|
Muzyka duszy
Natchnienie bierze się z wszystkiego. Możesz zobaczyć jakiś mały szczegół i wzbudzi on w tobie wspomnienia albo jakiś pomysł. Zależy to jeszcze od psychiki człowieka, od rodzaju inteligencji jaki posiada. Mój mózg jakoś każe mi pisać i myśleć o różnych historiach. Wiem, dziwna sprawa. Dziwna sprawa, bo jakim cudem niby to właśnie my mamy jakiś tam dar, a nie inny? Dlaczego piszemy i potrafimy to robić, a nie na przykład szydełkujemy? Gdzie to było zapisane? Czy gdybym pewnego dnia dokonał innego wyboru, jakiegoś błahego kroku, to teraz nie byłoby mnie tutaj? Nie mam pojęcia. Pytania piętrzą się. Skąd się bierze natchnienie, inspiracja do pisania? Czasem z muzyki. U mnie jest to nadzwyczaj często. Kiedy sobie żyjemy to w pewnym momencie kończą się tematy na opowiadania wzięte z doświadczenia. Potem jednak, jeśli już kilka tekstów stworzyłeś, jest taki głód dalszego pisania. I zaczynasz szukać tematu, żeby ubrać go w fabułę, słowa, pozostawić miejsce na interpretację. Chciałbym w tym momencie polecić wam kilka kilogramów muzyki, która być może pomoże wam w pisaniu.
Absolutnym numerem jeden tutaj jest na pewno Myslovitz. U nich największy nacisk kładziony jest na teksty i te rzeczywiście potrafią człowieka pochłonąć. Nigdy jeszcze w życiu nie napotkałem piosenki, z którą utożsamiałbym się tak mocno, jak z "Do utraty tchu". Hm, mówiąc tak, wymieniając w ten sposób piosenki mogę mijać się z osobami, które z taką muzyką nie mają do czynienia. Polecę więc tylko kilka płyt może lepiej.
Z Myslovitz najlepszy album to "Z rozmyślań przy śniadaniu". Teksty są najdojrzalsze, muzyce nie można nic zarzucić. Choć rzeczywiście odnajdą się tutaj raczej tylko chłopcy z deko połamani duchowo... i romantyczne dziewczyny. Cóż. Piosenka "Polowanie na wielbłąda" - jeden z najsmutniejszych songów jakie znam - znajduje się na dwupłytowym albumie "the best of". Możecie posłuchać jej także w internecie albo zapoznać się ze wszystkim za pomocą Kazaa.
Nastał taki czas, kiedy Artur Rojek, wokal Myslovitz, połączył siły z sopockim zespołem Ścianka, o którym wspomnę jeszcze trochę niżej. Razem stworzyli Lenny Valentino. Małą grupę, która okazała się wraz ze swoją płytą" Chłopiec z plasteliny" klapą. Tak bywa, co nie zmienia faktu, że album jest świetny. Jeżeli jeszcze nigdy nie słyszeliście alternatywnego rocka bardzo mocno nastawionego na psychodelię to proszę, nie zaczynajcie właśnie od tego :) To wami wstrząśnie. Najlepsze songi to: "Dom nauki wrażeń", "Trujące kwiaty" i "Otto pilotto". Pytacie jeszcze o jakieś zalety tych tytułów? Otóż kruczek tkwi w tym, że są to obrazy. To jest właśnie moc Ścianki. Oni malują dźwiękami. Połóżcie się wygodnie na kanapie, przygaście światła i zapuśćcie tą płytę. Po prostu muzyka jest kolorowa. "Otto pilotto" na przykład jest jogurtowo biały, mleczny, leciutki jak obłok, odpręża. Kwiaty są mroczne, schizofreniczne, wszędzie czyhają na ciebie niebezpieczeństwa, jest zielono - czarno. Takie wizualizacje, a jeżeli odpłyniecie gdzieś w alternatywny wymiar, kto wie, jakie historie tam napotkacie?
