Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Homek Toft ::::

Acidland: godność



Włóczykij stanął na szczycie wydmy. Wysokie, niebieskawe trawy ocierały się o nogawki jego spodni szemrając cicho. Zsunął się w dół, na plażę zalaną księżycową poświatą. Czuł się jak na nieznanej planecie, stawiał ostrożne kroki, choć dobrze znał to miejsce. Stąpał lekko po srebrnym piasku. Omijał starannie muszelki i rybie szkielety, które mogłyby trzasnąć mu pod butem. W końcu zauważył czterech mutantów. Byli około pół kilometra od niego. Bardzo blisko bunkra, aż dziw, że jeszcze go nie odkryli. Wrócił na wydmy i pobiegł okryty mrokiem lasu spalonych kikutów.

Grudzień wyczołgał się z ukrytego wyjścia ze schronu i leżał w piasku. Obserwował ruchy gigantów. Zapadali się po kostki w podłożu. Mieli po trzy metry wzrostu i ohydne twarze. Największy z nich chodził jak niektóre wodne ptaki - kołysał się z jednej strony na drugą. Na barkach połyskiwały mu ćwieki i wciąż mówił coś głośno i szorstko do swych kompanów. W ogromnej dłoni błyskała co jakiś czas oblepiona smarami stal miniguna. Pozostali trzej węszyli w powietrzu. Grudzień czekał. Wiedział, że nie ma szans nawet z jednym z nich, a nie zdążyłby uciec przed salwą z ogromnej spluwy przywódcy. Musi doczekać przybycia Włóczykija. Może w dwójkę sobie poradzą. Leslie Ash mówiła, że Włóczykij bardzo się zmienił. Ma być teraz o wiele silniejszy niż zwykle. Jeżeli to w ogóle możliwe, jeżeli jego siła mogła w ogóle jeszcze wzrosnąć. Zamyślił się, jakim sposobem w tak szczupłym i niewysokim ciele może mieścić się aż tyle energii. Przez głowę przeszło mu nawet, że Włóczykij musiał zostać napromieniowany albo co. Nagle spostrzegł, że dwóch mutantów patrzy prosto na niego. Wciąż węszyli. Jeden z nich poszperał w torbie przewieszonej w pasie i wyjął pordzewiały kask z goglami. Coś brzęknęło i na powierzchni okularów błysnęło kilka zielonych światełek. Olbrzym ruszył ku niemu.
- Jakiś mały gnojek - wychrypiał mutant z noktowizorem celując w Grudnia z pistoletu.
- Nie zabijaj go - zawołał Digger i zbliżył się do znaleziska. Grudzień leżał jak leżał nie mogąc się ruszyć. Czuł, że to irracjonalne, że powinien chociaż próbować uciec, ale strach sparaliżował go i dociskał do ziemi. Piaskowy poltergeist strach. Nagle gdzieś wśród wydm zawył wiatr. Jego świst podniósł słony kurz. Gdzieś za plecami mutantów przemknął cień. Grudzień zaczął bać się jeszcze bardziej. Najbardziej oddalony od grupy mutant odwrócił głowę do tyłu, jakby ktoś dotknął jego pleców. Coś błysnęło na poziomie jego oczu. Grudzień widział, jak zielonkawy olbrzym szerzej rozwiera zrogowaciałe powieki i chce coś krzyknąć. W uszach chłopca dudni odgłos strzału. Na piasku przed nim osadzają się szare, gęste krople zmieszane z czerwonymi strzępkami. Cielsko mutanta upada na kolana, jest już pozbawione życia. Jednak coś powstrzymuje go od upadku twarzą ku ziemi. Pozostałe potwory odwracają się i słyszą kolejny strzał. Teraz oglądają morze poprzez dziurę w plecach towarzysza. Mały, metalowy kształt leci do tyłu i upada wzniecając mały tuman białego kurzu. Przez otwór w grzbiecie martwego mutanta wysuwa się długa cienka lufa. Cichy gwizd i jeden z mutantów trzyma się za brzuch. Grudzień widzi jak jego plecy zginają się w łuk. Widzi, jak do stóp giganta spływa kaskada krwi. Digger unosi mini guna i naciska spust. Wszystko dzieje się powoli, jakby grawitacja, orbitowanie, jakby coś, co ma władzę nad prędkością, po prostu wysiadło. Grudzień podnosi się i chwyta leżący obok shotgun. Nikt już nie zwraca na niego uwagi. Pierwsza dziesiątka kul szatkuje ciało mutanta, który umarł pierwszy. Jakiś rozmyty kształt przemieszcza się robiąc łuk. Znika wśród wydm. Digger wciąż strzela. Fontanny piasku i kępy traw lecą w górę. Grudzień robi kilka kroków w bok, żeby zejść z pola widzenia pozostałych dwóch mutantów. Zachodzi od tyłu trzeciego. Ustawia lufę kilka milimetrów od głowy potwora i drżącym palcem naciska cyngiel. Huk. Cichy trzask, potem głośniejszy mlask. Teraz na ziemi lądują zielone diody, kawałki noktowizora i odłamki czaszki trzeciego mutanta. Grudzień przeładowuje broń i traci z oczu Diggera. To jest błąd. Uświadamia to sobie i podnosi oczy na wroga. Za późno. Coś unosi go do góry i wytrąca mu z rąk broń.

