|
Szarość
Szara ulica w szarym mieście, szarzy ludzie pozbawieni wyrazu. I... Ona. Siedzi na ławce w Szarym Parku. Obok niej przechodzą szarzy ludzie. A ona jest brązowa. Tylko oczy lśnią jej zielono. Czyta. Kolejną książkę. Zdaje mi się, że to horror, nie to jednak fantasy. Dziewczyna jest młoda ma może 16 lat. Zawsze jest sama. Przychodzi tu codziennie od jakiś trzech lat. Wyróżnia się tymi książkami. Codziennie prawie, przynosi inną. Nikt inny w tym parku nigdy nie czyta. Zresztą tego się już chyba nikt nigdzie nie robi.
Brązowa podeszła do jakiegoś szarego mężczyzny. Pyta o godzinę. Odchodzi. Ona zawsze odchodzi, ale i zawsze wraca.
Jest smutna. Jej postawa wyraża melancholię. Jest lato. Ludzie są szczęśliwi. Ona jak zwykle nie. Tym razem jednak jest jeszcze gorzej niż zwykle. Czuć w niej jeszcze przerażenie i rezygnację. Wszechogarniającą bezsilność. Położyła książki na ławce. Na wierzchu leży list. Podeszła do szarej ulicy. Przejeżdżają szare samochody. Brązowe dziewczę bardzo długo przygląda się tej szarości. Nawet mgła nie jest biała, lecz szara. Jak zresztą prawie cały świat. A samochody pędzą niezmordowane. Brązowa wbiega pod jeden z nich. Na szarej ulicy czerwona plama. Szarzy ludzie z ciekawością i perwersyjna przyjemnością przyglądają się temu kolorowi. W końcu znudzeni odchodzą. A Brązowa już nie wróci do mojego Szarego Parku. Już nigdy.
Mój Szary Park poszarzał jeszcze bardziej od śmierci brązowej dziewczyny. I ponownie mój park wypełniali jedynie szarzy ludzie. Do czasu, gdy pewnej zimy przyszła nowa istota. Młodsza od pięknej brązowej, zupełnie inna. Ale posiadająca kolor. Ta miała barwę czarną. Mimo brązowych włosów i niebieskich oczu emanowała od niej czerń. Była o wiele smutniejsza i bardziej przygnębiona od Brązowej. Wyczuwało się w niej całkowity brak nadziei. A mimo to odważyła się odwiedzić mój Szary Park. Była zadziwiająco nijaka w wyglądzie. A mimo to wyróżniała się. Nie była szara. No a poza tym Ona także czytała. Czasami przynosiła ze sobą oprócz książki, także gruby czarny zeszyt. W nim pisała. Co i dlaczego, nie wiem. Przeszła wiosna i lato, nastała jesień. Jesienią Czarna się ożywiła. Zrobiła się tak jakby radośniejsza, trochę. Zaczęła przynosić discmana. Nie rozpoznawałem zespołu, który zwykle grywał w tej maszynce. Piosenki zwykle były bardzo smutne. Pasowały do niej. Czasami przychodził za nią taki szary. Nie lubiłem go nigdy. Rozmawiali, czasami Ona czytała mu te swoje zapiski. On udawał, że go to interesuje. Denerwowały mnie jego słowa. Ona słuchała go jak wyroczni. Ja nie mogłem ingerować. Nigdy. A nie raz tak bardzo chciałem.
Potem się skończyło. Nagle. Przypomniała mi się wtedy zwrotka jednej z tych pieśni, których słuchała:
"Obojętnie tak dziś patrzymy na siebie
Ja i ty
Kiedyś bliscy tak bardzo
Jak dalecy jesteśmy dziś"
Pokłócili się. Tu w moim parku. Dziewczyna wybiegła z mojego szarego azylu.
Na szczęście po jakimś czasie moja Czarna wróciła. Była w niej już wtedy tylko pustka i obojętność. Podobne to było do najczęściej spotykanej choroby w moim szarym świecie. Do Znieczulicy. Trwało to ponad rok. Nadal przychodziła i pisała. Poznałem też nazwę tego zespołu, oraz wiele jego radosnych piosenek. OT.TO. Jedyna rzecz, która jeszcze przynosiła jej czasami ulgę. Powiedziała tą nazwę dopiero tuż przed końcem mojego spokoju. A dokumentny koniec mojego świętego spokoju nastąpił, kiedy Czarna przyniosła nóż. Już od samego jej widoku byłem zaniepokojony. Była zaniepokojona i taka
Dziwna. Odrzuciła discmana i książki. Także zeszyt wylądował na ziemi. Całą swoją ideologię odrzuciła na zawsze. Pozostał cynizm. Myślałem, że nie ma wystarczająco silnej woli. Miała..
Mój Szary Park ogarnęła ciemność. Wiedziałem, że już nigdy nie uzyskam w nim schronienia. Kolejna osoba zgubiła sens w tym parku. Ja także go straciłem. Lecz ja jestem obserwatorem, ja muszę żyć. Więc odszedłem z Szarego parku. Wiedziałem, że już nigdy nie będzie mój. Teraz gdzie bym się nie pojawił w pamięci staje mi Czarna, moja Czarna. Zdaje mi się czasem, że to dla niej zostałem stworzony. Że miałem jej pomóc, że miałem z nią żyć. Teraz to wiem. A pomyśleć, że Ona między innymi przeze mnie zresztą do końca życia nie wierzyła w miłość. Ja chyba wierzę. Mimo, iż wiem, że coś takiego jak spełniona miłość nie istnieje. Pozostaje tylko tęsknota i ból po jej stracie. A ja na dodatek jestem teraz wygnańcem. Do czasu, gdy ponownie spotkam JĄ...
Martakop1
martakop1@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|