Kroniki Mistrza Gry

Część pierwsza:
O JEDEN KROK ZA DUŻO



autor: Nemantis



              W powietrzu unosił się smród rozkładającego się ciała. Ściany korytarza i podłoga pokryte jakby zakrzepłą krwią, dodawały ponurego nastroju temu miejscu. Orzon był krasnoludem i dlatego chyba szedł jako pierwszy. Tuż za nim podążał Narven, który jak przystało na maga ostrożnie przyglądał się wszystkiemu co mogłoby spowodować niepowołane uruchomienie jakiejś pułapki, od których tu aż się roiło. Na samym końcu szedł półelf który mocno zaciskając dłoń na rękojeści miecza osłaniał tyły. Kiedy zbliżali się do komnaty, będącej zakończeniem tunelu, usłyszeli trzask, który był spowodowany zagłębieniem się kamienia na który właśnie stanął krasnolud. Chwilowy świst przerwał ciszę jaka tutaj panowała. Orzon nawet nie zdążył zareagować, nim spostrzegł bełt wbijający mu się w górną część klatki piersiowej. Próbował coś jeszcze powiedzieć, ale jedyne co wydobywało się z jego ust to stróżka krwi spływająca po prawym policzku. Widział jeszcze swoje dzieciństwo, mamę która wołała go na obiad, zanim zapadła ciemność...
- Orzon, Orzon!!!!!!! - krzyczał półelf.
Strzała przeszyła krtań krasnoluda, nie dając mu żadnej szansy. Ostatnie podrygi życia, poczym ciało osunęło się bezwładnie na ziemię, wypuszczając po drodze z rąk topór.
- Nieeeee, nie możesz umrzeć!!!!! - krzyczał przerażony Urdiwen, szarpiąc na boki ciało obojętnego już na wszystko Orzona.
Narven także był załamany. Właśnie umarł jego przyjaciel, a on nie mógł nic na to poradzić.
- Musimy iść dalej - odezwał się po chwili mag Urdiwen pobłogosławił jeszcze ciało martwego towarzysza, poczym ocierając łzy z twarzy ruszył za czarodziejem. Kiedy weszli do komnaty ich oczom ukazał się ołtarz na którym spoczywało ciało mężczyzny otoczone dokoła kryształem. Wyglądało to mniej więcej jak owad zatopiony w bursztynie. Obok ołtarza widniały dwie miseczki. Jedna była pełna zakrzepłej już krwi, natomiast druga była pusta. Gdy podeszli bliżej, Urdiwen zauważył sztylet z wykrzywionym ostrzem, leżący z prawej strony ołtarza.. Postanowił przyjrzeć mu się dokładniej....
- Nie bierz go !!!!! - krzyknął nagle Narven spostrzegłszy co robi jego kompan.
Ale było już za późno. Półelf miał już go w ręku, kiedy jego oczy przybrały kolor czerwieni. Coś co teraz siedziało w ciele Urdiwena kazało mu kierować się wprost na maga, który począł się wycofywać. Oblicze półelfa było wykrzywione w jakimś dziwnym grymasie uśmiechu. Zbliżał się z każdą chwilą. Czarodziej zaczął wymawiać słowa inkantacji czaru wyzwalającego energię, kształtując ja w kulę ognia . Nie zastanawiając się długo postanowił wysłać w to coś, taką moc, jaką uda mu się tylko zebrać. Po chwili powietrze wypełniło się zapachem siarki. Pocisk mający ogromną siłę uderzenia trafił wprost w korpus półelfa, który zwalił się na ziemię rozerwany niemal na dwie części. Na jego popalonym ciele skwierczały jeszcze resztki palącej się skóry. Czarodziej już tego nie widział.... pobór tak dużej mocy doprowadził go do omdlenia.... z którego się już nigdy nie obudził.




Wstępniak # 20
Rozbitkowie
Joakim Rastberg, Joakim Berglung & Yaroosh - Rozbijacz ścian
Arkhan - Obsydiańskie bractwo
Piotr Dworak - Wybawiciel
Nemantis - O jeden krok za dużo
Tsalarioth - Czekajac
Cmentarz