|
SĄD (przed)OSTATECZNY - Kara śmierci
- Jaki wyrok, Panie?
- Śmierć pod kołami ciężarówki - zabrzmiał gruby, basowy głos, a echo Jego słów przeleciało po komnacie niczym ptak.
Uderzenie młotka w drewnianą podkładkę.
Jedna z postaci zanotowała coś na kartce papieru i przybiła pieczątkę.
Komnata, w której wszystko się odbywało, wyglądała jak najzwyklejsza sala sądowa z amerykańskich filmów, za to postacie w niej przebywające trochę różniły się od zwyczajnych. Ubrane były w białe garnitury, ogólnie wszystkie części stroju miały białe, ale nie to jest najdziwniejsze. Postacie owe były otoczone jasnym, nie rażącym światłem.
- Kto następny? - Po raz kolejny po sali rozniósł się basowy głos sędziego.
Był to mężczyzna, miał długą siwą brodę i włosy sięgające za łopatki. Zasiadał w miejscu, gdzie zazwyczaj siedzą sędziowie.
Postać w białym garniturze włożyła rękę w stertę kart - uprzednio zamykając oczy - i wyciągnęła jedną z nich. Zerknęła na kartkę i powiedziała głośno:
- Podmiotem rozprawy będzie pan Leszek Nowotczyński z Polski.
- Polska, Polska... ach tak! Już wiem gdzie to jest - zabrzmiał głos sędziego - Wprowadzić obrońcę!
Wielkie białe wrota rozwarły się, a zza nich do sali wpadło jasne światło. Wszedł przez nie mężczyzna z długimi, blond włosami, odziany - jak i reszta - w biały garnitur. Od niego też biło światło.
Przeszedł między rzędami ławek, na których zasiadały postacie ubrane w różne białe stroje. Usiadł przy biurku z prawej strony sali, leżały na nim sterty kartek z zapiskami. Po lewej zaś zasiadał oskarżyciel - był on obecny przy każdej sprawie i w każdej brał udział.
Adwokat wziął do ręki jeden z papierów i zaczął mówić.
- Podmiotem tejże rozprawy jest niejaki pan Leszek - zaczął - Mój klient ma na swym sumieniu kilka dość poważnych grzechów i sądz...
- Bzdura! - krzyknął oskarżyciel - Pan Leszek idealnie do nas pasuje!
Rozległ się stukot młotka.
- Cisza! - odezwał się gruby basowy głos - Niech obrona kontynuuje - nakazał.
Obrońca zerknął na postać zasiadającą na najwyższym miejscu na sali i ciągnął dalej.
- Pan Leszek nie nadaje się na anioła i zaraz to udowodnię - oskarżyciel zerknął na obrońcę i uśmiechnął się pogardliwie - Pan Leszek nie jest praktykującym katolikiem!
- Sprzeciw! - krzyknął oskarżyciel wstając jednocześnie z miejsca - Wszyscy wiemy że wcale nie trzeba być wierzącym by do Nas trafić, wystarczy być dobrym człowiekiem.
- Sprzeciw podtrzymany - rzekł basowy głos, a oskarżyciel spoczął wygodnie na ławie - obrona, proszę kontynuować.
Obrońca zaczął chodzić w tą i z powrotem mówiąc przy tym:
- Pan Leszek ma na swym sumieniu... ZABÓJSTWO! - wśród zebranych postaci nawiązały się ciche rozmowy.
- Sprzeciw! - krzyknął oskarżyciel - w aktach pana Leszka wyraźnie mamy zapisane, że to było nieumyślne spowodowanie śmierci, a poza tym ofiarą jest kot, który sam wbiegł panu Leszkowi pod koła.
Oskarżyciel podał sędziemu kartkę. Ten zerknął nań i zgodził się z oskarżycielem.
- To prawda, pan Leszek spowodował śmierć kota Mruczka nieumyślnie! - powiedział basowy głos kierując wzrok na obrońcę, ten zaczął mówić ponownie.
