Młodzież

Tekst UnionJacka był nawet ciekawy, czego nie mogę powiedzieć o tekście Alexa... który
mnie po prostu nudził... Wybacz Alex.

Nie lubię pisać wszelakiego rodzaju polemik, gdyż jest to, że tak powiem "atak na
pozbawionego możliwości obrony przeciwnika". Ktoś popełni art, w którym zawrze swoje
myśli, być może w jakimś miejscu napisze coś, co początkowo wydaje mu się dobre, lecz już
po tygodniu traci ową ważność, aktualność. A nic nie można zrobić. Tekst wysłany kącik
złożony, można co najwyżej w następnym numerze zawrzeć jakieś poprawki, ale to nie jest
to...

Dość już o polemikach. Napiszę, co też ja sądzę o osławionej "generacji".

Dzisiejszej młodzież, przeżyła przejście z poprzedniego systemu na dzisiejszy jako małe
dzieci. Przez jakieś 5 lat wpajano im pewien system wartości, świat ideałów. A tu proszę
państwa przełom, wszyscy się cieszą. Wałęsa bohater narodowy, po prostu Polska zaczyna
zmieniać się w utopię... W utopię na wzór zachodu (co prawda szary obywatel praktycznie nic
nie wie o owych "pięknych" krajach zachodu, nie wie, co się z nimi działo przez prawie pół
wieku, ale to nie jest ważne, przecież znajomi mówili mu jak tam wspaniale) A więc młodzież
trzeba nauczyć żyć już w zupełnie innym systemie. Mija kolejnych kilka lat.

- K***! Miało być tak pięknie a zaczyna nam brakować pieniędzy na chleb! Ja to p***!
- Co my do ch*** mamy zrobić?! Okłamano nas! Nas biednych obywateli!

Miało być tak pięknie, a tu problem za problemem... Więc cóż, przecież nie można zostawić
dzieci nie przystosowanych do obecnego systemu, bo sobie bez nas nie poradzą...


Dzisiejsza młodzież była wychowywana na różne sposoby. Najpierw do bycia zwykłym
szaraczkiem, który być może dzięki układom znajdzie jakąś dobrą pracą, potem na wielkiego
człowieka, Polaka, który już nie długo miał reprezentować "nowy, wspaniały kraj". A na
samym końcu zmieniono sposoby wychowawcze i kształtowano go na walczącego o swoje
(ale w głębi wyjątkowo grzecznego, miłego i wrażliwego) człowieka. Młody już czuje się
zagubiony, nie został odpowiednio ukształtowany, wszystko mu się miesza. A tu się robi
jeszcze ciekawiej. Powstają alternatywne kultury (wyjątkowo nie podoba się określenie
subkultura) np. hip-hopowcy, metale, widać duże zmiany w szeroko pojętej prasie po
zniesieniu cenzury, itp. Zaczyna się zastanawiać nad sensem życia. Ci, którym zastanawianie
nie idzie jakoś wyjątkowo dobrze przestają tracić na nie czas i wybierają jakąś już istniejącą
ideologię, których przecież jest olbrzymi wysyp. Nie próbują jej nawet ukształtować, nie, oni
przyjmują całość jako pewnik. Ci natomiast, którzy lubią się zastanawiać albo się gubią w
olbrzymim świecie alternatyw, bądź przechodzą dalej ukształtowani wyjątkowo dobrze.

A, i jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze negacja. Boga, szeroko pojętej moralności, słowem
całego otoczenia.
Po drugie młodzież przebywająca w owych alternatywnych kulturach często przestaje się
rozwijać. Popada w pewnego rodzaju ascezę i kształtuje siebie na wzór innych z owej kultury.


Część się rozwija, coś osiąga, prze do przodu zgodnie ze swoim kodeksem moralnym, a część
postanawia nie martwić się o jutro. "Będzie, co ma być" - mówią albo coś podobnego do tego
albo do tego - "Nie da tu się żyć. Wszędzie złodzieje, nie ma perspektych na pracę, ten kraj
jest do dupy" (obie wypowiedzi pozostawiam bez komentarza. Może kiedyś napiszę art, w
którym przedstawię moje zdanie na ten temat (umieściłbym go tutaj, gdyby owe wypowiedzi
padały tylko z ust młodych, lecz także ludzie "dorośli" tak mówią)).

Wielka szkoda, iż obie części nie równoważą się. Niestety, owa część, co coś tam osiągnęła
stanowi jakieś 8% całości. Reszta, czyli 92% to ci "głupi pesymiści". Szkoda.


Młodzież nie może liczyć na pomoc w szkole, na podwórku, czy w domu.

Na podwórku istnieje pewien "system" i nikt się z niego nie wyłamuje.
Bo po co? Nowi, jeśli chcą się zaprzyjaźnić to wchodzą w ów "system", a potem nikt już nie
widzi sensu zmiany "ustroju".

W domu jest wielki "mur" między dzieckiem a rodzicami. Rodzice, sami wychowani w
innym ustroju, myślą, iż dzieci tak samo ich słuchają jak oni słuchali rodziców.
"Zapominają", iż kiedyś buntowali się przeciw swoim rodzicom. Myślą, że dzieci będą się
z nimi zgadzali w każdej sprawia, myślą, iż wiedzą jak powinien zachowywać się młody
człowiek...

