![]() ![]() | ||
| menu | « UFO » | about |
|
Autor: Linda Moulton Howe
Szkic numer 5 [mówi Linda Porter] Ta sprawa jest dla odmiany bardzo dziwna. Przypuszczam, że to może być prawda. [Obce istoty] powiedziały mi [przed rokiem 1991] o miejscu noszącym nazwę Sycamore Remote Facility1 należącym do General Dynamics, przynajmniej według nich. Mieści się ono w południowej Kalifornii w kierunku na San Diego w rejonie Poway. Podobno jest to poligon testowy rakiet, jednak w rzeczywistości w miejscu tym przechowywane są pojmane przez nasz [tj. amerykański - Naz] rząd obce istoty. Podobno jest tam budynek, który sięga w głąb ziemi na pięć, sześć pięter. Na najniższym piętrze znajduje się bardzo duże pomieszczenie, w którym trzymane są ciała obcych istot umieszczone w odpowiednich pojemnikach. Na rysunku 5 przedstawiam szkic takiego pojemnika. Pojemniki stoją na betonowych postumentach. Nie wiem, czy są z pleksigasu, czy też innego materiału, są jednak przezroczyste, dzięki czemu znajdujące się w nich istoty dobrze widać. Jest tam też pewna szczególna istota, którą obce istoty chcą odzyskać. Z jakiegoś względu, co było wielokrotnie podkreślane, chcą, jak mi się zdaje, abym wiedziała, kim ona jest. Sugerowano mi również, że trzymane tam istoty są wciąż żywe, że utrzymywane w stanie kriogenicznym, w stanie zawieszonej świadomości. Wmawiano mi, że są żywe, mimo iż są nieprzytomne. Jak już mówiłam, nie wiem, czy to prawda. Całe pomieszczenie jest kontrolowane przy pomocy komputerów. Wszystkie pojemniki są, jak sądzę, monitorowane komputerowo przez dwadzieścia cztery godziny na dobę – z ich pomocą sprawdzane są warunki bytowania trzymanych w nich istot. Istota przedstawiona na szkicu numer 5 ma bardzo ludzki wygląd. Nie jest do nich [szaraków] w ogóle podobna. W górnej części tułowia ma coś w rodzaju siatkowej kamizelki, cała reszta jest czarna. Ma piaskowoblond włosy i chłopięcy wygląd, aczkolwiek ma najprawdopodobniej ponad trzydzieści lat. Zabezpieczenia na drodze wiodącej do tego pomieszczenia są wręcz niesamowite. Mają [rząd USA] zamki cyfrowe, których kombinacje cyfr zmieniają się co dwie godziny i te zamki, a raczej pudełka, do których wprowadza się te cyfry, znajdują się w przezroczystych pomieszczeniach – nie wiem dokładnie, z czego wykonane są ich ściany, być może z pleksiglasu – które w razie zagrożenia są błyskawicznie wypełniane gazem. Kiedy więc dostanie się tam ktoś niepowołany i będzie starał się otworzyć taki zamek, wystarczy, że straż przyciśnie przycisk wyzwalający gaz porażający system nerwowy, aby go unieszkodliwić. Sparaliżowany musi czekać na kolejne etapy procedury odbezpieczającej. Pod całym regionem Sycamore rozciąga się podobno system podziemnych tuneli komunikacyjnych prowadzących z bazy marynarki wojennej w San Diego do tego obiektu i jeszcze jednego miejsca, w którym znajduje się do niego wejście. To nie do wiary, ale wejście prowadzi przez garaż dobudowany do zupełnie zwyczajnie wyglądającego domu posadowionego na wzgórzu położonym na ilozowanym terenie. Garaż jest wejściem do podziemnej sieci tuneli, które przechodzą przez wzgórze. Jeśli coś z tego jest prawdą, oznacza to, że amerykańskie społeczeństwo nie ma o tym pojęcia, jak również, na co są wydawane publiczne pieniądze. Powiedziano mi, że dwaj młodzi marynarze zostali zabici z polecenia rządu, tylko dlatego, że dowiedzieli się o tym miejscu. Ich rodzicom oświadczono, że zginęli w wypadku samochodowym, do którego doszło rzekomo w ich jednostce wojskowej. Istoty nie będące ludźmi i znajdujące się w stanie zawieszonych czynności życiowych opisywałam już w innych swoich opracowaniach. Opisywał je również jeden z najwybitniejszych badaczy zjawiska UFO, Leonard Stringfield, między innymi w opublikowanym w lipcu 1991 raporcie UFO Crash/Retrievals: The Inner Sanctum, Status Report VI (Katastrofy odnalezienia NOLi: Wewnętrzne Sanktuarium – Raport nr VI). Stringfield zmarł w roku 1995 po długiej chorobie. W raporcie tym podaje zapis wywiadu przeprowadzonego w Houston w Teksasie przez badacza Rona Madeleya z pewnym starszym mężczyzną, do którego zwracał się per Epigoni. Epigoni twierdził, że wie o dysku i jego załodze, który wylądował w pobliżu bazy sił powietrznych Edwards w Kalifornii: “...i otworzyły się drzwi, i wyszli przez nie faceci, i położyli się na ziemi. Trap, którym zeszli, schował się do statku, podobnie podpory i statek osiadł na ziemi.”