Niewola

Ostatnio na łamach tego maga pojawił się mój tekst na temat wojny. Miałem też spory odzew e-mailowy. Ludzie, którzy do mnie pisali koniecznie chcieli mnie przekonać iż wojna jest konieczna, a wręcz niezbędna. Nie mam jednak zamiaru rozwodzić się nad tym jeszcze raz. Ja chciałbym abyście spojrzeli na II wojnę światową pod kątem więzień.

Nie tak dawno na religii została nam zaprezentowana książka pewnej osoby, która przeżyła więzienie, a później obóz. Każdy z nas słyszy jak to ciężko było wtedy, ludzie byli torturowani, obchodzono się z nimi jak ze zwierzętami, a nawet gorzej. Powstają filmy, które mają nas przerazić. Ile to razy widziałem w filmie faceta, siedzącego na krześle z czerwoną, zdeformowaną twarzą. Od razu widać, że dostał niezłe manto. Tyle, że facet później nie zwarza na swoje obolałe ciało i robi takie sztuki gimnastyczne, że wydostaje się z więzienia i pod ostrzałem (te kule to nigdy nie trafiają w cel) wymyka się paskudnym Niemcom.

Sytuacja w książce nie jest tak spektakularna. Jest czymś w rodzaju pamiętnika spisanego dla ukojenia skołatanych nerwów po przeżyciu tych cierpień. Co można tam wyczytać? Wszystko od początku do końca.

Wyobraźcie sobie, że zostaliście schwytani przez gestapo, po kilku godzinach siedzicie już w jednym z pomieszczeń i musicie udzielić odpowiedzi na pytania. Inaczej mówiąc sypnąć kogo trzeba. Nie chcecie jednak tego robić, więc dostajecie łomot. Na jedną osobę w dodatku związaną przypada czterech oprawców, którzy są już zaprawieni w tego rodzaju poczynaniach. Mówicie coś, ale prawdopodobnie kłamiecie. Jednak to nie to jest najgorsze. Jesteście umieszczeni w więzieniu. Gdy otwierają się przed wami wielkie opancerzone drzwi widzicie w niemrawym świetle rząd prycz, a na nich stłoczone osoby, poczochrane, brudne i straszne. Pomieszczenie nie przechodziło renowacji chyba nigdy, panuje przerażający smród, obok stoi coś w rodzaju kibla, ale to nie od niego tak zajeżdża, to inne kible, które znajdują się w budynku gdzieś obok. Mało tego podłoga jest mokra i nie trzeba się długo zastanawiać, że to mocz, gdzie niegdzie można zobaczyć pływający kał. Przywitanie osób nie jest zbyt miłe, twarze więźniarek są przerażające, strach do nich podejść, a co dopiero spać na stłoczonej pryczy. W końcu ktoś się posuwa i mówi, że możecie usiąść. Podchodzicie na drżących nogach. Wasze oczy w mroku widzą jak coś rusza się na kocach. Gdy przyglądacie się bliżej widzicie, że są to wielkie, białe pchły. Zbiera was na wymioty, a jednocześnie chce płakać. Widząc to jedna z więźniarek uderza w was cierpkim słowem. Wy jednak postanawiacie zagryźć zęby i przetrzymać. Tego jednak nie da się przetrzymać. 

W tak ciężkich warunkach nie trudno o jakąkolwiek chorobę. Wszędzie panuje świerzb i tyfus. Ludzie śpią tak blisko siebie, że chcąc nie chcąc zarażacie się. Władze więzienne postanawiają coś z tym zrobić. Polewają was więc czymś śmierdzącym, czymś co nie zdaje absolutnie żadnego egzaminu. Trzeba też wspomnieć o sprawach fizjologicznych. Załatwiać się na widoku kilkudziesięciu osób to naprawdę nic przyjemnego, młoda osoba ma z tym ogromne kłopoty. Podobnie jest z "toaletami" publicznymi, czyli rzędem dziur w drewnianym schodku, którego pilnuje strażnik. 

W książce którą ja czytałem przedstawiona była sytuacja dziewczyny, młodej dziewczyny, która nie dość, że musiała żyć w ciężkich warunkach to jeszcze jako sąsiadki miała prostytutki, chyba najlepszy zawód w więzieniu. Jak opisywała autorka, prostytutki miały wszystko, były w miarę zadbane, ale za to bardzo niebezpieczne. Czytając dalej mamy przedstawioną sytuację w której autorka dzięki przekupionemu strażnikowi mogła wchodzić na strych. Jednak tam na skutek ogromnej śmiertelności, zaczęta składować trupy, które się rozkładały. W końcu przy jednej z wizyt dziewczyna wchodząc do pomieszczenia zobaczyła niesłychanie czarną podłogę, która się ruszała. Jej nogi aż do kostek pokryły się żyjątkami. 

Wyobraźcie też sobie jak ciężko goić muszą się rany, jakie zostały odniesione podczas przesłuchania. Załóżmy, że na ręku, zrobiła wam się ogromna bulwa, na skutek zbyt mocnego skrępowania liną. Cholernie boli, w tym ścisku i tłoku ktoś mocniej uderzył was w to miejsce. Bulwa pękła i wylała się ropa, dodajmy, że w więziennych warunkach. Wśród tego całego syfu macie gorączkę. Współtowarzysze/szki zaczynają Cię izolować, a to nie oznacza więcej miejsca na pryczy to oznacza, że lądujesz na ziemi. Tak tej mokrej i cuchnącej ziemi.

Rzeczą często spotykaną w takich miejscach były wszelkiego rodzaju zachowania lesbijskie. I nie dla przyjemności twojej, ale czyjejś. Najgorsze są chyba jednak badania, które wykonywane są w obozach do których siła rzeczy i tak się trafi. Lekarze, specjaliści sprawdzali wiele rzeczy. Często słyszy się o wykrojeniu z nogi odcinka na głębokość 2 - 5  i długości do 15 cm, następnie wszczepieniu różnego rodzaju bakterii. Często wyczerpany człowiek umierał szybko, niektórzy jednak żyli, straszliwie cierpiąc. Nie muszę chyba wspominać, że wycięcie tak dużego odcinka na żywca jest bolesne.

Wojna to nie tylko bitwy dzielnych żołnierzy, ale również konsekwencje jakie się z tym wiążą. Mi w tej chwili trudno jest sobie wyobrazić czy ja sam wytrzymałbym taką sytuację. Wydaje mi się to niemożliwe i staram się szybko potrząsnąć głową i powiedzieć, że mnie to nie dotyczy, ja jestem z innego pokolenia. Mam jednak nadzieję, że nigdy czegoś podobnego nie przeżyję, bo nie dałbym rady, wolałbym się zabić w najbardziej prymitywny i głupi sposób niż przeżywać takie cierpienia. I niech mi ktoś powie, że wszczynając wojnę robi dobrze.

Dishman

dishman@poczta.fm