Klasyka

RPG a'la Hellas

Ano! Koniec wakacji, koniec laby, pozostało tylko wspomnienie lata i kilka powidoków na siatkówce oka, które składają się na jeden obraz: Grecja. No wlaśnie, jak to jest z tymi grami fabularnymi w ojczyźnie mitów? Czy w ogóle znają tam RPG? Jak wygląda rynek fantastyki, co czytają, co oglądają, czego słuchają? Jesliś ciekaw - oto raport.

Grecja, kolebka kultury śródziemnomorskiej, niezaprzeczalny wzorzec myśli, sztuki, nauki. Nie przez przypadek przed wiekami właśnie w tej górzystej krainie, zwanej Helladą, tworzono podwaliny pod nowożytność. Starożytni mieli bowiem coś, czego dziś zaczyna brakować: świerze spojrzenie na otaczające ich zjawiska, na przyrodę na jej piękno, ale i zagrożenia. Tłumaczyli sobie ten otaczający ich świat jak najlepiej potrafili. A dy potykali się o rzeczy przerastające ich możliwości, obdarzali je pierwiastkami boskości. Ale nigdy nie ustawali w poszukiwaniach, w badaniach, w pomysłach na świat, na naturę i człowieka jako takiego. Ta eksplozja myśli owocowała jedną z największych, najwspanialszych kultur, jakie kiedykolwiek powstały. W tę kulturę wpisane są - jako fundament - mityo ludziach i bogach, o zbrodni i karze, o pieknie, miłości i życiu, ale także o brzydocie, nienawiści i śmierci. Któż z was nie zna starożytnej baśniowej Hellady? Pełnej centaurów, cyklopów, hydr, sfinksów, syren i całego mnóstwa innych klasycznych potworów? Jka wiec wygląda Hellada dzisiaj? Jak fantazjuje się w dzisiejszej Grecji, potomkini starożytnej Hellady?

Jak? Tak samo jak na całym świecie. Może tylko nieco bardziej klimatycznie, bo rozegranie sesji Wampira w parkach pod Akropolem moc swoją mieć musi i niezapomnianą wymowę. Ale może po kolei. Zacznijmy od fundamentu fantastyki, czyli od słowa pisanego (oraz rysowano-pisanego). Zasadniczo rynek literatury fantastycznejw Grecji nie różni się zbyt wiele od polskiego. Przechodząc między półkami w księgarniach dostrzegałem te same tytuły, tych samych autorów i wyższe ceny :). Wydaje się tam (równie namiętnie, co u nas) Tolkiena, Dicka, Clarka, Asimova, Kinga, Vonneguta... znaczy się - klasyka. Książek młodszego pokolenia pisarzy jest sporo, ale wyraźnie da się odczuć, że wydawcy bazują jednak na klasykach. Hmm, zdaje się, że jestem Wam winny mały obrazek z typowej greckiej księgarni. Wchodzisz i zaczynasz się rozglądać za jakimś działem o nazwie "fantastyka". Nie ma. Rozglądasz się i widzisz kogoś z obsługi. Zadajesz pytaanie o to gdzie się mieści interesująca cię półka. Wyraźny i niczym nie skrywany karp gościa z obsługi sprowadza cie natychmiast na ziemię. Fantastyki NIE MA?! Ano nie ma, odpowiada ci się rezolutnie, na dokładkę zadając pytanie: a co to właściwie jest? No i bądź tu mądry! Cały ten obrazek ma służyć Tobie, czytelniku, ku uzmysłowieniu jak mało jest to popularny gatunek literacki w Grecji. Ale mała popularność wcale nie odbija się na jakości. Wydaje się książki zasadniczo dobre. Nie spotkacie tam całych szafek zawalonych kolejnymi, setnymi już tomami przygód jakiegoś tam Conana czy Skywalkera. Tam szanuje się papier. Takie książki owszem, są ale nie dochodzi do przegięć znanych z polskich księgarni, gdzie spośród setek tytułów beznadziejnej grafomanii nie można wybrać jednego dobrego, bo miernoty jest po prostu za dużo. Na szczególną uwage zasługuje fakt, że przez cały okres mojego tam pobytu nie zobaczyłem ANI JEDNEJ książki greckiego pisarza. Żadnego greckiego nazwiska podpisującego się pod książką fantastyczną. Nic, null, zero! O, jakże mnie duma narodowa teraz rozpiera! O leż uboższy jest ten kraj nie mając swoich Sapkowskich, Białołęckich, Zajdlów, Dębskich...

