Sam

Nie wiem... Przeczytaj i sam zdecyduj

-Idziesz?

-Nie. Idźcie sami. Ja dojdę później.

 Miał pół godziny do wyjścia. Mógł wyjść wcześniej z bratem, ale to nie z nim chciał dziś wyjść. Otoczony przez samotność,  z wyboru...i z konieczności. Usiadł na wyjątkowo twardym fotelu i włączył WinAmpa. Rzut oka za okno i zauważył gromadzące się na niebie chmury. 

-Chmury... Wszędzie tylko chmury.

Uśmiechnął się nieznacznie. Stwierdzenie adekwatne do sytuacji, choć wcale nie mówił o pogodzie. Z głośników dobiegały rytmiczne, choć dość ponure dźwięki. Rob D- "Clubbed to Death". Tak. To odpowiednia muzyka na dzisiejszy klimat. Utwór szybko zbliżał się do końca. Wiedział, że zaraz będzie musiał wyjść z domu. Nie chciał, ale tak wypadało. Nie mógł po prostu nie pójść. Odruchowo wyłączył trwającą jeszcze muzykę. I zapanowała cisza. Stał przez chwilę w bezruchu, gdy nagle poczuł się przez tą ciszę przytłoczony. Musiał wyjść. Nie mógł być sam. Nie dzisiaj.

 Krótki brzęk kluczy, dwa skoki i otwarte drzwi. Stanął na klatce i rozejrzał się. Przechodzący znajomi-nieznajomi kiwali mu głowami lub ręką. Czasem ktoś rzucił krótkie "siema". Zbywał ich krótkimi ruchami, a ci, zadowoleni z pozdrowienia odchodzili. Sam z wyboru. Sam z konieczności. "Oni nic nie znaczą". Idzie dalej.

Dochodzi do celu. Tłum ludzi stojący na rynku kiwa głowami w rytm muzyki. On jej nie słyszy. Nie po to tu przyszedł. Rozejrzał się wokoło. Setki... Tysiące twarzy. Jedne znajome, inne mniej, ale wszystkie tak samo obojętne. Siada na najbliższej wolnej ławce i zamyka oczy. Ktoś woła go po ksywie a potem po imieniu. Ignoruje go od dłuższego czasu ale ten staje się coraz bardziej natarczywy. Wstaje z ławki i wchodzi w tłum. Sam z wyboru.

Wolnym krokiem przechodzi wśród tłumu praktycznie niezauważony. Sam wśród tłumów? Z kubkiem piwa zasiada na niskim kwietniku. Uśmiecha się do siebie. Choć nie jest ukryty- jest  niewidzialny. Słyszy znajome głosy. Blisko. Spojrzał zdziwiony na stojące obok dziewczyny, które ujrzawszy jego twarz zaśmiały się radośnie. Dziwne uczucie. Pierwsi którzy cieszą się z jego widoku. Może jedni z wielu, ale innym nie dał do tego okazji. Pierwsze ich słowa zabrzmiały okrutnie. Nie były słowami osób cieszących się z jego obecności. Raczej z jego możliwości. Przez chwilę żaliły się z swoich nic nie znaczących problemów, potem spojrzały na niego wyczekująco. On nie był dziś w nastroju do wysłuchiwania. Sam chciał zostać wysłuchany. "Zejdźcie mi z drogi". Odwrócił i się i odszedł, a one zostały. Zdziwione. Po kilkunastu krokach przystanął i spojrzał w swoje odbicie w sklepowej wystawie. Zabłąkana kropla deszczu spadła mu na twarz, potem druga na ramie. Spojrzał w górę. I zobaczył krótki błysk. Głuchy pomruk rozległ się w oddali. Z odrętwienia wyciąga go ciepły głos. To jego znajoma, żadna tam bliska znajoma czy przyjaciółka. Po prostu znajoma jak setki innych. Pierwsza osoba której widok nie wzbudził w nim w tym dniu obrzydzenia. Podeszła do niego wolno i objęła. Poczuł przez chwilę ciepło. Może nawet poczuł szczęście. Jeśli nawet to tylko przez ułamek sekundy. Coś było nie tak. Czuł to. Upewnił się gdy tylko usłyszał jej pierwsze słowa. Prośba o... to bez znaczenia. Pomógł jej. Choć ona nie miała o tym pojęcia to wiedział, że jeśli  pomoże, będzie musiał ją opuścić. Spełnił jej prośbę. Znalazł osoby których szukała. Kiedyś przyjaciele- dziś ludzie jakich setki w tym miejscu. Odwrócił się do nich plecami i wmieszał się w tłum. Przez chwilę słyszał wołający go dziewczęcy głos. Wkrótce i on zamilkł. Sam z konieczności.

 



PS. Nikogo i tak nie obchodzi czego słuchałem pisząc to.


Krillin
[
Krilanek@wp.pl]