|
Na krawędzi #3
"Prawda początkiem końca,
Prawda wraz ze łzami nadejdzie"
(Closterkeller - "Tak się boję bólu")
Jeszcze raz położył dłoń na klamce, delikatnie nacisnął... A jeśli nie żyje? Chyba nie chciał, żeby umierała. Chyba, bo ogarnęła go cała masa sprzecznych uczuć. Jej poświęcenie, wiara, a jednocześnie nieprzewidywalność stanowiły mieszankę wręcz wybuchową. Ograniczone zaufanie było, na dobrą sprawę jedyną gwarancją bezpieczeństwa...
"8 lipiec.
Wczoraj skończyłam siedemnastkę. Fajnie, chyba fajnie. Jestem tu już jakiś czas, leci. Impreza była niesamowita, ktoś (nawet nie pamiętam kto, a może nie wiedziałam wcale) przyniósł genialny towar. Klasa. Podoba mi się takie życie, choć czasem rano podnieść się nie mogę. Nie powiem, że znalazłam swoje miejsce, ale jest dobrze. (...) i nic nie muszę. Zasady to życie według własnych zasad. To jest to, czego brakowało mi w tym pieprzonym klasztorze: wolność (...)."
Damien jeszcze chwilę stał pod drzwiami sypialni Abigail rozważając następny krok. Przypomniał sobie Wszystkich Świętych sprzed tygodnia... Poszedł prosto korytarzem w stronę szerokich schodów.
***
- Damien, ja rozumiem, że zdenerwowałeś się Stanem Watsonem, ale on jest faktycznie martwy.
William Morley siedział w głębokim fotelu, takim samym, jak pozostałych 12 obecnych na zwołanej przez Damiena naradzie.
- Wiesz - kontynuował prawnik - Trupy mają to do siebie, że raczej nie możesz ich ukarać, a i one żywym za wiele zrobić nie mogą...
Damien westchnął przekładając po raz setny leżące tuż przed nim kartki.
- Tak mówią.
Na obliczach kilku osób pojawił się nieznaczny uśmiech.
- Jednak - kontynuował - Nie chodzi mi bynajmniej tylko i wyłącznie o fakt, iż szanowny pan redaktor leży martwy gdzieś w miejskim prosektorium. Zastanawiający, nawet bardzo zastanawiający jest powód, dla którego biedny Stan się tam znalazł.
- To chyba dość oczywiste - Timothy Swanson zgasił papierosa w kryształowej popielniczce - Wszyscy czytamy Timesa.
Po pokoju przeszedł głuchy pomruk, w którym dało się rozróżnić słowa zarówno dezaprobaty, jak i bezgranicznego zdziwienia.
- Timothy, proszę - William Morley uśmiechnął się niemal dobrotliwie - Nie zgrywajmy się. Wszyscy doskonale wiemy, na czym polega problem. Mnie się to wcale nie wydaje takie proste i oczywiste.
Damien wstał ze swojego fotela i podszedł do okna, za którym rozciągał się widok na niemal bezkresny ogród. Przez moment stał odwrócony tyłem do zgromadzonych.
- Wiadomo, - odezwał się po chwili - że aby napisać wiarygodny text, trzeba posiadać jakieś informacje. Times to nie witryna internetowa z nieustającym plebiscytem na powieść gotycką. Wiadomo także, że wszelkie informacje nie biorą się z powietrza.
- Panie Damien, nie podejrzewa pan chyba...
- Thomas, posłuchaj.
Na dźwięk i ton głosu Damiena, Thomas, opiekun kaplicy lekko potrząsnął głową.
- Wszyscy dobrze wiemy - kontynuował Damien - jak trudno jest utrzymać dziś cokolwiek w tajemnicy. I jak drogie są jakieś ciekawe informacje, jakby nie były nieprawdopodobne. Liczy się to, co można napisać, a w co ludzie uwierzą. No i oczywiście najważniejsze, ile za poinformowanie dostaniemy...
Na moment zapanowała zupełna cisza przerywana tylko głuchym buczeniem wentylatorów. Zgromadzeni spojrzeli po sobie, jednak nikt nie wypowiedział nawet słowa. Na jednej ze ścian pojawił się obraz z projektora, fragment artykułu z Timesa.
"Nie mamy prawa wpływać na życie i decyzje podejmowane przez ludzi, jednak powinniśmy czuć się za nich tak czy inaczej odpowiedzialni. (...) W momencie, gdy zagrożone zostaje bezpieczeństwo i dobre imię kogokolwiek, naszym obowiązkiem jest interweniować w jakikolwiek dostępny nam sposób, aczkolwiek rozważny i przemyślany (...).
Młoda dziewczyna mająca przed sobą całe życie nie powinna poświęcać się i sprzedawać swej młodości w imię niebezpiecznej filozofii, której jedyną zasadą jest całkowity brak zasad. (...) Nie możemy pozwolić na postępującą degradację społeczeństwa, upadek moralności i szerzące się przestępstwa, których tłumaczenie opętaniem stało się ostatnio tak modne (...)."
Stan Watson - "Prowadź nas, panie..."