Włóczykij wyszedł zza wydm, za które schował się przed salwą. Dyszał cicho próbując uspokoić rozgrzane serce. Dwóch nie żyło na pewno. Ten pierwszy i ten, do którego strzelił Grudzień. Digger i tamten z kulą w brzuchu żyli. Tylko przywódca był niebezpieczny. Postrzelony sczeźnie w kilka minut.
- Digger, puść go - zawołał.
Mutant odwrócił głowę od trzymanego na poziomie swoich oczu Grudnia. Spojrzał na Włóczykija. Człowiek był znacznie od niego mniejszy. Zaśmiał się głośno. Mężczyzna odpowiedział krzywym uśmiechem.
- Skąd mnie znasz, człowieku?
- Wieści o pedofilach rozchodzą się szybko.
- Nie szukam żadnej zwady. Wykonuję tylko rozkazy. Oni też wykonywali polecenia - wskazał kciukiem na trupy kompanów.
- I widzisz, co im z tego przyszło. Złam rozkaz swoich szefów i odejdź stąd.
- Słuchaj, nie wiem, jak ci tam dali, ja nie muszę słuchać się nikogo, a już na pewno nie ciebie.
- Może tego nie wiesz, ale tak czy siak musiałbym cię zabić.
- Macie tu samicę, co? To jej bronicie.
- To nie burdel. Nie mamy żadnych dziwek. Po prostu wkroczyłeś na mój teren.
- Nie chrzań. Wiem, że ona tu jest.
- Nie mamy żadnych dziwek. Jesteśmy tylko my dwaj.
- Nie chodzi mi o dziwki i ty dobrze o tym wiesz. Chodzi mi o kobietę. Prawdziwą. Czystą. Płodną.
- Hahaha. Myślisz, że gdybym ją miał, dałbym ci ją? Poszedłbym i sprzedał slaverom. Żyłbym nie pracując do końca swoich dni.
- Tak postąpiłby mutant, kosmita, nawet deathclaw gdyby miał dość mózgu. Ale ty jesteś człowiek. Wy nie robicie takich rzeczy.
- Ale zabijamy. Zabijamy i niektórzy z nas czerpią z tego zajebistą rozkosz.
Włóczykij ruszył w kierunku Diggera odrzucając po drodze broń. Zsunął z ramion plecak i pozwolił mu upaść. Mutant uśmiechnął się szyderczo i upuścił omdlałego Grudnia. Odpiął zaczepy miniguna od przedramienia i rozpiął pas.
- Chcesz umrzeć szybko, tak? Żaden człowiek nie ma szans z mutantem w bezpośrednim starciu.
- Żaden człowiek - przytaknął mężczyzna.
Digger zamierzył się do uderzenia bez ostrzeżenia, kiedy Włóczykij był już dostatecznie blisko. Wielka pięść otoczyła mniejszą i zamknęła się na niej. Na czole człowieka wystąpiła gruba żyła. Zacisnął zęby i spiął mięśnie. Perk master to była jednak super rzecz. Normalnie już by leżał z dziesięć metrów stąd z przetrąconym kręgosłupem. Albo odpadłaby mu głowa. Włóczykij odepchnął pięść Diggera i odetchnął głęboko. Skoncentrował się tak szybko jak potrafił, bo już zmierzał ku niemu kolejny cios. I kolejny. I kolejny, i jeszcze jeden. Jeden za drugim, powolne, ciężkie razy z morderczą siłą rozbijały się o błyskawiczne bloki. Mutant stęknął zdziwiony. W gardzie powstała luka, którą natychmiast wykorzystał Włóczykij. Wyskoczył w górę i uderzył Diggera w twarz. Mutant zachwiał się i zamachał rozpaczliwie rękoma. Człowiek kopnął go w brzuch i rzucił się w powietrze. Złączył kolana i spadł z wrzaskiem na splot słoneczny potwora. Setka pięści wylądowała na gardle i głowie Diggera. W oczy wbijały mu się jakieś palce. W końcu z rykiem zrzucił z siebie napastnika. Złożył obie dłonie w ogromny młot i uderzył. Bloki Włóczykija zostały przerwane i człowiek poleciał daleko niosąc za sobą smugi księżycowego piachu.
W końcu upadł na ziemię. Digger otarł wierzchem dłoni krew z grubych ust i ruszył ku trupowi. Stanął nad nim i spojrzał mu w twarz. Martwy otworzył oczy i chciał chwycić go za nogę. Mutant szybkim ruchem cofnął ją i natychmiast kopnął leżącego w żebra. Włóczykij wyrył sześciometrową bruzdę w piasku. Spróbował wstać, ale od razu został powalony płaskim ciosem w twarz. Kaszlnął krwią i wbił palce w piasek. Był zbyt zmęczony kilkudniowym biegiem. Wygrałby spokojnie, ale ciało odmawiało posłuszeństwa. Zresztą umysł też mu szwankował. Tracił przytomność. Gubił zmysły, jak wyłączane po kolei generatory w elektrowni. Zebrał się w sobie i wyrzucił w górę zbierany w garściach piasek. Kilka ziaren i odłamek muszli utkwiło w oczach Diggera. Obwieścił to Włóczykijowi ryk mutanta. Odczołgał się na kilka metrów plując różową pianą. Wstał na chwilę, ale znów padł. Ostatnio coś często mu się to zdarza. To z głodu, to z wycieńczenia. Ech. Usłyszał za sobą ciężkie stąpanie potwora. Z krzykiem rozpaczy pobiegł naprzód. Rzucił się na wpół zakopany w plaży minigun. Bez zabezpieczania siły odrzutu wypalił w stronę śmierdzącego oddechu. Usłyszał kilkadziesiąt mokrych uderzeń, potem jęk i donośny łomot. Kurz owiał jego twarz. Seria skończyła się i karabin odskoczył w tył w jego słabnących dłoniach. Stal uderzyła Włóczykija w twarz i odesłała na wyspy wiecznej szczęśliwości. Słońce wstawało kolejny raz. Morze barwiło się na różowo i fioletowo. Było pięknie. Pierwsze zgłodniałe muchy gromadziły się na plamach krwi zdobiących białe piaski. Poranny wiatr gmerał w rozrzuconych włosach Grudnia. Leslie Ash pojawiła się w drzwiach.

