|
Jak wiadomo każdy piłkarz musi kiedyś przestać błyszczeć na boisku, lecz niektórzy trzymają się krócej, a inni dłużej. Ja w moim dzisiejszym artykule postanowiłem opisać przypadki szybkiego wygaśnięcia wielkich talentów i sław polskiego, teraźniejszego futbolu. Na początek zawodnik, którego przy pisaniu tego tekstu nie mógłbym ominąć, mówię oczywiście o panu Marku Citko. Zawodnik ten kilka lat temu wsławił się przede wszystkim bramką strzeloną na angielskim, legendarnym stadionie Wembley. Wielu z Was - drodzy czytelnicy na pewno pamięta tę wspaniałą bramkę. Później dla Marka działo się już tylko lepiej, jego Widzew Łódź zdobył mistrzostwo, a on sam stał się najlepszym strzelcem łódzkiego zespołu. Kariera coraz bardziej się rozwijała, zagraniczne kluby z lig takich jak pierwsza Bundesliga czy Premiership bardzo interesowały się grą Marka Citko. Niestety podczas pewnego feralnego spotkania wielki polski talent - napastnik Marek Citko został sfaulowany. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby Citko nie nabawił się kontuzji. Po długiej rehabilitacji wrócił do swojego Widzewa, lecz nie świecił już tak techniką czy szybkością, a wręcz przeciwnie doznał kolejnej, może nie tak poważnej aczkolwiek zawsze kontuzji i znów na ponad miesiąc wyleciał z gry. Może gdyby Citko po tej przerwie strzelił kilka goli rozkręcił by się, jednak władze łódzkiego klubu piłkarskiego Widzew nie dały mu wiele czasu na powrót do fenomenalnej formy z sezonu 1996/97 czy chociażby z 1997/1998. Marek został więc z wielkiego super-snajpera zwyczajnym rezerwowym napastnikiem. Jak wiadomo Citko nie pogodził się z tym, a resztę jego historii zna chyba każdy. Citko porozumiał się z władzami łódzkiego klubu i odszedł do Legii. Tam jednak także nie grał zbyt często, a działacze Legii wypożyczali go co chwila do różnych zespołów. W czasie rundy jesiennej tego sezonu (2002/2003 jakby ktoś z innej epoki :) ) Marek został wydalony z zespołu "legionistów". W ostatnich dniach mówi się o jego tułaczce po wielu klubach drugiej ligi polskiej, najprawdopodobniej jednak Marek najbliższą rundę spędzi w zespole Piotrcovii Ptak. Według mnie przejście tego jeszcze nie najstarszego zawodnika do Piotrcovii oznacza ostateczne wygaśnięcie jego gwiazdy.
Jako, że zapewne już nigdy nie przeczytacie nic dobrego o Marku Citko przypomnę Wam jego metryczkę:
imię: Marek
nazwisko: Citko
dyscyplina sportu: piłka nożna
klub: tymczasowo brak
data urodzenia: 27.03.1974
miejsce urodzenia: Białystok
numer na koszulce: 6
wzrost: 174 cm
waga: 66 kg
sukcesy:
udział w rozgrywkach Ligi Mistrzów z Widzewem Łódź (1996 r.)