- Pan Leszek w młodości okłamywał rodziców i kolegów!
- Sprzeciw! - wrzasnął oskarżyciel - wiemy że kłamstwo nie jest poważnym grzechem w końcu nie zostało umieszczone w DEKALOGU, a poza tym młodzi ludzie często kłamią tylko po to, by czuć się docenionym, na przykład przez kolegów. Ich kłamstwa wcale nic złego nikomu nie czynią...
- Co wcale nie zmienia faktu, że kłamstwo to jednak grzech! - krzyknął w odwecie obrońca.
Coraz głośniej zachowywała się widownia.
- Tak, to racja - rzekł basowy głos - sprzeciw zostaje oddalony, jednak uznaję grzech pana Leszka za jeden z najmniejszych i niemal nieistotny.
Oskarżyciel uśmiechnął się szeroko, a obrońca pobladł, ale chwilę później odzyskał dawny kolor cery.
- To już moja ostatnia szansa, by zachować pana Leszka na ziemi - mówił obrońca - Jako ostatni argument podam to, że pan Leszek rozwiódł się z żoną!
Na sali zrobiło się głośno.
Sędzia zaczął uderzać młotkiem w drewnianą podkładkę.
- Cisza! - wreszcie ryknął, a na sali zapanował spokój - Jeśli to był ostatni argument obrońcy, niech zabierze głos oskarżyciel.
Obrońca skinął twierdząco głową i usiadł na krześle.
- Naturalnie - zaczął oskarżyciel - Pan Leszek rzeczywiście rozwiódł się z żoną, ale owy rozwód nie dokonał się z winy podmiotu dzisiejszej sprawy.
- Wina nie leży po stronie jednej osoby! - krzyknął obrońca wstając z miejsca.
Oskarżyciel spojrzał na sędziego.
- Faktycznie, wina leży raczej po obu stronach - chodził w tą i z powrotem - ale wszyscy wiemy, że wiek XXI będzie pełen takich spraw! Na usprawiedliwianie mogę tylko powiedzieć, iż żona pana Leszka zdradziła Go i zażądała rozwodu. Gdy tylko podmiot rozprawy dowiedział się o tym, iż jego żona ma kochanka, pod wpływem impulsu podpisał papiery rozwodowe.
- Faktycznie tak jest - stwierdził sędzia patrząc w jakąś kartkę.
- Więc sądzę - znów zaczął oskarżyciel - iż pomimo tych grzeszków pan Leszek powinien jak najszybciej do nas dołączyć i powiększyć i tak niewielkie grono aniołów. Jeśli poczekamy dłużej, Niebo straci kolejnego dobrego człowieka, co będzie korzystne dla Lucyfera. Więc wnoszę o karę pozbawienia życia pana Leszka w wieku... - pomyślał chwilę - trzydziestu lat i niezwłoczne przewiezienie go na Górę.
Oskarżyciel usiadł, a sędzia zaczął skubać brodę i myśleć.
Po chwili wreszcie zaczął mówić, widownia ucichła.
- Obrońca który bronił pana Leszka przed karą śmierci spisał się bardzo dobrze, jednakże uchylam się do decyzji oskarżyciela i twierdzę, iż pan Leszek zostaje skazany na karę pozbawienia życia. Po śmierci ma on natychmiast zostać przeniesiony do Nas.
- Jaki werdykt, panie? - spytał mężczyzna, który wypełniał kartę pana Leszka.
- Pan Leszek który urodzi się dokładnie za trzy tysiące lat zostaje skazany na śmierć. Umrze w wieku trzydziestu lat na... - pomyślał - raka mózgu którego lekarze nie wykryją!
Rozległo się uderzenie młotka o drewnianą podkładkę, obrońca wyszedł z sali.
- Kto następny? - Po raz kolejny po sali rozniósł się basowy głos sędziego.
- Wylosowałem Johna McDonalda ze Stanów Zjednoczonych.
- Proszę wprowadzić obrońcę pana Johna!
Winix
winix4@o2.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|