Wspomniałem już o Ściance. Ścianki nie zna pewnie nikt z was. Jest to zespół o tyle dziwny, że nie da się go zaszufladkować. Niby jest to alternatywny rock, niby jest to psychodelia (zajebista), niby jest to nie wiadomo co, ale w końcu nie wiadomo jakie nie wiadomo co :) Najlepszym chyba wyjaśnieniem będzie to, że muzyka jest tutaj najważniejsza. Wyobraźcie sobie, że piosenka "Miasta i nieba" (polecam) trwa ponad 7 minut. Z tego może minutę śpiewają. Pozostały czas to niezła zabawa instrumentem. Teksty są wierszami, poematami nastawionymi na twoją wyobraźnię. Ich celem jest w kilku słowach pobudzenie cię do wymyślenia tła do muzyki. To jest naprawdę cudowne. Głębię dźwięków jaką tam spotkacie po prostu kocham. Co najlepsze - nagrania są przeprowadzane bez użycia komputerów ani żadnego nowoczesnego sprzętu. Wszystko jest zgrywane analogowo, na winyle. Zresztą każdy song grupa nagrywa w 10 - 15 wersjach i dopiero potem wybiera jedną, najlepszą. Ot, dbałość o klienta. Płyt Ścianki nie uświadczycie, przykro mi. Najpierw więc może zapoznajcie się z tym na ich stronie [www.scianka.art.pl], a potem szukajcie w sklepach netowych.
Powyższe trzy zespoły tworzą muzykę na pewno bardzo poetycką w tekstach. Uważam to za ciut ambitne pozycje i bardzo je sobie cenię. Niestety jest to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia. Chyba znamy się już tutaj na tyle, że kojarzymy swoje style. Na pewno muzyka ta nie pomoże ludziom piszącym sensacje, czy horrory. Jest to raczej dźwięk dla ludzi pokroju Khaoi. W opowiadanku "Niezatytułowany" wstrząsnął mną nieźle, bo się czułem, jakbym czytał jakieś moje myśli. Heh, spoko. Nie wiem, nigdy nie czytałem Ctulthu, ale czy to nie ta atmosfera? Mogę się mylić. Z takim wyposażeniem głośników stworzycie na pewno kawałek dobrej lektury psychodelicznej :) tudzież kilka deko opowieści niesamowitych.
A Ty Mariusz, skrobnij coś tu na temat swojej muzy do pisania, a jeżeli nie masz żadnej to zarzuć tym Faramirowi, komukolwiek, Fido.... To temat rzeka. Ale miło pogadać sobie.
Rozesłałem więc zapytanie do kilku autorów piszących do AM#Opowiadań; ich wypowiedzi - poniżej...
Khaoi: Muzyka… To słowo kojarzy mi się niejednoznacznie. Czasem, gdy jestem zły muzyką jest totalny jazgot, coś jakby symfonia chaosu – gdzieś tam słychać werble, basy i gitary rzygające dźwiękami w tempie niemalże nieludzkim. Z kolei, gdy mam „doła” a świat wokół zdaje się tylko groteską nicości – wtedy musi to być coś klimatycznego i odmiennego od tego czego zwykle słucham, coś co pozwala mi zgłębić swoje zasmucenie i wybić z niego to co najlepsze. Tak powstało choćby „Koło” – gdy byłem znerwicowany i zły. Muzyka jest po części pożywką dla inspiracji, pozwala mi wzmagać granice niesamowitości i wybijać słowa poza granice języków.
Czasem, gdy czuję, że mrok wkrada się do mych oczu i coś wewnętrznego podpowiada mi że będę pisał zaczynam słuchać tych dziwnych, śmiesznych małych utworów – nierzadko trwających po kilka-kilkanaście minut. Słucham i czekam na przypływ słów – często pisane są właśnie pod rytm utworu, aczkolwiek regułą to nie jest.
Ludziom, którzy tworzą opowiadania gotyckie poleciłbym ścieżkę dźwiękową z gry Soul Reaver(1 i 2). W swojej inności jest naprawdę intrygująca. Pozwala się przenieść w inne światy i czasy, czasem zaś pozwala przełamać niemożność wydania z siebie słów.
Tym którzy próbują swoich sił w horrorach polecam muzykę z gry Half-Life – jej dziwne, pomykające jakby po korytarzach nieznanych budowli dźwięki potrafią wprawić w atmosferę nieoczekiwanego.
