|
Sąsiad
Ktoś mógłby powiedzieć, że mam "kot" na punkcie kotów. Dlaczego? Bo, jeśli z mojej klawiatury wychodzi tekst o zwierzakach, to jest to tekst o kocie, a nie, dajmy na to, o psie. No tak, ale co ciekawego można napisać o psach? Te wszak, jakie są - każdy widzi. A kot? Cóż - jak kobieta - temat, rzeka. Ot, taki "mój" nowy "nabytek". Ująłem to w cudzysłów, bo ani on mój, ani nabytek. To znaczy, wcale go nie zdobyłem drogą kupna, czy innym, powszechnie przyjętym sposobem. Jeśli chodzi o ścisłość, to wcale go nie zdobyłem. Sam się przyplątał. Bo z kotami to jest tak: Możesz o nim mówić "mój kot", możesz się przed kumplami chwalić, że jesteś jego panem, ale on i tak wie swoje. Możesz go kusić dobrym jedzeniem i komfortowym mieszkaniem, a on i tak - zostanie u Ciebie, lub nie. Możesz się z nim bawić, głaskać go, drapać za uchem, a ten zaraz po tym, jak - mruczeniem - okaże Ci, że troszkę Cię lubi, odwróci się do Ciebie ogonem i pójdzie swoją drogą. Albo inaczej. Zjawi się u Ciebie niespodziewanie, z początku traktowany jako nowość, ciekawostka, często w nieodpowiednim momencie, wręcz niechciany. By powoli zabierać Ci coraz więcej czasu, opanowywać coraz to więcej Twojego terytorium. Aż wreszcie zdominuje Cię całkowicie. Dochodzi do tego, że chcesz siąść na swoim ulubionym fotelu - nie możesz, bo on już tam jest. Chcesz napić się mleka - nie możesz, bo wypił je on. Dochodzi do tego, ze - bezczelny - upija Ci kawę z Twojego ulubionego kubka. No tak - myślisz sobie - ale komputer jest tylko mój. Ależ nic bardziej błędnego. Masz modem i limit połączeń? Swoje impulsy poświęcisz kotkowi. Na przeglądanie stron o tych przemiłych, nie wymagających poświęcenia zwierzakach. Muzyka? Ha, ha! Święta naiwności! Albo zrezygnujesz ze swojego ukochanego "Clan of Xymox" na rzecz chorałów gregoriańskich (ciesz się, że nie masz kota "w wersji" disco, bo musiałbyś słuchać Ryczącego Martina), albo on ostentacyjnie się do Ciebie tyłem i wyjdzie z pokoju. Znajomi? Zapomnij o nich. Twój kot nie toleruje obcych, szczególnie tych przeciwnej płci. Koty i dziewczyny - dwie wykluczające się w Twoim życiu, przeciwne frakcje. Koty nie lubią nikogo, komu mógłbyś poświęcić więcej czasu, niż im. Ba, koty nie lubią nikogo, komu mógłbyś poświęcić choć odrobinę czasu. Cały Swój czas musisz przeznaczyć dla swojego pieszczocha. Zresztą, kot myśli o Twojej (czytaj - swojej - przyszłości). Co by było, gdyby jedna z koleżanek stała się dla Ciebie ważniejsza, niż kot? Może kiedyś powie: "Albo kot, albo ja"? A Ty, jako istota mniej inteligentna od swojego pupila, dokonałbyś błędnego wyboru? Ale wracając do tematu, czyli do "mojego" nowego kota. Pojawił się zimą. Na początku tylko na tarasie, gdzie trzymamy jedzenie dla psów. Mały, wygłodzony, złakniony pieszczot kotek. Najpierw starczało mu parę chwil głaskania, trochę suchej karmy, wątróbka i miseczka psiej zupy. Z czasem jego wymagania zaczęły rosnąć. Dość szybko odkrył wejście dla kotów (w Polsce nie do kupienia, trzeba było to "skomplikowane urządzenie" sprowadzić z Niemiec - za 40 Euro. Nie można tego u nas produkować taniej?). W kuchni odkrył "prywatne" miski naszych kotów. Wreszcie dorobił się swojej własnej. Z czasem zaczął przybierać na wadze, aż wyrósł na wielkiego "dachowca". O ile na początku zjawiał sie u nas po to tylko, by zjeść, to potem jego nieobecność była coraz to krótsza. Aż "zainstalował' się na stałe. Nasze koty tolerują go - o ile nie wchodzi im w drogę. Zresztą, to raczej nasze są gośćmi w domu, a on jest tu stale. Dorobił się nawet własnego kąta. Kiedyś okazało się, że nie jest to pierwszy - lepszy przybłęda, ale kot naszej sąsiadki. Stąd imię - "Sąsiad". Czemu woli mieszkać u nas, niż we własnym domu? Dla czego z każdym problemem idzie do nas (kiedyś dowlókł się pokrwawiony i okulawiony, jak się dowiedzieliśmy, potrącony przez samochód)? Tego chyba nigdy się nie dowiemy. Ale kot taki już jest - to on wybierze Ciebie, a nie ty jego. Niczym kobieta. |
MENU
|