Małomiasteczkowość
Ten trochę
przydługi tytuł kryje w sobie artykuł o
tym, dlaczego w ostatnich latach coraz więcej zespołów w najwyższych polskich
ligach sportowych pochodzi z małych miejscowości. Zatem bez zbędnego wyrabiania
normy we wstępie, przechodzę od razu do sedna sprawy.
Od pewnego czasu można zauważyć w światku
futbolowym ekspansję drużyn z mniejszych miast. No bo jak inaczej można
określić Amicę Wronki, Groclin Grodzisk, Górnika Polkowice czy Świt Nowy Dwór
Mazowiecki? Są to drużyny jak najbardziej pochodzące z miast, ale nie wielkich
aglomeracji. Co więc powoduje, że zespoły takie znajdują sobie miejsce w
elicie i nierzadko "rozdają w niej karty"?
Zespoły te (w większości) mają bogatych sponsorów, związanych z miejscowością bądź regionem, którzy chcą się choć trochę wypromować przez zespół piłkarski. Do takich osób należy z pewnością Zbigniew Drzymała, sponsor grodziskiej jedenastki. Dorobił się dzięki produkowaniu tapicerki samochodowej i postanowił zainwestować w słabą (wtedy chyba piątoligową) drużynę. Jego team szybko piął się w górę po kolejnych ligach dzięki temu, że właściciel dokupował coraz lepszych zawodników. Na początku byli to w większości piłkarscy emeryci, którzy zaprowadzili Groclin aż do pierwszej ligi. Od niedawna jednak nie ma w Grodzisku miejsca dla dawnych gwiazd. Dziś zespół stanowi zgrany kolektyw, w którym jest kilku wyróżniających się zawodników. I właśnie ten kolektyw sprawia, że drużyna jest w krajowej czołówce. Drzymała, poza promowaniem nazwy swej firmy, chce również osiągnąć jak najwięcej na polu futbolowym. Zamierza jak najdalej zajść z drużyną w Pucharze UEFA. Przeciwnik - Hertha Berlin - jest niełatwy, ale wszystko jest możliwe. Podobnie jest w Nowym Dworze Mazowieckim. Zespół ma dobroczyńcę w osobie Wojciecha Szymańskiego. Jednak trudno w tej chwili cokolwiek powiedzieć o zasobności jego kieszeni, bo nie dokonał na razie jakiś znaczących wzmocnień na pierwszą ligę, ale poczekajmy do przerwy zimowej, może wtedy sytuacja się rozjaśni.
Zgoła inna sytuacja jest we wronieckiej Amice. To klub sponsorowany przez potężny holding o tej samej nazwie, produkujący urządzenia AGD. Firma nie szczędzi pieniędzy na drużynę, ale również wymaga. Nazwa (marka) produktów ma być dzięki zespołowi kojarzona w Europie, a to można zyskać dzięki awansowi do europejskich pucharów. W poprzednim sezonie wronczanom nie udało się to i teraz klub otrzymuje mniejsze pieniądze od sponsora. W Polkowicach na utrzymanie klubu łoży miasto (Polkowice to najbogatsza gmina w Polsce). Jak na razie taki wariant się sprawdzał. Zespół walczył o awans do ekstraklasy i w końcu się to udało.
Podobna sytuacja jest w innych dyscyplinach. W końcu w męskiej koszykówce liczy się klub z Ostrowa Wielkopolskiego, który co prawda ma sponsorów, jednak w końcówce zeszłego sezonu zaczęło braknąć mu pieniędzy, przez co musiano zrezygnować z usług niektórych zawodników. W tej samej lidze, kilka lat temu brylował Cersanit Nomi Kielce, który szybko zbankrutował. Nienajlepiej sytuacja wyglądała w Słupsku, gdy tamtejszy zespół, Czarni, związał się z browarem Brok. Sprowadzono wartościowych graczy i uznanego w Europie trenera, Bosko Bozicia, ale i ta drużyna szybko się rozpadła, sponsor zrezygnował ze wspierania drużyny, a długi wobec graczy klub ma do dzisiaj.
W najwyższej siatkarskiej klasie rozgrywkowej znajduje się kilka klubów z małych miast, którzy mają sponsorów, ale nie są to wielkie koncerny. Jednak pieniądze, które przekazują wystarczają, aby prowadzić działalność.
Czy dobrze się dzieje, że w polskim sporcie coraz większą rolę odgrywają kluby z mniejszych miast? W zasadzie nie ma to znaczenia, skąd dana drużyna pochodzi, ważna jest gra i styl. Wolę jednak, aby w pierwszej lidze grały same "poukładane" drużyny z małych miast, niż miejskie kolosy na glinianych nogach.
backsider
backsider@o2.pl