Jestem szczęśliwy!
Tylu ludzi narzeka na swoje życie. Mówią, że jest im ciężko, że wszystko układa się przeciwko nim, że wszystko drożeje, że Unia, że młodzież, że dorośli, że upierdliwy piesek sąsiadki. Że, że, że, bla, bla, bla. A jakoś nikt nie zwraca uwagi na to, co go spotyka dobrego, na takie małe szczęścia, na które zwykle w ogóle nie zwracamy uwagi (chyba, że po naprawdę męczącym dniu), a których brak zauważamy bardzo szybko i odczuwamy dotkliwie.
Budzę się rano. Leżę w wygodnym, ciepłym łóżku. Co prawda po niedawnej przeprowadzce ma ono formę leżącego na podłodze materaca (nie dmuchanego; takiego zwykłego materaca) i pościeli. Cieszę się, że mogę leżeć w ciepłym łóżku, że nie muszę wstawać wcześniej niż wstaję. Pomyśl: czy Ty często myślisz o tym, jakie to szczęście mieć wygodne, ciepłe łóżko? Wyobraź sobie, jakby Ci było, gdyby go zabrakło...
Zjadam śniadanie. Codziennie jem śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolację. Żeby ktoś nie pomyślał, że łatwiej mnie przeskoczyć niż obejść; mam 175 cm i 60 kg. Po prostu jem tyle, ile potrzebuję. I tak sobie myślę w tej chwili, gdy to piszę i popijam Gorący Kubek Pomidorowa z grzankami (czasem coś podjadam między posiłkami... a pomidorowa z grzankami to mój ulubiony Gorący Kubek), że mieć zapewniony ciepły posiłek każdego dnia to naprawdę wielkie szczęście. Pomyślcie o tym, jakbyście się czuli, gdybyście byli skazani na łaskę i niełaskę ludzi klikających w brzuszek pajacyka na stronie www.pajacyk.pl...
(Tu gorący apel: pomyślcie o takich ludziach! Wystarczy wejść na tę stronę i kliknąć w brzuszek pajacyka, by wesprzeć Akcję Humanitarną Pajacyk. Najlepiej ustawić sobie tę stronę na startową. To naprawdę niewiele kosztuje, marne parę groszy za kliknięcie! Pomóżcie tym, którzy mają gorzej!)
Jestem w szkole. Uczę się. Płacę za podręczniki na początku każdego roku szkolnego. Dobrze, że mogę sobie na to pozwolić. Cieszę się, że moich rodziców stać na załatwienie mi wykształcenia, że nie będę musiał kiedyś, za kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat żebrać pod sklepami i szukać butelek po koszach na śmieci...
Wracam do domu. Robię lekcje, uczę się, a potem siadam do komputera. Nie jest to jakiś super-hiper-mega-giga-ultra-turbo-wypasiony komp. Duron 1200, 256 RAM, Ge-Force 2 32 MB, dysk 17 GB. I tyle mi wystarczy. Gram we wszystko, w co chcę (tylko nie zawsze w takim poziomie detali, jakbym chciał :-( a i czasem jeszcze kasy na grę nie ma; wtedy trzeba liczyć na kumpli). A pomyślcie, Wy, którym komputer służy nie tylko do grania, ale też pomaga w pracy/nauce, jakby Wam było, gdybyście nie mogli sobie pozwolić na żaden komputer?
Wieczór. Biorę gorący prysznic. Lubię tak sobie po długim dniu wziąć gorący prysznic. A Wy, o czym myślicie, gdy bierzecie prysznic? O grach? O meczu? O szkole? O dziewczynie/chłopaku? Ilu z Was myśli o tym, jakie to szczęście, że może wziąć gorący prysznic? A potem tylko wskoczyć do ciepłego łóżka i spać spokojnie wiedząc, że rano się zje ciepłe śniadanko...
Cieszcie się z tego, co macie. Ile tak naprawdę potrzeba do szczęścia? Kochająca rodzina, dach nad głową, jedzenie, miejsce do spania, ciepła woda w kranie, perspektywy na przyszłość. Dla jednych to małe szczęścia, dla innych zaś - zaledwie normalne elementy codzienności, na które nie zwraca się większej uwagi. I na ludzi, dla których są to tylko marzenia...
Helmut Sekatorr
PS. Do słuchania polecam MedeiS, nową płytę Huntera. Cudo!
PS 2. AciD odezwij się!!! Przez wirusa i kilka formatów twardziela straciłem Twój adres i odebranego maila zanim zdążyłem odpowiedzieć!