Innym, a przede wszystkim piszącym psychodelię polecam black metal – „Burzum – Filosofem”, czy symfoniczny black – „Dimmu borgir – Stormblast” i „Dimmu Borgir – Enthrone Darkness Triumphant” oraz jakieś ballady rockowe – takie jak choćby klimatyczne U2-„Electrical Storm” czy Bob Dylan-„Knockin’ on heavens door”, czy inne podobne.
Zresztą, muzyka to coś co w każdym z nas wywołuje odmienne uczucia.
Hmm…
Moyra: Doprawdy powiadam wam muzyka naprawdę pomaga pisać teksty. Homek
Toft skoncentrował się na zespołach, które pomagają mi
rysować :) [ Np. Myslovitz:)], więc o nich nic nie skrobnę.
Dla mnie muzyka musi dotknąć, wywołać dreszcze i powinno się
mieć wrażenie, że się nią żyję, oddycha. Powinna rozpływać się i
być, ale gdzieś obok. Polecam utwory Yoko Kanno i jej
soundtrack "Cowboy Bebop" Na dziełko składa się 6 płyt, które
swoją różnością i klimatem wciągają i chce się je słuchać ciągle
^^. Jej utwory to mieszanka bluesa, dobrego jazzu ( te saksofony
w 6 utworze pierwszej płyty :)). Nie wszystkie są śpiewane w
języku japońskim, ale także w angielskim i francuskim. Piosenki
są naprawdę różnorodne. Od przyjemnego instrumentarium do
szybszych kawałków. Duży nacisk jest stawiany na melodie (Yoko
Kanno jest sławną kompozytorką, która tworzy muzykę do anime) i
najwięcej kompozycji to podkład bez wokalu.
Piosenki są piękne. Taki "Rain", czy " Call Me, Call Me"
śpiewany przez pana Steve Conte zostaje w głowie na długo.
Jeśli ktoś jest zainteresowany to można się popytać znajomych,
którzy interesują się anime i mangą. Na pewno mają, a jeśli nie,
można poszukać w sieci ( www.crownjewelsnyc/talkback.asp;
gwarancji nie mam, nie sprawdziłam jeszcze tej strony^^").
Teraz skrobnę o muzyce do serialu anime Zetsuai/Bronze. Czuć w
nich emocje, gwałtowność i od razu wiadomo, że utwory nie są
wesołe, (od kiedy przeczytałam tłumaczenie do dwóch to wiem^^).
Najlepsze kawałki są, gdy toczą się rozmowy (np. Dramamix 1993 -
Bad Blood) i nawet ja, która nie zna japońskiego wiem, że
rozmówców targają silne emocje ;). Połowa kompozycji to
przyjemna psychodela wykonaniu jakby nie patrzeć egzotycznym.
Znajdują się tam także też śliczne ballady [" Zetsuai 1989-It
Might Not Be Reachable Anymore"]
Jeśli ktoś z czytających nie wiem o czym pisze, niech odetchnie
z ulgą ;). Ten zespół powinni znać wszyscy, a nosi tajemniczą
nazwę " Pink Floyd";P. Kocham ich i się tego nie wstydzę.
Potrafią swoimi piosenkami zbudować odpowiedni klimat. Wiele
opowiadań pisałam słuchając ich[Z wiecznie powtarzanymi "Poles
Aparat", czy " Lost For Words"]. Często tak mam, że piszę coś
przy jednym zespole (Nirvany słuchałam przez 2 tygodnie piszą,
ucząc się, czytając, rysując, grając i robiąc wiele pomniejszych
rzeczy:)), który gra u mnie ciągle:).
To tyle ^_^
UnionJack:
>>> Napiszę krótko, a węzłowato: do pisania nastrajają mnie 2 typy muzyki:
epic metal i punk rock. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to polecam Państwu dwa,
legendarne i osławione zespoły: niemiecki Blind Guardian i finlandzki
Nightwish. Obydwa niosą za sobą atmosferę tajemniczości, obydwa kojarzą się
niechybnie z fantasy., idealne na długie, zimowe wieczory.
>>> Jeżeli chodzi o punk rock to warty przesłuchania jest Rancid,
kalifornijski zespół punkowy, Bad Religion, Zero Down, polski Pidżama Porno,
Lars Frederiksen and the Bastards, starzy dobrzy Ramones. I wiele, wiele
innych zespołów, których, by Was nie zanudzać, nie wymienię.