W szkole z dwóch powodów. Nauczyciele w większości to ludzie po 30, ludzie, którzy
przeżyli kilka, kilkanaście roczników. Uważają, iż wiedzą wszystko o nauczaniu i nie potrafią
porozumieć się z młodzieżą (nie wszyscy...). Przez co oddalają się wyjątkowo daleko od
swoich wychowanków.
Drugi powód to brak chęci do nauki. Mało kto uczy się w wolnych chwilach. Na tych, co
zamiast posiedzieć przy telewizorze bądź pograć na komputerze w deszczową pogodę wolą
poczytać książkę bądź też się pouczyć mówi się "kujon". Wielce niesłusznie. Tak mówią inni
uczniowie.
A jeśli ktoś mówi, iż uczy się / pracuje nad czymś w wakacje to nikt nie wierzy. Zarówno
ludzie w tym samym wieku, jak i dorośli.

No właśnie dorośli uważają, iż NIE MA (te drukowane litery mają zwiększyć siłę tych słów)
wśród młodzieży takich, którzy by woleli pouczyć się / popracować zamiast się lenić. A ja
znam wielu ludzi, którzy aby się rozwijać nie tracą czasu...
Wystarczy chociażby zajrzeć na forum na stronie satan.pl (wielce polecam).

"Współczesna młodzież walczy przeciwko wczorajszej frazeologii, w tym celu wynajduje
dzisiejsze slogany." Arthur Miller.

I właśnie w tym cytacie znajduje się odpowiedź na pytanie: "dlaczego dorośli mówią tak
często "ta dzisiejsza młodzież"?"

Chodzi o to, iż młodzi żyją już w zupełnie innym świecie niż ich rodzice.

Inna muzyka, inne wartości: komfornizm, egoizm, egocentryzm, kosmopolityzm, ateizm, i tak
dalej... i tym podobne... długo by można wymieniać.
Istnieje olbrzymia przepaść między nami a naszymi rodzicami, babkami, ciotkami (nie odnosi
się to, rzecz jasna, do wszystkich).

Wszystko się zmienia... Nawet język. Nikt nie używa słów, jakie 20 - 30 lat temu były bardzo
popularne.

Podsumowując dotychczasowe treści zawarte w tym arcie: dzisiejsza młodzież w każdym
momencie swojego życia robi wielkie zakręty, nie kiedy nawet o 180 stopni... Dzisiejsze
życie nie jest już tak proste jak kiedyś. Jesteśmy inni. Nie tylko inny od rodziców, ale także
od siebie nawzajem. Próbujemy zniszczyć indywidualność, przypodobać się do innych...
Cholera z tym! Ludzie! Budzik zaraz zadzwoni, a wtedy uświadomicie sobie Coś. To Coś jest
bardzo, ale to bardzo ważne! Nie zapomnijcie zabrać broni i dużo amunicji doń. Gdy już
poznacie to Coś będziecie wiedzieć, iż nie ma już odwrotu. To Coś wypchnie Was na wojnę.
Cholernie krwawą... Życzę powodzenia, żołnierze! Może się tam spotkamy. Kto wie, może
razem z kimś z wam osiągnę stopień generalski?...




Leone
M_Bodzio@wp.pl

"Gdy cię mają wieszać, poproś o szklankę wody.
Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, zanim przyniosą."
Andrzej Sapkowski




PS. Jeśli nie myślisz, nie pracujesz nad sobą, przepadasz. Nie ma zmiłuj. Nikt nie podejdzie i
nie poda Ci ręki. Dlaczego mają Ci ją podawać, skoro Tyś jej nie podał nigdy nikomu?
To nie jest Niebo, Raj, Pola Elizejskie, Eden... To nie jest Piekło, Hades, Kraina Cieni,
Królestwo Zmarłych... Nie ma Boga, który Ci pomoże, jak będziesz miał pecha... Ale nie ma
też Szatana, który to by Ci miał szkodzić... Jesteś sam... Sam w Czyśćcu...

A dokładniej w poprawionej wersji Czyśćca. Wersja poprawiona zakłada wyjątkowo płynne
przejście do Nieba bądź Piekła. Nawet się nie spostrzeżesz, iż już zmieniłeś plan egzystencji.
Tylko zapamiętaj jeszcze jedno: Owa wersja Czyśćca jest wyjątkowo mocno połączona z
Piekłem oraz z Niebem. Wiedz więc, iż możesz spaść z Nieba z powrotem do Czyśćca.
Możesz też wdrapać się do niego z Piekła...
Ale nigdy nie przeskoczysz z Piekła do Nieba, czy z Nieba do Piekła. Po prostu nie da się.

PS2. Cóż... Ja nic nie stracę, a Wy możecie coś zyskać... No dobra. Powiem wam, czym są
Budzik i Coś. Budzikiem jest przejście od tych, którzy się nami opiekują do Samodzielności.
I tym właśnie jest Coś - Samodzielnością. Jeszcze raz życzę powodzenia!

PS3. Co do PS1. Tym Czyśćcem jest Ziemia. Tak, ta Ziemia, na której żyjemy.