PO, czyli przysposobienie obronne, to jedna z lekcji, na które miałem (i
jeszcze będę miał) nieprzyjemność chodzić. Na szczęście u mnie w gimnazjum
lekcja ta odbywa się raz w roku, a dokładniej po klasyfikacji (czyli tuż przed
zakończeniem roku szkolnego). Jest tylko jeden problem: lekcja ta odbywa się
przez cały dzień, tzn. od 8.00 do 15.00, czyli aż 7 godzin! Pewnie zastanawiacie
się, dlaczego tak bardzo nie lubię PO? Wytłumaczę wam to w dwóch punktach.
Dlaczego w dwóch? Dlatego, że takich lekcji PO miałem już dwie: pod koniec
pierwszej klasy gimnazjum i pod koniec drugiej klasy gimnazjum.
1. W pierwszej klasie lekcje prowadził koleś, który w mojej szkole już dość długo uczy. Wszystko nawet fajnie się zaczęło, mieliśmy się uczyć pozycji bocznej ustalonej oraz zawijania ręki w bandaż, chustę, itp. Oglądaliśmy dość długi film na ten temat. Ogólnie nauczyciel umiał wytłumaczyć i pokazać co trzeba. Ale były dwa "ale". Pierwsze "ale" było małe: facet zrobił nam tylko dwie dziesięciominutowe przerwy (a pracowaliśmy 7 godzin!). Jednak drugie "ale" było już poważniejsze: koleś na koniec postanowił nas sprawdzić i każdemu na ocenę (którą to potem miał wykorzystać za rok) kazał zrobić pozycje boczną ustaloną. Kiedy wystawił oceny, okazało się, że ten gościu faworyzuje dziewczyny! Bo jakim cudem wszystkie dziewczyny dostały 5, a wszyscy chłopcy 3?! W dodatku jak ja robiłem pozycje boczną ustaloną na ocenę, to koleś się na mnie prawie w ogóle nie patrzył. Czasem pare razy spojrzał, ale to i tak rzadko Jak mi postawił tróję (tak jak innym chłopakom), to się go zapytałem na jakiej podstawie, skoro prawie się na mnie nie patrzył. A ten mi na to: Ja jestem jak aparat fotograficzny, wystarczy, że raz spojrzę i już wiem na jaką ocenę zasłużyłeś. Taaa, jasne. To jakiś kiepski z pana aparat, skoro wszystkich chłopaków sfotografował na ocenę 3, a dziewczyny na 5. Ja wiem, że dziewczyny to płeć piękna i w ogóle są fotogeniczne, ale bez przesady...
2. W drugiej klasie okazało się, że PO będziemy mieli z innym nauczycielem, a konkretnie z nauczycielką. Stary nauczyciel PO odszedł na emeryturę (jaka szkoda:)). Dzięki temu nowa nauczycielka nie wie o ocenach z poprzedniej klasy. Wszystko się zapowiadało świetnie, gościówa nam robiła przerwy, tak jak są normalnie (czyli 45 minut lekcji i 10 minut przerwy) i miała ciekawy sposób nauczania (np. rysowaliśmy komiks). Z tym, że to co mieliśmy się uczyć w drugiej klasie było już gorsze. A najgorsze było sztuczne oddychanie. Wierzcie mi, że całowanie się z manekinem nie było przyjemne. A śmierdział on, że hej:). Za to przynajmniej na tych lekcjach mogliśmy się trochę ponabijać.
Z chęcią bym ominął te lekcje PO, ale mamy to zdawać pod koniec trzeciej klasy gimnazjum. A poza tym z tego co wiem, to jest to potrzebne, żeby zdać na prawo jazdy. W ogólniaku, do którego będę chodził za rok (mam nadzieję, że zdam:)), lekcje PO mają się odbywać przez całą pierwszą i drugą klasę, jedna lekcja (czyli 45 minut) tygodniowo. Jednak wszystko się jeszcze może zmienić. Mam nadzieję, że jakoś tam będzie, muszę po prostu luźno podejść do tej lekcji, to wtedy nie będzie ona taka zła, jak ją dotychczas postrzegałem.
Smoothguy (gohan_marcin@poczta.onet.pl)
PS Zastanawiam się, jak u innych wyglądają lekcje PO, chyba nie tylko u
mnie jest tak źle:)