Narkotyk zwany życiem

Otwarcie
Witaj mały człowieczku,
Skryty gdzieś w kanałach.
Witaj mały człowieczku,
Ulotny jak śmiech.
Witaj mały człowieczku,
Bez kształtu,
Bez masy.
Witaj mały człowieczku,
W świecie,
Który cię zabije.

Sam środek
Powstań,
Z ciemności światów.
Powstań,
Z bezkresu nicości.
Powstań,
I zrób coś z tym światem.
Powstań,
Tylko uważaj,
Żeby nie walnąć się w głowę.

Przepraszam
Przepraszam,
Że nazywałem się człowiekiem.
Przepraszam,
Że oddychałem tym światem.
Przepraszam,
Że jestem człowiekiem.
Przepraszam,
Że nie istnieję.
Przepraszam,
To tylko puste słowo,
W ustach niewinnego.

Pragnienie
Na ulice wyszedł pies,
Zapragnął miłości,
Ukrytej w nocnej mgle,
Tak nieprzeniknionej,
Jak magicznej i,
Nieistniejącej.
Coś jak ten pies.

Wyrok
Idę ulicą,
Idę szybko.
Oddycham spokojnie,
Choć dawno nie muszę.
Znalazłem adres.
Wchodzę.
Widzę ciebie.
Gapiącego się tępo,
Na ekran telewizora.
Niedowierzającego,
We własne istnienie.
Myślisz, że jeszcze żyjesz.
Nie wiesz bowiem,
Jak bardzo możesz się mylić.

Śmiech
Na mojej ścianie jest cień,
Teraz już nic nie znaczy.
Zabiłem piękno,
Zabiłem życie,
Zabiłem pustkę.
Teraz już nic nie znaczy.
Na mojej ścianie jest cień,
Wciąż nie wiem co robić.
Nigdy nie wiedziałem.
Teraz już nic nie znaczy.
Zabiłem je bez mrugnięcia okiem,
Bo ja już nie mam oczu.
Rozpadam się w raku mojej duszy,
Nie istniejąc.
Teraz już nic nie znaczy.
W uszach tylko cisza,
Niby milion dźwięków.
W uszach słyszę tyko śmiech.
Głuchy śmiech szaleńca.
To pewnie nic...
To pewnie tylko wiatr.

Film
Siedzę w ciemnym pokoju.
Gdzie znikły okna i drzwi.
Zatopiły się w moim własnym,
Mroku.
Oglądam kreskówkę.
Bohaterów z plastyku,
Twarze z plastyku.
Kolejne plastykowe,
Lalki.
I powoli uświadamiam sobie,
Że moje życie,
To nie kreskówka,
Tylko najciekawszy film,
Jaki kiedykolwiek miałem okazję,
Tworzyć.

Skarb
Jestem żebrakiem,
Błądzących po zimnych drogach.
Patrzę psom w oczy,
Patrzę w rozpacz.
Za mną rozkosz,
Tutaj nic,
Zewsząd nic,
Zawsze nic.
Okradli mnie,
Choć jestem nadal bogaty.
Mam najcenniejszy skarb,
Którego nikt,
Nigdy,
Mi nie odbierze.
Moim skarbem jest,
Chwila,
Myśl,
Miłość.

Gwiazdka
Czasami nocą,
Kiedy wszyscy śpią.
Spoglądam w oblicze Boga,
Ukryte gdzieś w czarnym niebie.
I choć marznę jak głupiec,
Z desperacją szukam.
Mojej ślicznej,
Jasnej,
Gwiazdki.

Bywa
Ludzie giną każdego dnia,
Bywa.
Jedni z głodu, drudzy z chorób,
Bywa.
Niektórzy mordowani w imię boga,
Bywa.
Ich ciała sprzedawane,
Bywa.
Kolejnym rozdzierane są dusze,
Bywa.
Kiedyś i tobie się to przytrafi.
Siedzącemu wygodnie w fotelu.
No cóż...
Bywa.

Śmierć jak śmiech
Na ulicach nocy,
Usłyszysz głos śmierci.
Zatrzymany w chwili,
Zatrzaśnięty w sekundzie,
Zaraz obok życia.
W życiu,
Przez życie.
Siedząc uśmiechnięty,
Czytasz powieść zwaną,
Egzystencją.
Siedzisz i mimo tego,
Że nie usłyszysz,
Śmiechu śmierci,
Powoli,
Kawałek po kawałku,
Rozpadasz się.

Promyk
Kiedy przechodzę obojętnie,
Uśmiechasz się słodko.
Kiedy gadam bzdury,
Uśmiechasz się słodko.
Kiedy nie wiem co robić,
Uśmiechasz się słodko.
Nawet jeżeli świat jest tylko,
Malutką rysą,
Na wielkim niebycie,
Ty tylko uśmiechniesz się słodko.

Zamknięcie
Tyle istnień,
Zgładzonych bez przyczyny.
Tyle matek,
Płaczących dla niczego.
Tyle dusz,
Uwięzionych na krwawych polach.
Tyle słów,
Powiedzianych niepotrzebnie. (2003-08-24, Toruń)

Przemek "TrOOl" Gliniecki




©RPG Chamber 2003