|
Wiersze Gromph Szept z daleka Ja, zjawa w wietrze przelotem zaprowadzam chaos. Patrzę - ta czaszka, w której zagnieździła się ziemia, jest moja... Całe ich morza. Wszystko. Na świecie zapanowała wieczna zima Słaba cywilizacja umiera. Jest tylko zimno. Śpię w czaszkach i piję krew niemowląt głupiego ludu. Gaśnie każdy ogień. Nic się nie odradza. Jest tylko zimno. W roztargnieniu zabijam i rozchlapuję dookoła zawartość ich żył. Nic się nie odrodzi. Nie będzie nic poza śmiercią. Daleko na wschodzie chce wstać ostatni dzień, więc mknę ku Księżycu - teraz mogę wyśmiać światło słońca. Pogarda boże słabości, boże zacofania, spaliłeś wiedzę, skatowałeś miliony Panujesz nad tym światem, ale oto w erze komputerów twój lud powoli odchodzi od ciebie. Zaznaj obłędnego cierpienia, spal się w swoim świetle i gorej w nie znających go światach ohydo, która ukształtowała człowieka, w głębi mnie już tam jęczysz będziesz jęczał aż po kres wszystkiego aż po zlanie się planet, gwiazd i kosmosu, aż po zniszczenie materii jesteś niczym, ale nie godnym niczego poznasz przekleństwo życia uwięziony wiecznie w absolutnej ciemności! O czym szepcą drzewa i wiatr Zaszczuty wilk gryzł, aż poczuł, że ciało pod nim jest martwe Nienawiść daje siłę by miażdżyć kości Zniszczenie wypłynęły z żył uwolnione rzeki Ból. Poszybował w noc uwolniony ostatnim tchnieniem z płuc krzyk Potem dosięgły go strzały i podziurawiły kule (na ściółce leżą gałęzie, w umarłych drzewach czyhają duże chrząszcze, w mrowisku zakopane serce, wciąż niczym nie przerwany szum drzew) w dalekim, ciemnym lesie można znaleźć jego czaszkę Nekromancja Umarł dzień Księżyc wysoko błyszczy w czarnej ciemności Drżenie rąk, czyste szaleństwo czyste zniszczenie Za mną krzywa brama cmentarza Po deszczu wśród grobów wiją się mgielne opary oto noc ostatecznego spełnienia Zerwał się wiatr w bladym świetle wyrwane serca ofiarowałem ciemnościom każde to róg wielkiego pentagramu ziemię skropiłem krwią Z bólem przychodzi koncentracja lecz po blużnierczej litanii rytuał jest dopełniony Teraz wszystkie gwiazdy zakryte są chmurami I znów krzyczę, wznoszę ręce nagle trumny wypluwają martwych mogiły rzygają zgniłymi ciałami okropna moc spaja nawet nagie kości i rozwiera się ziemia, gdy wychodzą z niej me sługi moja depresja zamienia się w szaleńczą radość W ich oczach jest pustka o wyczekiwana rzezi! w ich oczach będzie pustka to wspaniale ją rozprzestrzenić! Dziś noc urodzin. Dziś splugawię krzyż, pożoga zagarnie dobrych i niewinnych sługów jahwe - Na zawsze będą krzyczeć w piekle gdy martwi pożywią się ich ciałami i krwią, ja podpalę kościoły i przed siódmą bramą pożrę ich dusze. |