. Humanoidzi leżeli tam, dopóki “dysk i jego załoga nie zostali przetransportowani do zabezpieczonego budynku w bazie, gdzie mieli być poddani badaniom naukowym”. Epigoni oświadczył Madeleyowi, że latający spodek był “trzymany w dużym hangarze” i poddawany badaniom. Kiedy badano powierzchnię statku w miejscu, gdzie otworzyły się drzwi, okazało się, że jest ona “równie gładka jak w innych miejscach – nie było żadnej szczeliny”. Epigoni przypuszczał, że humanoidzi, którzy położyli się na ziemi, musieli przejść w stan zawieszonych czynności życiowych, w który zostali “wprowadzeni zdalnie z innego pojazdu”, znajdującego się prawdopodobnie w innym miejscu. Kiedy któregoś razu zapytałam o to zdarzenie pewnego emerytowanego mężczyznę, który miał podobno bezpośredni kontakt z ludźmi z MJ-12, był bardzo zaskoczony. “Skąd, u diabła, wiesz o tym?” - zapytał niemal ze złością. Potem powiedział, że w dniu, w którym ten statek wylądował i wyszły z niego obce istoty, które następnie położyły się i weszły w stan “zawieszonych czynności życiowych”, planowano przeprowadzenie próby z tajną bombą. Zgodnie z tym, co mi oświadczył, po wyladowaniu tego statku próbę z bombą odłożono, ponieważ MJ-12 bało się, że istoty leżące na pustyni są ostrzeżeniem i że może nastąpić odwet, jeśli próba zostanie przeprowadzona. Czy relacja Shermana była dokładniejsza, czy mamy tu do czynienia z dwoma różnymi zdarzeniami? Ani Linda Porter, ani ja, nie miałyśmy w lutym 1991 roku żadnych danych co do prawdziwości tych informacji, to znaczy, kiedy opowiedziała mi o swoich wzięciach, które sprawiły, że zaczęła zastanawiać się, czy rząd USA nie przetrzymuje czasem jednej lub więcej obcych istot znajdujących się w stanie zawieszonych czynności życiowych. Jej ówczesny kalifornijski dom w Porterville był położony w prostej linii na zachód od China Lake Neval Weapons Center (Ośrodek Doświadczalny Broni Marynarki Wojennej China Lake) i jednocześnie na północny zachód od bazy sił powietrznych Edwards. Kolejny fragment nagrania na taśmie magnetofonowej Lindy zawierał opis innego zdarzenia, również dotyczącego wzięcia, który nie był tym razem uzupełniony szkicami.
Pewnego razu pokazano mi pomieszczenie, w którym znajdowały się bardzo wysokie, przezroczyste, podobne do rur pojemniki [cylindry] stojące w rogu tego pomieszczenia na podwyższonych postumentach. Wewnątrz nich byli umieszczeni w pozycji pionowej nadzy, wyglądający na uśpionych, ludzie. Wyglądali jakby byli wprowadzeni w stan zawieszonych czynności życiowych. Nie sądzę, aby byli martwi, ponieważ ich kolor był zbyt żywy. Unosili się w czymś, co wyglądało jak purpurowy gaz. Był on bardzo gęsty i trudno było przezeń cokolwiek zobaczyć. Dostrzeżenie niektórych szczegółów było możliwe tylko dzięki temu, że gaz wirował. Nigdy nie udzielono mi jakichkolwiek wyjaśnień na ten temat, a przynajmniej niczego takiego nie pamiętam. Po prostu zaprowadzono mnie do tego pomieszczenia, pokazano te pojemniki i wyprowadzono. To wszystko. Nie przypominam sobie, abym zadawał jakiekolwiek pytania, ani jakichkolwiek wyjaśnień z ich strony. Swój list zakończyła następującymi słowami:
Naprawdę chcę się dowiedzieć, o co tu chodzi. To przecież cos okropnego. Całe moje życie zostało pogmatwane, przynajmniej ja tak to odczuwam, i ani trochę mi się to nie podoba.
