|
Śmierć
Nad łóżkiem stała cała rodzina. Matka, dwaj synowie i córka. Nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Jeszcze tydzień temu razem opalali się na plaży, a teraz...
Oczy ojca rodziny robiły się coraz bardziej zamglone.
Dzwonek do drzwi.
Wysoka postać ubrana na czarno wchodzi do pokoju. Ściąga płaszcz i nakłada czarną stułę na sutannę. Jego siwe włosy są mokre, na dworze pada deszcz.
Płacze nawet niebo.
Nie, to anioły i wszyscy święci.
Wyznaj swoje grzechy - głos donośny i poważny. Nie znoszący sprzeciwu.
Człowiek leżący na łóżku przechyla głowę, na jego czole błyszczy się olejek. Jego zapach rozniósł się po całym pokoju. Mężczyzna zaczyna szeptać, jego głos jest ledwo słyszalny.
Jedno spojrzenie na płacz dzieci.
"Nigdy nie chciałem, aby ktoś płakał z mego powodu, a szczególnie osoby, które kocham..."
Do pokoju weszła kobieta ubrana w czarną balową suknię sięgającą kostek. Jej kruczoczarne kręcone włosy opadały na ramiona.
Bóg odpuścił ci grzechy, odejdź w pokoju - wydawałoby się, że słowa te wypowiadane tak często ugrzęzły w gardle księdza. Przez jego głowę przebiegła jedna myśl : O wiele łatwiej jest żegnać starych ludzi...
Kobieta w czarnej sukni stanęła nad łóżkiem i spojrzała z politowaniem na młodego mężczyznę, który pomimo swego cierpienia nie chciał się poddać.
"W życiu człowieka są takie dni, po których nic już nie jest takie samo..."
Tatusiu, nie odchodź...
Kochamy cię, zostań z nami...
"Każda łza uczy czegoś nowego..."
Pomódlmy się za niego.
Bóg otworzy mu bramy nieba, był dobrym człowiekiem, wspaniałym ojcem, idealnym mężem.
Wieczny odpoczynek...
"Człowiek jest panem swoich myśli i niewolnikiem wypowiedzianych słów..."
Kruczoczarne loki opadały na jego dłonie. Jej głos był miękki i aksamitny:
Chodźmy. Już czas, czekają na nas...
"Czy to już koniec?"
Tak, podaj mi swoją dłoń.
Mężczyzna powoli wstał z łóżka i wziął za rękę tajemniczą kobietę. Powoli unosili się ku górze. Wydawałoby się, że nie widzą, jak kobieta upada i zaczyna szlochać, a ksiądz powolnym ruchem dłoni zamyka zamglone oczy, które straciły już chęć do życia.
Unoszą się coraz wyżej, deszcz pada, ale oni są niczym cienie, nie widzi ich nikt...
Cmentarz. Świeży grób.
Pada deszcz.
Nie, to łzy aniołów.
Kobieta i dzieci stoją przed grobem trzymając się za dłonie, w ich oczach nie ma już łez. Ich spojrzenie odzwierciedla ich serca.
Pustka, wielka czarna dziura emanująca rozpaczą.
Chociaż słońce zaszło dawno temu, oni stoją nad grobem.
Alejkami cmentarza przechadza się kobieta w czarnej sukni. Kruczoczarne loki opadają na jej ramiona. Podchodzi do czterech osób stojących nad grobem, które trzymają się za ręce. Patrzy na świeży grób i czyta powoli, aczkolwiek bardzo wyraźnie:
"Kim Ty jesteś, Ja byłem...
Kim Ja jestem, Ty będziesz...
Przystań i wspomnij tu spoczywającego."
Kobieta prostuje się i odchodzi. Jej włosy, ciemne niczym noc, zdają się zasłaniać gwiazdy. Idzie dalej. Kolejna alejka. Kolejny grób. Zatrzymuje się nad granitową mogiłą. Spogląda na młodą dziewczynę, która klęczy przed zdjęciem młodego chłopca i głaszcze napis: "Zginął śmiercią tragiczną"... Z jej oczu płyną łzy. Kobieta prostując się myśli: A jaka śmierć nie jest tragiczna???
Jej oczy wędrują ku górze, ku wielkiej figurze przedstawiającej anioła. W jego dłoniach spoczywa otworzona księga. Na jednej z stronic widniej napis:
"Ut ameris, amabilis esto"
/Jeżeli chcesz być kochanym, bądź godny miłości/
Draugen
czypior@o2.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|