***


Włóczykij siedział oparty o przepaloną i powyginaną latarnię na sopockim molo. Koniec mola schodził ku morzu, wokoło pływały przyczepione coraz słabszymi nitami jego kawałki. Nie pamiętał, nie znał tego pomostu sprzed Big Bangu, ale czuł, że musiał być piękny. Kładąc palce na ciepłych deskach i mrużąc oczy do słońca wyobrażał sobie szczęśliwych ludzi sprzed nuklearnej apokalipsy. Powoli smakował różnorakie rodzaje miłości, przez paznokcie przepływały mu do serca ich uczucia. Nienawiść i gniew skakały chwilę w żyłach jakby zamknął w dłoni drut elektrycznego pastucha. Głuche uderzenie przy paliczkach i w miękkich chrząstkach nadgarstka. Mutanty nie miały nic cennego w torbach. Wyczyścił tylko mini gun i resztę broni. Mijał czwarty dzień od walki na plaży. Wciąż nie otworzył jeszcze plecaka, wciąż nie wyciągnął Perk mastera, nie zaczął treningu Grudnia. Rozważał nawet poświęcenie kolejnego tygodnia na napisanie jakiegoś małego programu, który mógłby zwiększyć parapsychiczne zdolności Leslie Ash. Na pewno w tym czasie nadciągnie kolejna grupa potworów, ale zdąży wyzdrowieć. Wróci do formy i powinno udać się wykończyć wrogów jakąś umiejętna partyzantką. Wolał nie ryzykować kolejnego starcia wręcz. Jeden taki mecz kosztował go kilka złamanych żeber i dziwne chroboty w płucach. Podejrzewał, że jeden z ciosów odbił mu tchawicę, bo oddychało się ciężko, mimo że temperatura nie była zbyt wysoka. Zresztą w jego głowie powoli zaczynał rodzić się większy plan. Miał zamiar zmieść gniazdo mutantów, ich laboratoria i koszary i zbrojownie. Pragnął zaatakować ich obóz położony niedaleko Trójmiasta. Ale nie miał dostatecznych sił i środków. Ale miał plan i trzymał się, trzymał się go rozpaczliwie aż zapadł w głęboki, regenerujący sen. Będzie musiał w końcu odezwać się do Grudnia i Leslie Ash.