Swój błąd w pospiesznej ocenie greckich księgarni zauważyłem dopiero kiedy (przez absolutny przypadek) trafiłem do sklepu w całości i jedynie poświęconemu fantastyce. Fantastyce w każdej z jej odmian i przejawów. Księgarnie? Zapomnijcie o księgarniach! Nie tam sprzedaje się fantastykę. To dzieje się w wyspecjalizowanych sklepach, nastawionych jedynie na sprzedaż wszystkiego co się wiąże z fantastyką, RPG, grami, komputerami, komiksami itd. No więc przez przypadek wszedłem do takiego sklepu. Oszalałem. Było wszystko co tylko możecie sobie wyobrazić i chcieć do grania w RPG. Wszystko do karcianek. Wszystko do systemów bietwnych (moja kolekcja soucebooków do Battletecha powiększyła się drastycznie). Itd., itp. Muszę przyznać, że taka filozofia prowadzenia sklepu bardzo mi się spodobała. Otóż, miałem wszystko pod ręką, co chciałem mogłem obejrzeć, przejrzeć i wypróbować (no, boosterów otwierać nie mogłem :)) w czekającym na mnie pokoiku specjalnie do tego celu przystosowanym (tzn. automat z Colą, stoły, wygodne siedzenia, ni i komputer oraz konsola dla tych co to chcą grać). Systemów RPG było bez liku, łącznie z jakimiś japońskimi hybrydami (tzn. RPG bardzo ściśle powiązane z systemami bitewnymi, z dużą porcją storytellingu). W ogóle jeśli chodzi o RPG i znajomość systemów, to muszę przyznać, że jesteśmy sporo do tyłu. Ot, chocby te japońskie dziwadła, które wyglądały wprost cudownie (kapały od mangi najwyższego lotu) i zapewne takoż i w to się gra. Na moje nieśmiałe pytanie o to, kto kupuje systemy po japońsku, sprzedawca odpowiedział, że maniacy mangi głównie, ale też kolekcjonerzy, co to nie grają, a gromadzą. Jeśli chodzi o mangę i anime, to muszę przyznać, że nie brakło ani jednego, ani drugiego. Prześlicznie wydane komiksy z rysunkami takiej jakości, że chowajcie się głęboko Siostry z Księżyca, anime wydana na kasetach, CD-ROMach, DVD i innych nośnikach. Ło Jezu, dopiero teraz uświadomiłem sobie, dlaczego skośnookim może zupełnie odpalać na tym punkcie! Zaraz koło mangi stoją stojaki z najświeższą (lub najdroższą (albumy!)) propozycją Marvela. Komiksy francuskie, belgijskie, dwa Thorgale po polsku (podobno przychodzą tam i Polacy) i cała masa innych krajów była reprezentowana na półkach tego sklepu. Wybór zwalający z nóg. A poza tym... pisma! Setki tytułów z całego świata... Od branżowych pism o karciankach, aż po X-Files. Wszystko. I znów chwila zdziwienia; nigdzie nie mogłem zauważyć napisów po grecku. Znalazłem co prawda kilka tytułów pism wydawanych w Grecji, ale wydawnictw na kształt naszej "Fantastyki" czy "Magii i Miecza" nie uświadczysz.

Osobną zupełnie kwestią są koomputery i konsole. Po jakie licho w sklepie z PRG i fantastyką stoi komputer i PlayStation? A po to, abym bez żadnych problemów mógł sobie na przykład pograć w Resident Evil 2. Taka praktyka podobno się sprawdza. Resi2 według sprzedawcy, sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, podobnie jak kilka innych tytułów (Resiego 2 nabyłem osobiście! Powinniście zobaczyć intro - odjazd! W ogóle fajna giera!). Jak więc się chce, wiele można. Szczerze mówiąc, bardzo mi się spodobał taki game corner. Zwłaszcza po akcji, którą udało mi się zaobserwować. Spotyka się w sklepie dwóch kumpli. Jeden z nich ma poważne kłopoty z jakąś gierką. Co robią? Kupują sobie colę, wyciągają fajki, odpalają konsolę i jeden drugiemu pokazuje jak rozwiązać ten skomplikowany problem w Final Fantasy VII. No po prostu czysta słodycz i miód. I żałość, że to rzadkość w polskich sklepach.