gra w kadrze narodowej (1996-1998)
dwa tytuły mistrza Polski wraz z Widzewem (sezony: 1996/1997 i 1997/1998)
Następnym zawodnikiem na mojej czarnej liście jest Maciej Szczęsny. O tym zawodniku nie napisze na pewno tyle co o Citce, bo odszedł "śmiercią naturalną". Jeszcze jakieś dwa lata temu uznawałem go za jednego z najlepszych polskich bramkarzy i dziwiłem się dlaczego nie gra w kadrze, oczywiście wiedziałem, że mamy bramkarzy jak Dudek, Matysek, Sidorczuk czy chociażby Szamotulski, ale według mnie to Szczęsny byłem numerem jeden... no góra dwa. Szczęsny grał w rozwijającej się Wisełce coraz to lepiej i z roku na rok bronił coraz pewniej. Niestety w poprzednim sezonie Maciej odniósł kontuzje w skutek czego musiał długo pauzować. Władze Wisły Kraków musiały się jakoś zabezpieczyć dlatego kupiły przed tym sezonem byłego bramkarza francuskiego zespołu RC Lens. Angelo Hugues, bo o nim mowa nie zyskał na początku zbytniego poparcia kibiców ani - tym bardziej prasy. Mylił się niemal w każdym meczu tymczasem wszyscy czekali na powrót Szczęsnego. Nagle patrzę, a w studiu sport zamiast Tomaszewskiego (w sumie nie jest taki zły) siedzi Maciej Szczęsny nadal jeszcze piłkarz krakowskiej Wisły. Byłem niesamowicie zdziwiony wyglądem pana Maćka, siedział w marynarce z włosami na żel. No, no, no - pomyślałem - ciekawe ile mu zapłacili? Byłem jeszcze bardziej zdziwiony, gdyż Szczęsny mówił o Wiśle tak jakby już w niej nie był, bardzo ciepło, lecz już bez błysku w oczach. Myślałem już o najgorszym, o tym, że Maciej Szczęsny został wyrzucony przez działaczy Wisły. Niestety kontrakt został zerwany, lecz nie przez władze klub, a przez pana Macieja. Teraz Szczęsny jest jednym z prowadzących w TVP dział piłkarski. Ostatnio niemal zawsze siedzi w studio. Ogólnie rzecz biorąc chyba dobrze się stało. Szczęsny ma ciekawą, nową i interesującą pracę, a Angelo Hugues czuje się pewniej na bramce w zespole mistrza Polski.
Z trzecim zawodnikiem opisywanym w tym artykule historia jest jednak najgorsza. Domyślacie się pewnie o kogo chodzi. Nie myliliście się :( Chodzi o pana Krzysztofa Nowaka. Jeszcze niedawno rozkręcał się w Bundeslidze i był jednym z głównych zawodników VfL Wolfsburg. Kibice, działacze, trenerzy jak i sami zawodnicy mówi o nim w superlatywach jakim to jest dobrym piłkarzem, kolegą czy nawet człowiekiem. Pan Krzysiek był gwiazdą Wolfsburga, a i tak pozostał bardzo skromny. Wcześniej Nowak grał także w ekstraklasie brazylijskiej, a dokładniej w klubie Atletico Paranaense. Z klubu tego pochodzi wiele gwiazd światowego futbolu. Niestety Krzysztof Nowak nie miał tyle szczęścia. Przez te trzy sezony w Wolfsburgu udało mu się osiągnąć tylko lub aż (niepotrzebne skreślić) półfinał Pucharu Niemiec. Później kiedy miał już ustatkowane miejsce w tym niemieckim klubie zaczął chorować, początkowo wyglądało to na zwykłe osłabienie, lecz później zaczęło się to rozprzestrzeniać i Nowak musiał przestać grać. Do piłki już nie wrócił. Zapewne wszyscy znacie dalszą historię pana Krzysztofa. Lekarze powiedzieli, że ten polski piłkarz jest chory na jakiś nieznany, nieuleczalny wirus. Na szczęście Nowak nie poddał się i założył fundacje, kilka dni temu na stadionie VfL Wolfsburg odbył się mecz, z którego dochód przekazany został na fundacje Krzysztofa Nowaka. Także i Polski Związek Piłki Nożnej ruszył się trochę i z każdego biletu na mecz eliminacyjny mistrzostw Europy z Węgrami przekaże złotówkę na Nowaka. My kibice jesteśmy niemal bezsilni, lecz my także mamy jakiś dług co do Krzysztofa, nie możemy go nigdy zapomnieć, bo walecznością, techniką i niesłychanym kopem przewyższa według mnie wiele gwiazd piłki nożnej.
Na cześć Krzysztofa Nowaka - hip, hip! HURA!
To już koniec tej listy, radzę Wam drodzy czytelnicy sporządzić podobną listę i wysłać ją do nas, za co z góry serdecznie dziękuje.
Wiktor Szpunar
|