A jednak ściąganie?
Czyli ściągi hurtem
Stara jak sama szkoła plaga nauczycieli i jedyny ratunek uczniów- ściąganie. Warto się jednak zastanowić czy naprawdę jedyny?
Ściąga w kieszeni, w rękawie, w
piórniku, przylepiona do ławki;
ściąganie w pojedynkę, masowe, grupowe- ot,
zwykła, szara uczniowska codzienność. Lekki dreszczyk, gdy nauczyciel przechodzi
obok i odwieczne pytanie: zauważy czy nie? Odbierze czy też niczego nie widział?
Ogromna ulga, gdy wszystko minie bez problemów... Cóż nad ściąganie!
Czasami się nie uda, ale cóż, każdemu zdarzają się wpadki. A jak już cię
przyłapali na gorącym uczynku, pozostaje tylko oczekiwanie na reakcję ze strony
szanownego pedagoga. Jedni uśmiechają się dziwnie ( od razu widać, że coś nie
tak) i po chwili twoja ściąga ląduje w koszu na śmiecie. Bardziej pospolitą
reakcją jest postawienie pały, niektórzy jednak nie widzą (czasami poprostu nie
chcą widzieć).
Szkolny przemysł produkcji ściąg i sposobów ściągania rozwija
się w bardzo szybkim tempie, więc nawet wyćwiczone oko nauczyciela ma coraz
większe trudności z wyśledzeniem niecnych praktyk uczniowskich.
powiadają ludzie (a jak wiadomo w każdej plotce jest odrobina prawdy), że
sama procedura powstawania ściągi może okazać się nawet użyteczna. Podobno po
napisaniu wszystkich danych na tym małym skrawku papieru, coś jednak w główce
pozostaje.
Ale na własnej skórze przekonałam się o tym, że niestety ściągi
już są produkowane masowo. Otóż pewnego pięknego dnia siedziałam sobie na
przerwie i coś grzecznie przepisywałam(nie, nie ściąga:)), gdy podszedł do mnie
kolega z klasy:
-O!!! Jak skończysz, to dasz mi przepisać?
-Co?
-no,
swoją ściągę! Nie szkoda ci jej chyba. Pójdę poproszę, by mi ją
skserowali...
-Ale to nie jest ściąga -starałam się wyjaśnić, wymachując mu
kartką przed oczyma.
-Ech, dobrze, pójdę do XXXX...
Czy to już nie przesada, żeby "ściągać ściągę" (masło maślane:))? A może tylko w mojej szkole wymyślili coś tak absurdalnego, jak "daj mi przepisać swoja ściągę" Przepisać? Nie! On leni się nawet przepisywać! lepiej pójdzie i skseruje sobie tę ściągę.
Od tej pory, kiedy to wychowawca klasowy niechcący wydał ogromną tajemnicę,
że do szkoły chodzimy, aby się czegoś nauczyć (ledwo szoku nie dostaliśmy!!:)),
przychodzą mi do głowy rewolucyjne wręcz myśli. A może czas poświęcony na
pisanie ściągi można wykorzystać na przeczytanie zadanego tematu?***
Czy,
może nieco gorsza, ale zasłużona ocena nie przynosi więcej satysfakcji?
Śmiejcie się, śmiejcie, ale nie pamiętam już kiedy ostatnio pisałam jakąś
ściągę (skleroza w zaawansowanym stadium:)) i jakoś przeszłam do następnej
klasy.
Wiem, że takim tekstem przewrotu nie dokonam (lecz rewolucja to będzie jak
umieszczą moją pisaninę obok tekstów typu "Moja ściąga" czy "Ściąganie masowe w
praktyce"), ale może do kogoś dotrze, że ściąganie to nie jedyny sposób na
przeżycie w szkole.
A jak ktoś nadal drukuje ściągi hurtem, to niech zada
sobie pytanie: Dlaczego chodzi do szkoły? Czy po to, żeby zdobyć wiedzę i zostać
Kimś, czy dlatego, że każą rodzice?
***UWAGA: ze względu na bezpieczeństwo wasze i waszej rodziny nie próbować tego w domu!