|
Nie będę za dużo pisał o meczu Łotwa-Polska, bo kto widział go w TV - wie wszystko. Tzn. styl w naszym wykonaniu słaby, ale wynik jak najbardziej dobry. Skład: Dudek (32 mecz w reprezentacji) - Ratajczyk (16), J. Bąk (47), Hajto (cpt, 52), Kłos (43) - Krzynówek (32), Sobolewski (2), M. Szymkowiak (10), M. Lewandowski (7) - Żurawski (22), Kryszałowicz (30). Rezerowowi: Saganowski (8), Kosowski (16), Zdebel (14). Bardzo dobry mecz Mirka Szymkowiaka (piękny gol z wolnego i asysta). Bardzo dobrze w naszych szeregach zagrali również Jackowie Bąk i Krzynówek. Zagraliśmy praktycznie bez prawego pomocnika (na tej pozycji występowali defensywny pomocnik - Lewandowski i lewy pomocnik - Kosowski). W dodatku po godzinie gry za złośliwy faul bez piłki czerwień ujrzał mózg Bałtów, kat z Warszawy - Laizans. Co tu dużo pisać, wygraliśmy, bo tego dnia byliśmy po prostu lepsi od Łotyszy i potwierdziliśmy, że ubiegłoroczna przegrana w Warszawie była, mimo wszystko, wypadkiem przy pracy. Wygraliśmy zasłużenie, po walce i szarpanej grze.
O wiele więcej napiszę o meczu rozegranym kilka dni później w Polsce - w Chorzowie ze Szwecją. W sumie wszystko, co napiszę poniżej, to moje myśli tuż po meczu. Spisuję je następnego dnia (czwartek, 11 września), gdyż wczoraj zaraz po meczu obrażony na cały świat położyłem się spać. A myśli miałem różne, nie takie typu: Dudek to największy szmaciarz świata; Hajto-skurwysyn; Zdebel co on tam w ogóle robi; tylko coś ambitniejszego i głębszego. Dowód poniżej.
Przed meczem bardzo wierzyłem w dobry mecz Polaków. Naprawdę wielki mecz, pierwszy od zakończenia MŚ. Bo mecz z Łotwą był i ważny, i wygrany, ale bynajmniej nie wielki. Wierzyłem. Wiadomo było, że pierwsze 30 minut meczu na Łotwie było najgorsze w naszym wykonaniu w całym meczu. Dlatego jedno z założeń na Szwecję brzmiało: przetrzymać pierwsze 2 kwadranse na zero z tyłu. Pierwsza bramka meczu padła w 2 (słownie: drugiej!) minucie meczu!! W tym momencie cała nasza ideologia runęła. Poszło dośrodkowanie z naszej lewej strony (ograny Żewłakow), gdzie czekało trzech (!) Szwedów i jeden Polak (Hajto). Pierwszy (Allbaeck) się machnął, ale drugi (Nilsson) już trafił. Pytam "gdzie byli pozostali obrońcy do cholery"?! Dudek raczej nie zawinił, bo cóż miał zrobić, spartolili tu defensorzy. Czyżby spali, gdy Janas mówił na odprawie, żeby od początku być skoncentrowanym? Nie wiem. Przez następne ok. 30 minut Polacy grali bardzo dobrze, przeważali, gnietli. Szczęsny powiedział, że było to najlepsze 30 minut od awansu do MŚ. Nie zgadzam się, ale istotnie, było bardzo dobre. W pamięć zapadł mi rajd Krzynówka po jego koronnej lewej flance, podręcznikowy zwód (Krzynówek pytał bezlitośnie ogranego Szweda: "gdzie lecisz?") i strzał, niestety wybroniony przez Isakssona. Tak, jak Szwedzi z niczego strzelili na 1:0, tak w trzydziestej którejś minucie zaatakowali i strzelili na 2:0 po stałym fragmencie, głową (Mellberg). Ta bramka dosłownie podcięła naszym skrzydła. Po bardzo przyzwoitej grze dostaje się bramkę zwalającą z nóg. I znów Dudek nie zawalił bramki (choć nienawidzę, gdy po każdym puszczonym golu przez Dudka każdy mówi, że nasz bramkarz nie miał nic do powiedzenia i absolutnie nie zawalił bramki, czasem to chuchanie i dmuchanie daje brzemienne skutki!) Wtedy jeszcze ciągle wierzyłem, choćby w jeden punkt. Do gwizdka kończącego pierwszą połówkę nasi już nic nie zwojowali.