>>> Z spokojniejszych rzeczy polecam Travis, Claptona, Stinga, Manic Street
Preachers. Z mniej spokojnych: RATM, RDHP, Guano Apers, Deftones, Disturbed.
Kolejność przypadkowa.:)
Faramir: Ja, tak jak i szanowny kolega Aiwelosse, wypowiem się raczej dość skromnie.
Bez zbytniego rozpisywania się, jako, iż ostatnimi czasy mam czasu raczej
mniej na lanie wody :P.
Sprawa u mnie wygląda następująco: słucham, w przeważającej większości,
metalu. Do tego gatunku przekonałem się właśnie dzięki legendarnemu
zespołowi Blind Guardian. Jak dla mnie jest w nim pewien niepowtarzalny
urok. Posiada on w swoim dorobku już kilka płyt, z czego jedna inspirowana
była twórczością Mistrza Tolkiena. I tę inspirację widać. W niektórych
kawałkach słychać smutek, w innych podniosłość, majestat Śródziemia... Po
prostu czuć tutaj fantasy.
Z innych metalowych zespołów, które słucham, znajduje się Rage - bardzo
przyjemny zespolik. Ostatnimi czasy potrafiłem spędzić kilka dni pod rząd
słuchając zaledwie jednego ich kawałka. Dokładniej był to "Set This World On
Fire" - zda mi się, że dość dobrze komponuje się z człowiekiem, kiedy ten ma
doła:). No i jest jeszcze Rhapsody. Także bardzo polecam.
Z innych zespołów niemetalowych, mógłbym wymienić choćby The Offspring,
czyli klasykę kalifornijskiego puncka, którego - nota bene - także słucham.
Rancid, Bad Religion, Lars Friederisken and the Bastards, Blink 182. Trochę
tego będzie. Z innych zespołów są jeszcze Red Hot Chili Peppers, z których
także lubię kilka kawałków.
No i wsio.:)
Ijon Tichy: Przy pisaniu słucham czegoś co... lubię. Eh, nie będę truł tutaj o tym jakie to ekspresyjne itp. po prostu napiszę
(kolejność przypadkowa, nazwy albumów w nawiasach): Linkin Park (Hybrid Theory), Red Hot Chili Peppers (Californication,
By The Way), KoRn (Untouchables, Issue, Follow The Leader, Life is Peachy), System of a Down (SOAD, Toxicity, Steal this
Album), Myslovitz (Korova milky bar, inne utwory), Soulfly (Primitive), Slipknot (Iowa), Nirvana (pojedyńcze utwory),
Stare Dobre Małżeństwo (Kino Objazdowe 1-2, Bieszczadzkie Anioły, Czarny Blues o Czwartej nad Ranem), Ankh, Pidżama
Porno (Złodziej zapalniczek, marchew w butonierce), Acid Drinkers (Are You A Rebel?, Fishdick), Guano Apes (Proud LIke a
God), Kazik (pojedyńcze utwory), Pink Floyd (Dark side of the Moon, The Wall, The Final Cut, A momentary Lapse Of
Reason, Delicate Sound Of Thunder, The Division Bell), Dire Straits (Alchemy, Communiqe, Dire Straits, Live At The BBC,
Money For Nothing). Oto przy czym tworzę. Raczej niczego nie pominąłem.
Willow:
Willow o muzyce pisze
Ech, cóż ja mógłbym dodać, czego nie powiedzieli jeszcze moi poprzednicy? W przeciwieństwie do nich nie powymieniam zespołów, które lubię, zrobię coś innego.
Otóż, moi drodzy, muzyka może być dla mnie natchnieniem tylko wtedy, gdy zawiera w sobie jakąś emocję, którą ja potem naszpikuję różnymi pomysłami. Najważniejsza jest emocja i ja na jej podstawie zawsze staram się budować opowiadanie.
Homek napisał, że najlepsze piosenki to te smutne, czy coś w tym stylu. Zgadzam się z tym, ale tylko częściowo, bo najlepsze są te piosenki, które zawierają ładunek emocjonalny, coś, co potrafi mnie wzruszyć, rozśmieszyć, przygnębić, rozzłościć, przestraszyć. Potem ja wykorzystuję tę emocję i piszę.