Napisałam do niej nie zwlekając ani chwili i poprosiłam, aby spróbowała narysować w kolorze wiązkę światła, przy pomocy której była przeniesiona, ludzi-cienie i wszystko, co udało się jej zapamiętać na temat ludzi w cylindrach, ponieważ zależało mi na uzyskaniu dokładniejszego obrazu tego, co starała mi się opisać. Kilka tygodni później otrzymałam od niej pełen emocji list z załączonymi do niego kilkoma szkicami, tym razem wykonanymi kolorowymi kredkami. Oto, co napisała na temat rysunku numer 6.
Istota przypominająca modliszkę i pomieszczenie wypełnione światłem. To wspomnienie staje się z upływem czasu coraz wyraźniejsze. W czasie [seansu hipnotycznego przeprowadzonego przez Richarda Hainesa w roku 1988] to wspomnienie tak mnie przeraziło, że nie mogłam sobie nic więcej przypomnieć. Teraz wiem, że ta istota powoli wyszła zza rogu i stanęła na wprost mnie. Stała nieruchomo i czekała, jak gdyby wiedziała, jakim przerażeniem napełnia mnie jej widok. W końcu zaczęła do mnie mówić, chociaż w tej chwili nie potrafię sobie przypomnieć, co takiego. Zdawała się mieć w sobie dużą dozę dostojeństwa i odniosłam wrażenie, że jest dosyć stara. Po skończeniu tego, co miała do powiedzenia, wyprowadziła mnie z pomieszczenia [tego wypełnionego gęstym światłem]. Wspomnienie to kończy się obrazem, w którym wchodzę do jakiegoś pomieszczenia z myślą “przekształcona w światło”. Cokolwiek to znaczy, ma coś wspólnego z tym, co się wydarzyło. Zarówno ciała w cylindrach, jak i wrażenie “przekształcona w światło” bardzo nas zastanawiały. W tym czasie, na początku 1991 roku, nie miałam kontaktu z żadnym innym przypadkiem wzięcia przypominającym jej przypadek. Uważałam, że utrzymywanie z nią kontaktu jest ważne. W trakcie następnych ośmiu miesięcy często rozmawiałyśmy telefonicznie, po czym 24 października 1991 roku napisała do mnie, że użyła na próbę taśmy umożliwiającej wprowadzenie siebie w autohipnozę, aby się zrelaksować i przypomnieć sobie więcej szczegółów. Napisała, ze zrozumiała, iż istota-modliszka i pokój wypełniony światłem były związane z ludźmi w cylindrach i dołączyła do listu jeszcze dwa szkice, aby “uwidocznić ostatnią część wspomnienia”. Oto, co udało się jej przypomnieć:
Kiedy miałam dwanaście lat bardzo poważnie rozchorowałam się. Miałam bardzo wysoką gorączkę i mocno zainfekowane gardło. Gorączka była tak wysoka, że miałam halucynacje. Przypominam sobie, że miałam uczucie, iż latam pod sufitem i spoglądam z góry na swoje leżące w łóżku ciało. Byłam bardzo chora. Moi rodzice nie wierzyli w lekarzy, więc zostawiono mnie sobie samej, abym sama odzyskałam zdrowie, czego też dokonałam, a przynajmniej tak wówczas sądziłam! Zabrano mnie na pokład statku, gdzie to wszystko się dokonało. Mimo iż wszystko rozpoczęło się przy udziale stworzenia podobnego do modliszki, obcy, który był ze mną w trakcie wszystkich moich przeżyć, był białawy, miał około półtora metra wzrostu lub trochę więcej i ogromne oczy z czarnymi źrenicami. Wszystkie szkice, o których mówiłam, odnoszą się do zdarzenia, w czasie którego zabrano mnie do “pokoju światła”, gdzie pokazano mi człowieka w wieku około czterdziestu pięciu lat bardzo bliskiego śmierci. Leżał w prostokątnym pojemniku. Nie przypominam sobie przebiegu tego procesu, pamiętam tylko, że jego dusza została wyjęta z jego umierającego ciała! Wyszła z ciała w okolicy splotu słonecznego. Miała długość około pół metra, szerokość 15 centymetrów i była tak piękna, że aż zapierała dech w piersi. Miała delikatny, zmienny żółty kolor z jasnobiałym rdzeniem, który emanował łagodne