Słabo wypadli w pierwszych trzech kwadransach (m. in.) Lewandowski i Żewłakow, i to oni byli pierwsi do zmiany. Zmiany personalne powinny być! I to już w przerwie! Musiał ktoś wejść, by poderwać naszych, dać sygnał, pokazać, że nie wszystko jeszcze stracone. Tak się nie stało i jak później się okazało był to błąd Janasa. Kolejny raz selekcjoner (niekoniecznie Janas) nie potrafi zaryzykować w odpowiednim momencie.
Na drugą połowę wyszliśmy bez zmian, obraz gry niewiele się zmienił. Polacy chcieli, ale nie umieli - który to już raz? Nie powiem, żeby nie walczyli, bo skłamałbym, ale nie umieli. Ta bezsilność jest okropna. Przełomowym momentem była 64 minuta, kiedy kapitan Tomasz Hajto dostał drugą żółtą kartkę, obie zasłużone (czyli co w konsekwencji - nie muszę pisać). Drugą za idiotyczny faul: wejście łokciem przy główkowaniu w Szweda. Nie dotknął przy tej sytuacji nawet piłki. Nie protestował i najwidoczniej przybity tą potworną bezsilnością spokojnie opuszczał boisko. Dodam, że do tego momentu nasz kapitan grał bardzo dobrze, jeśli nie najlepiej w drużynie. Teraz nawet ja, wierny i wielki kibic repry, straciłem wiarę na korzystny wynik. Po prostu nie wierzyłem.
Dopiero po tym wydarzeniu były zmiany. Nic one już jednak nie dały, nasi do samego końca się nie podnieśli. Paradoksalnie, w dziesiątkę, atakowali jeszcze, nawet groźnie, ale o bramce nie było nawet mowy. Kosowski wszedł na prawą pomoc, czego nie cierpi. Gubił się i motał razem z Krzynówkiem - zmieniali się pozycjami i żaden z nich nie grał tak, jak mógł. Akurat na lewej pomocy mamy kłopoty bogactwa i dwóch wysokiej klasy zawodników (Kosowski i Krzynówek). Zamiast wpuścić jednego z nich na lewą obronę a drugiego na lewą pomoc, grali oni na przeciwnych stronach pomocy. Efekt każdy widział. Weszli jeszcze Rasiak i Kryszałowicz, ale cóż mogli zmienić? Dokładnie nic.
Na lewej pomocy kłopoty bogactwa, a na prawej katastrofa. Kilkanaście miesięcy temu na tą pozycję byli: Karwan, Iwan, Smolarek, Sibik, Dąbrowski. Jest jeszcze Madej. Kto gra? Lewandowski lub Kosowski. Bez komentarza.
Szwedzi nie przegrali meczu w eliminacjach wielkiej imprezy od 6 lat. To około 40 meczów. Ten fakt był podkreślany w mediach. Dodam jeszcze, że od właśnie 6 lat Szwecję prowadzi jeden selekcjoner. To Tommy Soederberg. Mimo, że w 2000 roku dołączył do niego, jako równoprawny selekcjoner, Lars Lagerbaeck, to ciągłość pracy jest zachowana. Są to najdłużej aktualnie pracujący selekcjonerzy w Europie, a może i na świecie. Efekty widać doskonale. Doskonała organizacja gry, pewna defensywa, solidny zespół. Jak to trafnie ujął Marek Koźmiński - znają się jak łyse konie. My w tym samym okresie czasu mamy już piątego selekcjonera (Piechniczek, Wójcik, Engel, Boniek, Janas). W porównaniu z poprzednim meczem Szwecji z Polską w czerwcu, w składzie Szwedów zaszła jedna zmiana, w naszym składzie aż sześć.
Do końca eliminacji została jescze jedna kolejka spotkań (11 październik). W naszej grupie odbędą się dwa mecze: Węgry-Polska i Szwecja-Łotwa. Abyśmy awansowali do baraży muszą paść dwa ściśle określone wyniki - zwycięstwa Szwecji i Polski. Ja, nie tylko jako niepoprawny optymista, wierzę w takie wyniki. Bo Szwedzi będą chcieli udowodnić Łotyszom, że są lepsi (w Rydze padł remis). Drugi powód to to, że tak świetny zespół jak Szwecja i to w formie, gra zawsze do końca i nie odpuszcza, więc nie odpuści też Łotwie. Trzeci powód: my pokonaliśmy Łotwę, Szwecja pokonała nas. My mamy wszelkie szanse, by Bratanków pokonać, gdyż jest to rywal absolutnie w naszym zasięgu. W dodatku przegrali z Łotwą (bez Laizansa) 1:3, z którą my trzy dni wcześniej wygraliśmy 2:0. Ze Szwecją przegraliśmy zdecydowanie, z Węgrami możemy wygrać. I to dopiero będzie mecz o wszystko. Praktycznie dopiero pierwszy w tych eliminacjach. Bo wg prasy każdy mecz po porażce z Łotwą był meczem ostatniej szansy i rzekomo nasi się przyzwyczaili do meczów o wszystko. Nie! Tamte mecze były bardzo ważne. Ten będzie o wszystko. A potem może decydujące baraże.
