Poniedziałek:
Dziś po południu pogadałem trochę ze swoją kumpelą, Madzią. Znamy się z internetu. Rozmawialiśmy o tym, co u nas w szkołach, jak leci, i o tym podobnych. Przegadaliśmy dość trochę czasu, aż wreszcie Madzia stwierdziła, że musi lecieć, bo już za długo na dziś przesiedziała w necie. Cóż, pogadamy kiedy indziej, w końcu czat Interii jest dostępny cały czas. Potem wysłałem jeszcze maila do kumpla z drugiego końca Polski. Poznałem go poprzez forum pewnego serwisu.
Wtorek:
Po szkole musiałem się dużo uczyć na jutrzejszą klasówkę, ale później miałem wreszcie trochę czasu dla siebie. Sprawdziłem swoje konto pocztowe i okazało się, że przyszła odpowiedź od założyciela ciekawej amerykańskiej strony, z którym czasem korensponduję. Jak dobrze znać angielski. Przeczytałem jego opinie na temat moich stwierdzeń. W niektórych się ze mną nie zgodził. No cóż, tak to jest podczas rozmów z Amerykanami...
Środa:
Dzisiaj po lekcjach wracałem do domu z wielką euforią. Nie tylko dlatego, że jakoś udało mi się napisać spradzian. Dzisiaj jadę się spotkać ze swoją dziewczyną! Dawno się nie widzieliśmy, ale cóż, w końcu mieszkamy prawie sto kilometrów od siebie. Gdyby nie spotkanie się na czacie, dzisiaj bym jej nie znał. Dopiero pod wieczór wsiadłem w pociąg powrotny i wróciłem do domu - bo jej rodzice już wrócili :-)))). Przed snem pogadałem jeszcze z kilkoma kumplami na IRC-u. Wiem dzięki temu, że tam, gdzie mieszka jeden z nich, odbywało się dzisiaj jakieś regionalne święto. Ja tam o tym nic nie wiem, w końcu to jest w innym województwie.
Czwartek:
Po szkole, w której na szczęście ostatnio nie mamy za dużo roboty - będzie więcej czasu na kontakty towarzyskie na IRC-u - zjadłem obiad i posiedziałem trochę w necie, przy okazji wysyłając e-maile do przyjaciół z całej Polski. Potem z nudów weszłem na jakiś międzynarodowy czat, na którym spotkałem jakiegoś gościa z Chin. Na szczęście dość dobrze mówił po angielsku, więc sobie nieco pogadaliśmy. Wiecie, że w wiosce jego wujka nastąpiła klęska żywiołowa wywołana monsunem? Ponoć mieli z tego powodu bardzo duże straty. Poza tym opowiedział mi, jak piękny jest Hongkong. Ja za to opowiedziałem mu o tym, jak u nas dużo zamętu z powodu likwidacji czterech kopalń, w tym jednej w moim mieście. Był tym bardzo poruszony, tym bardziej, że wcześniej o tym w ogóle nie słyszał. Ale nie ma co się dziwić, w końcu mieszka kilkanaście tysięcy kilometrów stąd...
Piątek:
Po szkole wreszcie zaczął się dla mnie weekend. Odrobiłem szybko lekcje, żeby przez najbliższe dwa dni móc siedzieć przed kompem, ile chcę. Oczywiście wszedłem na trochę do netu, gdzie sprawdziłem pocztę i dowiedziałem się na IRC-u od koleżanki, że u nich w domu kupili sobie figowca doniczkowego, a jej 3 lata starsza siostra przefarbowała sobie włosy. Poźniej, po rozłączeniu się, grałem trochę. Już potem, na chwilę przed kolacją, wyszłem do sklepu po coś do picia, nie zawierającego bynajmniej C2H5OH. Wyszedłszy z klatki, spostrzegłem gościa, który mieszka w bloku obok. Widuję go od ładnych paru lat, ale nie wiem nawet, jak się nazywa, bo nigdy nie chciało mi się go spytać. Ciekawe, co to za jeden... A, mniejsza z tym, teraz myślę o tym, że wieczorem muszę e-mailem spytać o coś kumpla!
Relacjonował 5 dni ze swojego życia
PS. Wiem, że za np. za dużą liczbę "emoticonek", używanie wyrazów w stylu "jush" bądź marną ortografię tekst może zostać odrzucony, ale "buźki" są w całym tekście tylko dwie, slangu nie używałem, a pisownię ręcznie sprawdziłem, choć błędów i tak raczej nie robię. Mam nadzieję, że Eddie nie znajdzie nic innego.
PS2. Pozdrowienia dla Donalda, Dziadka Mroza i Dela - piszecie świetnie, oby tak dalej!