- Ciekawe, prawda? - Damien uśmiechnął się, ale jakoś tak krzywo - "Poświęcanie i sprzedawanie swej młodości w imię niebezpiecznej filozofii". Brzmi jak mowa jakiegoś słabo opłacanego kuratora z urzędu.
- No dobrze, ale to nie wyjaśnia, czemu ten pismak nie żyje. - Timothy Swanson zapalił kolejnego już papierosa. - Ani skąd wiedział, o czym pisze, a już na pewno, dlaczego w ogóle pomysł na taki artykuł strzelił mu do głowy.
- Doniesienie? - wysoka kobieta o lekko rudawych włosach podniosła głowę znad sterty akt - Zemsta? Damien, nie wszyscy cię kochają...
- To raczej nie to...
Damien obserwował przez moment tańczące na wietrze kolorowe liście, martwe kwiaty jesieni, ostatnie kolory roku. Odwrócił się w stronę Marii Mayfair, która, jak twierdziła, nie miała absolutnie nic wspólnego z opisanymi w kilku xiążkach Mayfairami, zamieszkującymi Garden District w Nowym Orleanie. Chyba za dużo miał ostatnio na głowie. Dziennikarze, zrujnowana kaplica i na dodatek jeszcze nieprzytomna Abigail, z którą nie miał zielonego pojęcia, co zrobić.
- Wiecie, na co mi to wygląda? - Maria Mayfair była śmiertelnie poważna - Chyba tej waszej pokręconej narkomance nie spodobała się rola ofiarnej dziewicy. Przeczytałam dokładnie artykuł i to jedyne, co akurat przychodzi mi do głowy. Weźcie sobie pod uwagę datę ostatniej mszy i ukazania się tego numeru Timesa. Spokojnie zdążyła skontaktować się z prasą.
- Niby wszystko pasuje, ale jest jeden mały problem, moja droga - William Morley jak zawsze starał się być miły i uprzejmy - Po pierwsze, tej samej nocy znaleźliśmy Abigail w mieszkaniu tego jej przyjaciela, Axela i od tamtej pory nie odzyskała przytomności. Po drugie, cykl wydawniczy nie trwa 10 minut i nie ma szans, na tak szybkie trafienie textu do druku. Musiałaby jeszcze tej samej nocy, przed udaniem się do Axela skontaktować się ze Stanem Watsonem, ale i tak nie zdążyliby wstawić pierwszostronnicowego artykułu przed zamknięciem numeru. No, chyba, że zarówno nasza mała przyjaciółka jak i szanowny pan redaktor mają zdolności telepatyczne, czy coś w tym guście. To całkowicie zmienia postać rzeczy, drodzy państwo.
Ta uwaga rozładowała w niewielkim stopniu panującą na spotkaniu sztywną atmosferę, lekkie znudzenie i narastające powoli napięcie. Korzystając z chwili luzu, kilka osób sięgnęło po kawę, która, prawdę mówiąc, zdążyła już nieco wystygnąć.
- To ma sens... - powiedział po chwili doktor Swanson - Ale cała ta historia na pewno nie wyszła od Abigail...
***
Nikt nie przyszedł. Znów odzyskała przytomność samotnie, w ciemnym i zimnym pokoju. A może to tylko jej było tak zimno? Cała się trzęsła. Skręcając się z bólu wstała z podłogi i zamknęła okno. Znajdująca się na podłodze i dywanie krew zdążyła już dawno zakrzepnąć pokrywając wszystko plamami matowej czerwieni. Abigail przez moment wpatrywała się w rozlany wzór, po chwili siadła na łóżku i okryła się kołdrą. Nie pomogło. Rozejrzała się po swoim pokoju nie wiedząc, gdzie jest.
- Zwariuję...
Wśród miliona kołaczących się po głowie myśli, jedna najbardziej ze wszystkich nie dawała jej spokoju. Chciała jedynie się naćpać, żeby tak bardzo nie bolało. Żeby zapomnieć o świecie i tym wszystkim, co było jedynie kolejnym koszmarnym snem. Chociaż na chwilę.
"Życie boli", pomyślała sobie. "Jak cholera".
Nie mogła się pozbierać po ostatnim śnie. Po śnie o swoim ojcu, który tam wydawał się być zupełnie obcym człowiekiem. Co on tam robił? A jeśli naprawdę zobaczyła przedsionek piekła?
- No extra. - mruknęła sama do siebie - Nawet w piekle mnie nie chcą...
Zdawała sobie sprawę, że nie jest to najlepszy moment na takie pseudofilozoficzne rozmyślania. Była na totalnym głodzie, a na domiar złego nie mogła wyjść ze swojego zamkniętego na klucz pokoju. Z resztą i tak nie zaszłaby daleko w takim stanie, nie mówiąc już o dostaniu o tej porze jakichkolwiek prochów na tym odludziu.
- Shit.
Zrobiło jej się jeszcze zimniej. Przypomniała sobie Axela i jakąś parę. Zastanawiała się, co z nimi. Miała trochę wyrzutów sumienia, że postanowiła skończyć ze sobą akurat tam i wtedy, ale nie widziała tamtej nocy innego wyjścia. Ktoś powiedział kiedyś, że śmierć jest wybawieniem. Od wszystkiego...
Neonate
toreador@tenbit.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|