Jednak pojawia się podstawowe pytanie: czy młodzi Grecy grają w RPG, karcianki itd.? Owszem, grają. I to bardzo namiętnie. Sytuacja ze wstępu, z grą w Wampira pod Akropolem wcale nie jest zmyślona. Podsłuchałem po prostu niechcący rozmowę, z której jasno wynikało, że starożytne świątynie to jednak najlepsze miejsce na składanie ofiar i do innych tego typu rytuałów (No, nie sam Partenon! Pod wzgórzem Akropol jest jeszcze całkiem sporo ciekawych ruin, o których istnieniu mało kto wie, a które częstokroć są o wiele bardziej klimatyczne.) Jeśli patrzeć wedle statystyk sprzedaży, to największym wzięciem cieszą się (wciąż) systemy cyberpunkowe. Grecy odeszli niestety ze świata mitologii w rzeczywistość cyber- i nanotechniki. Chociaż są dumni ze swych mitów. Nie ma Greka, który bez pewnej czci nie odnosiłby się do Olimpu. Już małe dzieci poznają wszystkie brudy i smrody nawiedzające niczym plaga dom zeusowy. Niemniej, wszechobecna technika skutkuje zafascynowaniem cyberpunkiem. Zresztą jest to wyraźnie widoczne w sposobie spędzania wolnego czasu. Spróbujcie wieczorem w Atenach wejść do jakiejś jaskini gier. Nie da się! Wszystko jest absolutnie zapchane! Chcesz pograć na automatach? Poczekaj! Aby sobie owo czekanie umilić, wypij piwko, pogadaj z kumplami przy stoliku popijając mrożoną kawę. Tak w większości wyglądają salony gier w Grecji. Nie powiem, jest to całkiem miłe. Można sobie pograć, ale największą atrakcją po obiciu komuś twarzy w Tekkenie 3 jest oczywiście wypicie piwa. Oby ten słuszny trend dotarł i do naszego kraju!

To co zaskoczyło mnie najbardziej, to widok bardzo wielu przedstawicielek płci pieknej, które z ożywieniem i niejakim znawstwem opowiadały sobie nawzajem kolejne przygody rozegrane w ktorymś ze światów RPG. Dziewczyny są tam we wszystkim bardzo na bieżąco. I jest ich naprawdę sporo. Sprzedawca z powyższego sklepu na moje pytanie o ilość dziewczyn przychodzących do tu do niego odpowiedział mi, że raz na jakiś czas dzieje się u niego istny babiniec i najazd Amazonek. I nie myślcie sobie, że wzięciem cieszą się miłe i łagodne systemy... O nie! "Kult" to przedszkole kobiecego RPG w Grecji. Żartuję sobie teraz trochę, ale fakt jest faktem - ciężkie systemy mają spore wzięcie wśród Greczynek. Szczerze mówiąc jest to bardzo budujący widok - płeć piękna oblegająca półki sklepowe w poszukiwaniu jakiejś nowości, przekrzykujące się nawzajem, kłócące się o nośność kuszy sportowej i tym podobne problemy. To naprawdę się czuje, kobieta RPG nie musi być wcale księżniczką czy inną tancerką. Staje się normalnym graczem, na którego postać można zawsze liczyć, graczem obdarzonym dodatkowo tą powszechnie znaną kobiecą intuicją. Znakomita sprawa.

Czy są w Grecji organizowane konwenty? Takie pytanie zadałem grupce nieco starszych ludzi grających akurat w sklepie. Wyszło, że i tak, i nie. Nie ma konwentów, takich jakie my znamy. Nie ma ogólnego zjazdu fandomu (jeśli coś takiego w ogóle w Grecji istnieje; to trudno ustalić więc po prostu nie wiem) w jednym miejscu, niekończących się dyskusji, kłótni, grania przez trzy dni non-stop, a wszystko podlane rzeką piwa. Nie ma spotkań z autorami, rozdawania nagród i ogólnie tych wszystkich smaczków, z jakich składa się typowy konwent (muszę przyznać, że chłopakom spodobał się pomysł takich zjazdów i szczerze nam ich zazdrościli). Czegoś takiego nie ma. Zamiast tego stałą praktyką graczy w Grecji są wyjazdy. Zbiera się po prostu tych kilku znajomych, którzy zazwyczaj grają razem, pakują plecaki i ruszają w wycieczkę po Europie. Chłopcy, z ktorymi rozmawiałem, nieco wcześniej wrócili z takiego grupowego wyjazdu do Francji. podobno nie ma nic lepszego, niż Wilkołak w Pirenejach. Nie wiem, nie miałem okazji sprawdzić, ale wierzę im na słowo. Czasem takie wujazdy gromadzą dwie, trzy albo i więcej grup. Wtedy jedzie już silna reprezentacja graczy, trzymają się razem, wymieniają doświadczeniami, grają ze sobą nawzajem... Jednym słowem zaczyna się robić mocno konwentowo.

Można by pisać jeszcze sporo o tym południowym kraju, o ludziach bawiących się w RPG, o ich zwyczajach, mitach i legendach, z których wyrósł niejeden system i na których się opiera niejedna mitologia. Kto jeszcze nie odrobił obowiązkowego zadania ze znajomości mitów greckich, niech szybko się z tym uwinie. Naprawdę warto. One wprost kapią od pomysłów na przygodę. Dobrą przygodę.

CoSTa

PS. Przykro mi to mówić, ale piwo to w Grecji jest kiepskie.




©RPG Chamber 2003