ciepło. Wokół żółci było pastelopomarańczowe obrzeże. Dusza przepłynęła przez pokój do innego ciała, które wyglądało jak ten umierający człowiek, tyle że 25 lat temu. Nowe ciało było chyba puste. Nie przychodził mi do głowy inny sposób wyrażenia tego – było jak pusty pojemnik. Stare ciało miało teraz niebieskawy kolor i z pewnością było martwe. Dusza unosiła się nad nowym ciałem, które było ustawione w pozycji stojącej w cylindrze. Było lekko pochylone do przodu i niczym nie podparte. Potem dusza opuściła się i wniknęła w nie przez tylną szczytową część głowy, po czym przeszła w dół aż do obszaru między łopatkami. Następnie całkowicie zespoliła się z ciałem i usadowiła przed kolumną kręgosłupa w rejonie splotu słonecznego. Potem jakby rozciągnęła kilka centymetrów w górę i w dół. W tym momencie ciało przybrało wygląd “zajętego”, jak gdyby uśpionego. Prostokątny pojemnik, w którym znajdowało się “stare”, puste ciało, napełnił się cieczą, która miała za zadanie zabezpieczyć tkanki do czasu wykonania sekcji zwłok. Chcieli dowiedzieć się, w jaki sposób dostała się do niego pewna trucizna i jak się w nim rozprzestrzeniła, a także w którym momencie osiągnęła poziom, w którym organizm nie był już w stanie z nią walczyć. Powiedziano mi, że po sekcji ciało zostanie wyrzucone. Byli bardzo zdziwieni, że jest mi z tego powodu smutno, że to ciało zostanie po prostu wyrzucone za burtę! Powiedzieli mi, że to tylko pojemnik duszy i samo w sobie nie przedstawia żadnej wartości. Uważają, że nasz zwyczaj pochówku jest barbarzyński. Nie widzą żadnej różnicy między pustą puszką po piwie a pustym ciałem. Powiedziano mi, że ten sklonowany [odrodzony] człowiek zostanie umieszczony gdzie indziej [przypuszczalnie w Australii] i będzie tam kontynuował swoje życie. Częściowym powodem, dla którego pobierają próbki tkanek od ofiar wzięć, gdy są jeszcze młode, jest stworzenie rezerwy tkanek na wypadek konieczności dostarczenia nowego ciała w późniejszym okresie życia. Nowe ciała można magazynować w nieskończoność. Pojemniki przedstawione na szkicu z trzema ludźmi w cylindrach służą do magazynowania ciał. Pojemniki, które przedstawiłam na obu szkicach, które ci przesłałam, to pojemniki “aktywacyjne”. Mają one światło na szczycie, które musi być włączone nad daną osobą przez pewien [nieznany] okres czasu przed jego aktywacją, o ile ciało było w stanie przechowywania. Jeśli ciało jest świeżo sklonowane, nie potrzebuje światła. Na szkicu z trójką ludzi w cylindrach, ciało najbardziej na prawo [z powodów chyba oczywistych szkiców tych nie opublikujemy; zachęcam do nabycia archiwalnych numerów kwartalnika “UFO” (nr 49 i 50) – Naz] było [młodszym] ciałem, które dano mężczyźnie. Odniosłam wrażenie, że [obce istoty] nie chcą przeprowadzać tego transferu duszy zbyt często. W rzeczy samej odniosłam wrażenie, że w ogóle nie wolno im tego robić. Zdaje się jednak, że zostali zapędzeni w ślepą uliczkę i nie mają innego wyjścia. Wydaje się jednak, że starają się ukryć swoją działalność przed jakąś “wyższą” formą życia. Kim jest ta wyższa “władza” zakazująca transferu dusz, zakazała im ona również wtrącania się w ziemskie sprawy. (?) Ktokolwiek to jest, jest znacznie bardziej rozwinięty od nich i posiada potężną władzę nad wieloma innymi rzeczywistościami. C.D.N. za miesiąc. ![]()
Opublikowano za zgodą czasopisma "UFO". ______________________________ Adres: Kwartalnik "UFO" Skrytka pocztowa 41 15-959 Białystok-2 Tel./Fax: (0-px-85) 653 55 11 E-mail: ufo@ufo.com.pl ______________________________ www.ufo.com.pl | ![]()
Lunar design: (c) Nazcain | |