Emocja, przede wszystkim emocja!
PS. Przepraszam za nadużywanie słowa "emocja", ale poniosły mnie emocje
Royal Gryffin: Większość z Was już napisała czego słucha przy pisaniu, co też takiego Wam pomaga. Chyba jako jeden z ostatnich się wypowiadam na ten temat. Zawsze uchodziłem za leniwego i tak w rzeczywistości jest. :) Nie potrafię się odnieść konkretnie do rzeczy, które napisaliście wczesniej ponieważ mój komputer zastrajkował i musiałem wszystko sformatować. Z tego co pamiętam większość z Was słucha Myslovitz. (sorry jeśli źle napisałem...) Ich piosenki nie są mi zbytnio znane... tylko nie bijcie. Nie dlatego, że ich nie lubię czy coś w tym stylu... nie miałem okazji ich posłuchać. Ktoś wspomniał o Nightwishu... a, UJ to był. Racja dźwięki tworzone przez ta kapele kojarzą się z klimatem fantasy. Szczgólnie w tej muzyce podoba mi się głos wokalistki... jest taki przeszywający. Obrazy malują się samoistnie pod wpływem jej głosu. Taki dźwięczny, operowy... Jeśli o tytuły idzie to polecam Sleeping Sun, Bare Grace Miatery, Away, She Is My Sin i Over The Hills And Far Away. Zresztą w "Wywiadzie" zareklamowałem tą kapelę... :)
Teraz przyszła kolej na mojego największego faworyta. David Arkenstone. Mam tylko jeden jego utwór zatytułowany Dragon's Breath... Zero tekstu, ale ta melodia. Również może sie kojarzyć z fantasy czy muzyka celtycką... Flet, harfa i kobza... Tak... chyba kobza. To najlepszy kawałek na odzyskanie równowagi. Słuchając tego popada się w zamyślenie a o czym się myśli to zależy od nastroju.
Nie wiem czy ktoś z Was słucha Mike'a Oldfielda. Jego muzyka jest specyficzna. (To mój drugi "debeściak".) Kto ją słyszał ten może to stwierdzić. Nie napisałem wielu opowiadań, ale podczas "tworzenia" zawsze słuchałem utworów Oldfielda. (dlatego są jakie są) Jakoś nie czuję szczególnego pociągu do metalu czy innych ostrych brzmień. Nie ma to jak spokojny kawałek słuchany w ciemnym zaciszu własnego pokoju. Z zamknietymi oczami i słuchawkami na uszach. Lekki uśmiech i już odpływasz w to miejsce i tan czas, który już niedługo stanie się Twoim opowiadaniem. Jak nie zamknięte oczy, to otwarte i wlepione w sufit, częstotliwość mrugnięć raz na dwadzieścia minut, nieobecny wzrok zaciśnięte zęby - wtedy to, ten czas i to miejsce przychodzi do Ciebie a nie Ty do niego.
Na końcu (niech ostatni będą pierwszymi) wymienię starą poczciwą Enigmę. Jak sama nazwa zespołu mówi coś w tej muzyce musi być zaszyfrowanego... Trzeba tylko to odczytać z tych "enigmatycznych" dźwięków i oprawić w tytuł. Jak o konkretne tytuły chodzi to polecam: Metamorphosis, Age of lonelines, Gravity of love, Silent Warrior.
Do moich faworytek dodać jeszcze moge Enye ale ona już w mniejszym stopniu tak mnie "odurza" jak Enigma i Oldfield.
Tak też doszedłem do końca. Jeśli jeszcze nie słyszeliście Arkenstona - Dragons Breath to musicie usłyszeć, jednak nie ręczę, że się Wam spodoba!
Mariusz Saint:A ja chyba znowu radykalnie odróżnię się od moich zacnych przedmówców, bo prawie wszystkie wymienione powyżej zespoły są mi mało znane...
