomysł... Zasiada przy komputerze i zaczyna pisać tekst...
CARPE DIEM!!!
ps. podczas pisania słuchałem... szumu wiatru, szmeru drzew, odgłosu tłukącej się szyby, dźwięku zwykle wydawanego przez odkurzacz, mamusi (‘odejdź od tego komputera!!!’), jakiegoś metalu puszczanego przez mojego brata i nie pamiętam czego jeszcze...
ps2. zastanawiam się czy mi odbiło na amen, czy to tylko chwilowe....
ps3. nie pytać mnie o czym jest ten art, bo sam nie wiem...