Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Royal Gryffin ::::

Łzy-instant



Spójrz... Kolejna, jeszcze jedna. Gdzie spadają? To już następna przecięła nieboskłon i zniknęła w ciemności sierpniowej nocy, gasząc swój żar w toni tego cholernego jeziora. Towarzyszył temu syk i niewielka ilość pary. Gdybym nie wiedział, że to ona właśnie wpadła w tę toń, nie dostrzegłbym tej pary i nie posłyszał tego syku. Sierpniowa noc, jak te zimowe, gwieździsta, przynosząca na myśl zmiany. Wtedy myślał o latach tak starych... starszych niż jego skołatane sędziwe ego. O, zobacz, jeszcze jedna... Przecięła niebo ukośnie, rozjaśniła na moment myśli wisielcze, po czym znów... tak, jak jej towarzyszki utonęła w przepastnych głębiach stawu. Utonęła również w tej cholernej łzie. Jedna jedyna. Długo parząca oko, zastępująca cały potok. Skomasowana, jezioro w miniaturze, szeroka i głęboka jak morze o tym samym stopniu zasolenia. Straszliwie słona, posmakował jej.
Usiadł na skleconym z kilku pali wypuście sięgającym dwa metry od brzegu. Tworze przesadnie w wyobraźni molem zwanym. Spojrzał w dal, tak jak to się robi. Tępe spojrzenie tak oklepane i pasujące jedynie do opowiadań, jemu jednak towarzyszyło przez całe życie. Nic nie wyrażało. Ludzie dziwili się. Przechodzili obok nie zatrzymując się nawet. W ciszy podążali swoim wyznaczonym traktem. Po długi prochowcach ściekały strugi wody. Wszyscy postawili kołnierze i wtulili się w szorstki materiał swego odzienia. Deszcz moczył kapelusze. Z głową pochyloną do przodu parli powoli, jeden jest tylko azymut.
Dla mnie również jeden? Opowiadania w oczach tych ludzi w prochowcach i kapeluszach... nic nie znaczące grafomańskie wybryki. Radosna tfurczość. Otóż tak, nie ukrywam tego. Pod wpływem chwili popełniana, nawet nie tworzona, bo ich reguła ustaliła, iż tworzone mogą być jedynie dzieła uznanych ludzi.
Jeden jest trend. Ukołysz mnie. Połóż swą dłoń na mej głowie. Przeciągnij kciukiem po czole. Spójrz w przemęczone oczy - spojrzenie, także, zarezerwowane dla książek, nowel i innych tworów. Takie, o którym każdy z was zapomniał, że istnieje. Widzieliście choć ten wyraz oczu? Jaki kolor mają? Choć ten wzrok nie jest mi obcy, chociaż godziny spędziłem spoglądając w te ogniki błędne, przyznam się bez bicia, nie mam zielonego pojęcia jaka to barwa.
Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to nigdy. Było obojętne, bez wyrazu, czasem jednak ogień się rozpalał jedną iskierką nadziei. Tak zatroskany o Jej los, bałem się wykonać ten krok. Ona jest taka chwiejna... a co będzie gdy podmuch wywołany ruchem głowy ją zgasi, oddech przyśpieszony... I te cholerne trzykropki, zwiastuny melancholii i zadumy. Przybierała różne postacie. Jednak zacząłem chyba rozumieć, po co pokazywała te iskry i gwiazdy. Powoli poznawałem jej imię... Czy to naprawdę Ona? Samotność?
Tę substancje nagromadzoną pod powiekami i teraz zalegającą na ich brzegach nazwać możnaby tylko jednym określeniem. Półprodukty, buble? Łzy instant. Zalej tylko wodą, a otrzymasz gotowe danie. Posiłek słony. Nie potrafiłem płakać. Zazdroszczę tym na trakcie, oni choć czasem uronią łez parę do rękawa. Umieją coś, czego ja nigdy się nie nauczyłem. Załamujesz ręce nad tym, że płaczesz? Boli cię to? A co gdybyś te cholerne łzy musiał męczyć pod powiekami i magazynować je tam? Czyż nie lepiej dać upust sobie czasem? Tak jak z lokomotywy upuszcza się nadmiar pary...
Chciałem ujrzeć okręgi na wodzie zaraz obok mojego odbicia. Koła, powodowane przez jakieś przedmioty wpadające do jeziora. Fale, żeby rozmyły ten smutny wyraz twarzy. Zaczerpnąłem ręką i natrafiłem na powietrze, pustkę. Usiadłem na nowo. Plusk wody. Nigdy Cię tu nie widziałem, czułem jedynie, iż jesteśmy podobni. Kaczorek nie zwrócił w moją stronę łebka, wręcz przeciwnie, spojrzał w druga stronę, w kierunku Jej gniazda. Był taki sam, sam jak ja. Nieraz chciał się przyznać: "czuję się dokładnie tak jak On." Nigdy jednak nie przeszło mi to przez gardło. Cholera - wyraz ten występuje niczym przecinek w niniejszym tekście... Spuścił łebek i również zaglądnął w toń, też chciał tego co ja - choć kilka mokrych łez.
Rozległ się dzwonek. Głos znikąd ogłosił: "koniec przerwy, lekcja się zaczyna." Wszedł nauczyciel, byłem sam w klasie. Każdy z was zna jego nazwisko. Życie. Kazał mi pokazać zeszyt - duszę. Pokręcił głową. No, proszę pana, znów nie odrobione zadanie. Jeszcze pan się nie nauczył, a przerabiamy cały czas tę samą lekcję. Znów dzwonek: "Koniec lekcji".
Tak, cały czas to ten sam temat. Znałem ten tok wydarzeń doskonale. Teraz jednak w pewnym momencie przestałem grać swoją rolę. W momencie tak kluczowym dla całej sprawy. Tym razem było inaczej. Poczułem to za późno? Zaczęło się tak jak wiele razy innych. Rozmowy, bliższa więź i wtedy to odseparowałem się, nawet nie chodzi tu o to słowo; przystanąłem by się namyślić - poprzednimi razami nigdy tego nie robiłem. Tutaj nie można wcisnąć odpowiedniego klawisza i skasować poprzedniego zdania, trzeba pokombinować tak, by to odkręcić lub pozostawić, by się powolną śmiercią zamęczyło, a potem zasuszyło. ???"Mają jeszcze czas, mogą zmieniać świat"??? Bujdy dla takich jak ja i Kaczorek?
Ehhh, chyba znów muszę wkroczyć na trakt. Obok mnie na deskach leżał szary prochowiec, na kolanach trzymałem kapelusz z rondem. Mam tak po prostu wstać i iść dalej? Wstać... pierwszy krok wykonany. Kaczorek kwaknął żałośnie. Kapelusz na głowę, płaszcz na plecy, ręce do rękawów. Spojrzenie na toń, na odbicie, na przygarbioną sylwetkę Kaczorka. Usilne błaganie o płacz. Nic. Przecinek - cholera.
Szelest trawy za plecami. A może to Ona? Chyba, że to ta druga, która zmienia swoje postacie? Wystarczy odwrócić głowę i sprawdzić, czy to Ona, a może Samotność z zaproszeniem na trakt?


Royal Gryffin

phantazm@interia.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||