|
<<< Smutny Wędrowiec: "Niebo." >>>
Nadchodzą powoli... cichutko...
Jak przyczajone pantery ...
Szykują się do skoku...
Chcą zaatakować, ale nie mogą...
Coś ich trzyma...
Aniołowie...
Stróżowie...
Czego pilnujecie?
Ja tu umieram a wy...?
Przychodzicie tylko wtedy...
...gdy człowiek jest już martwy...
Do mnie też niedługo przyjdziecie...
Słyszę was...
Słyszę jak szeleszczą wasze skrzydła...
Jak pióro trze o pióro...
Wy też jesteście skrzywdzeni...
Jak ja...
Bóg połamał wam skrzydła...
...byście nie mogli mu dorównać...
A mi zniszczył marzenia...
...bym popełnił błąd...
...i upadł...
Podnieście mą duszę...
Wznieście ją wysoko i powiedzcie Mu:
„Walczył do końca...
Zasłużył na złote skrzydła...”
Czas goi rany... złagadza ból...
Mój czas już minął...
Aniołowie...
Czy ostatni raz staniemy do walki...
...ramię w ramię?
Czy może pozostawicie mnie...
...samego...
A może do nieba mnie weźmiecie?
Tam zaznam trochę spokoju...
Upiję się nim...
...nie przyzwyczajony do niego...
Czy pozwolicie na to?
Umieramy... wstajemy i dalej idziemy...
Czyż nie jest to żałosne?
Jest... ale ja jestem tylko aniołem...
...tylko stróżem... nikim innym...
|