Skład Polaków: Dudek (33 mecz w kadrze) - Kłos (44), Hajto (cpt, 53), J. Bąk (48), Michał Żewłakow (34), M. Lewandowski (8) (68. Kosowski (17)), Sobolewski (3), M. Szymkowiak (11), Krzynówek (33), Saganowski (9) (65. Rasiak (3)), Żurawski (23) (73. Kryszałowicz (31)).
Dudek zagrał przyzwoicie, przy bramkach nie zawalił jakoś szczególnie i głupio, kilka razy wybronił trudne sytuacje. Żewłakow słabiutko, widać, że nie gra w klubie. Lewy to nie skrzydłowy, Kosa to nie prawy pomocnik. Szymek słabo. Tak, jak w pierwszym meczu z Anderlechtem był najlepszy na boisku, a w drugim był cieniem siebie, tak teraz z Łotwą b. dobry mecz, ze Szwecją fatalny. Krzynówek najlepszy wśród biało-czerwonych. Żal tylko, że gdy on gra - Kosa grzeje ławę. Rada: niech obaj grają na lewej stronie, jeden w obronie, drugi w pomocy. Cały atak bezsilny.
Rzeczą, która potwornie mnie raziła i ciągle razi od kilku już meczów jest niecelność naszych podań. Polacy nie potrafili spokojnie wymienić kilku podań w żadnej strefie boiska, poza swoją głęboką obroną. Dlatego naszą grę sam Mirek Szymkowiak określa mianem szarpanej. Dlatego też wiele akcji, które mieliśmy (nie stworzyliśmy) było po błędach przeciwnika w okolicach jego bramki - myślę tu nie tylko o meczu ze Szwecją, ale i o poprzednich. Po prostu żaden zawodnik nie umiał dokładnie podać piłki! Szła od obrony do pomocy i... strata. Ciągle straty, niedokładne przyjęcia, nieprecyzyjne przerzuty. Takie rzeczy umie wykonać każdy, kto kiedykolwiek grał w piłkę. Więc nie wiem czemu naszym zdarzało się to przez calusieńki mecz i czemu mnie to tak denerwuje. Bo nie wierzę, żeby gracze, którzy na codzień grają w pierwszej lidze lub na Zachodzie, nie umieli wymienić kilku podań i stworzyć akcji. Nawet z przeciwnikiem typu Szwecja. A już na pewno typu Łotwa i Estonia, czy Węgry.
Przejrzałem dokładnie, jak się mają sprawy w pozostałych grupach. Jak już pisałem, nasz awans do baraży jest prawdopodobny. Tam trafimy na jedną z drużyn: Słowenia, Rumunia lub Dania, Holandia, Islandia lub Szkocja, Hiszpania, Anglia lub Turcja, Chorwacja lub Belgia, Walia, Szwajcaria lub Rosja, lub Irlandia. Każda z tych drużyn jest przynajmniej naszego poziomu (Słowenia, Islandia, Szwajcaria, Walia), nieco silniejsza (Rumunia, Szkocja, Belgia, Rosja), dużo silniejsza (Dania, Chorwacja, Rosja, Irlandia) lub nie do przejścia (Holandia, Hiszpania, Anglia, Turcja). Tak więc większość naszych potencjalnych rywali w barażach może okazać się zbyt silna. Możliwe, że w 2004 roku bardziej interesować nas będą (ewentualne, ale wiele bardziej możliwe niż repr. A) występy młodzieżówki na Olimpiadzie niż kadry A w Euro. Pytanie więc brzmi: walczyć za wszelką cenę o awans do Portugalii, czy dać sobie spokój i budować kadrę od nowa na World Cup 2006, piekielnie wzmocnioną utalentowanym pokoleniem graczy z roczników 1981-83? Always Second
|