Jak kiedyś wspominałem, muzyka inspiruje poprzez zawartą w niej myśl, tudzież emocję. Ale takim "ładunkiem" możemy utwór obdarzyć sami, tak jak sportowiec, który odbierał złoty medal przy dźwiękach hymnu narodowego, gdy usłyszy znowu hymn, zaraz sobie przypomni chwile tryumfu... No dobra, to był wstęp do wytłumaczenia idei mixów piątkowych :)
Było sobie zacne regionalne radio, a sympatyczny didżej uparcie tam puszczał piosenki typu "umca-umca" (dance&techno, czyli oczywiście kultowi wykonawcy jak ATB, Barthezz, Cosmic Gate i przede wszystkim moi faworyci: Scooter i Eiffel 65... heh, stare czasy :). Młody osobnik (ja) odrabiał w tym czasie zadania domowe, więc dla relaksu owo radio sobie włączał (bo tego typu muzyka nie angażuje zbytnio mózgu, a zsyła jednak kojące funkcje harmoniczne w ucho środkowe :) No i w końcu doszło do tego, że nie potrafiłem nic pisać, gdy nie leci w tle jakieś techno...
Sympatyczny didżej z radia przeforsował puszczanie w piątkowy wieczór godzinnego miksu na żywo. Jako że w piątek tylko nieliczni odrabiają zadania, jednak nieco starszy osobnik (ja) i tak radio włączał. Ale wszystko działa w drugą stronę - musiałem coś robić... więc rysowałem, pisałem, albo zamykałem oczy i gdy rytmiczne dźwięki tworzyły wielkie pomarańczowe bańki i różowe sinusoidy pod moimi powiekami, ja wymyślałem różne (PRZERÓŻNE) rzeczy... wtedy to właśnie powstał pomysł na "Jest Legionowo" i w ogóle postać tam opisana, która zyskała z czasem przydomek "Saint"...
Sympatyczny didżej z lokalnego radia stracił pracę, a nowy inwestor puszcza teraz banalny popik jako przerwę między reklamami... Ale połączenie "umca-umca" - opowiadania już się utrwaliło. Ten typ muzyki nie jest źródłem inspiracji, a raczej wsparciem... kiedy włączę kasetę z nagranymi mixami piątkowymi i przypomnę sobie, że tyle się wtedy wymyślało różnych rzeczy, to dostaję "kopa" i od razu jakiś pomysł przychodzi do głowy...
Ale to oczywiście nie wszystko. Khaoi wspomniał o muzyce z gier; ja też je uwielbiam. Wspomnieć należy przede wszystkim dwie: pierwsza pochodzi z gry Legend of Zelda: Ocarina of Time (N64), a dokładniej z Forest Temple. To jest po prostu trans - słuchawki na uszy i... Rytmiczne pulsy z przebijającymi się okrzykami, jakby starożytnego ducha opiekuńczego tej świątyni... dzieło geniusza. Drugą melodią jest "Yellow sands" z gry Soul Blade (PSX) (przestawcie w opcjach mjuzik na "Khan super session" ;) Zamkniesz oczy i widzisz skalistą, żółtą pustynię gdzieś w Azji i ruiny budowli wzniesionej przez niegdyś wspaniałą cywilizację, dokładnie tak, jak na stage'u Hwanga, tylko odczuwasz to o wiele głębiej... Na podstawie tej melodii powstało nawet opowiadanie (pamiętacie prolog do projektu w wersji "beta"? ;) które może kiedyś doczeka się kontynuacji...
Whoa, o muzyczce z gier, szczególnie konsolowych, mógłbym długo :) Jeszcze wspomnę "The Sephiroth's Choir" z FF7 (PSX), którego najlepszy opis to "żydowskie technowesele w operze", remiksy w Goldeneye 007 (N64), czy ambientowe sample w Perfect Dark... Ale i tak chyba nikt już nie wie, o czym mówię, włącznie ze mną, więc przestanę :)
Jak sami widzicie, mamy do czynienia w obecnym świecie z takim bogactwem stylów i przekazu, że każdy może znaleźć coś dla siebie i się tym zachwycić... to jest możliwe. Wystarczy poszukać... Jeszcze muzyka autora tego felietonu, Homka Tofta...
the hill - ścianka
You - you're on my right
And I - I'm on your left
And we - we watch the sea
Down from a hill
Today has got a lot of time for us
But nothing to say
The end differs from the start
Like the earth from the sky...
..good bye
Homek Toft & Storytellersi
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|