Siedzieli w luźnym kręgu na słonecznej plaży niedaleko bunkra. Grudzień i dziewczyna milczeli słuchając opowieści Włóczykija z jego podróży.
- To urządzenie, Perk master, zostało wynalezione przez jakąś dawną armię. Na chacie-schronie widziałem napis Sierra Army. Może to była jakaś mała placówka, albo przystanek, obserwatorium, nie wiem. Ale trenowałem tam za pomocą tego ustrojstwa i sami widzieliście wyniki. Podsłuchałem transmisję mutantów i wiem, że drugi patrol musiał iść okrężną drogą. Napotkali bandę slaverów. Ci idioci chcieli wziąć mutanta do niewoli - Włóczykij zaśmiał się gorzko i zakaszlał chowając usta w dłoni - Mamy więc jakiś tydzień czasu na przygotowania do obrony albo...
- Nie chcę już więcej walczyć. Nie chcę zabijać, nawet tych potworów - stwierdził Grudzień patrząc w piasek.
- Grudzień, zrozum, że osłabiają mnie twoje miękkie teksty. Gdyby nie ja już byś nie żył. Po raz któryś zresztą. Wiesz co zamierzam z tobą zrobić? Mam zamiar podpiąć cię pod Perk mastera i wbić ci do łba wszystkie programy jakie mam. Będziesz walczył, będziesz szybszy, silniejszy i bardziej odporny psychicznie. To ci pomoże. Twoje ciało nie zmieni się, no, może nieznacznie, ale zmiany zajdą w twoim mózgu, to w nim siedzi cały szatan.
- Tak właśnie myślałam - odezwała się Leslie Ash - Biegłeś cały ten czas, kilka dni. Bez odpoczynku. Bardzo szybko.
- Tak - przytaknął Włóczykij - Ale mam też inny plan. Nie musimy się bronić. Możemy przecież zaatakować i zniszczyć te szmaty w zarodku. Za sześć dni ukryjemy dobrze bunkier, powyjmuję też wszystkie ważne części z mechanizmów. Siódmego dnia obejdziemy łukiem trasę mutantów i pójdziemy do ruin Gdańska. Tam ludzie współpracują z nimi, ale nie robią tego chętnie. Tracą wiele zbiorów, są okradani i zabijani. Nikt nie lubi umierania. Pomogą nam. A my pomożemy im.

Grudzień miał niepewną minę, gdy Włóczykij podłączał mu do przedramion przyssawki implantów.
- Włożę tylko jeden program. Nie wytrzymałbyś więcej. Ja trenowałem na trzech naraz. Nauczę cię sztuk walki, to jest też takie ogólne ćwiczenie ciała - szybkość, siła, wytrzymałość, potem anatomii, potem wytłumaczę dlaczego, i potem jeszcze zdecydujemy razem o trzecim. Ale myślę, że nauczymy cię przetrwania na pustkowiu. Potem, jeśli starczy czasu, któreś z nas podłączy się i wgra sobie pozostałe programy. Sugeruję podłączenie mnie. Mam najwięcej doświadczenia i będę potrafił wykorzystać umiejętności w najbardziej efektywny sposób. Jest tutaj na przykład program do jazdy na pojazdach. Motocykle, wozy, nie wiem, w życiu po Big Bangu widziałem może z dwa samochody, ale nie wiadomo co nas spotka po drodze. Nie traćmy więcej czasu. Będziemy cię karmić i poić, Grudzień, żebyś nie wykitował.
- A ty jak wytrzymałeś wtedy, w tym schronie? - spytał chłopiec - to było przecież pięć dni.
Włóczykij uśmiechnął się słabo i wcisnął przycisk na Perk masterze.
- Będę silniejszy od ciebie, obronię Leslie Ash i siebie. A może nawet obronię kiedyś ciebie i tym samym poniżę cię najbardziej jak tylko można - pomyślał Grudzień.

Włóczykij stał przed ścianą z wierszami Grudnia. Czytał jeden po drugim, szybko jak tylko potrafił. W głowie coś mu się mieszało. Palcami przesuwał po wersach, gładził kolejne linijki.
Szeptał do siebie i trochę drżał.
- Podobają ci się? - Leslie Ash przestraszyła go bezszelestnie zachodząc go od tyłu. Włóczykij podskoczył w miejscu i położył rękę na sercu. Uśmiechnął się trochę i pokręcił głową.
- Nie.
- Nie kłam. Widzę, że poruszyły tobą. Włóczykiju, to nic złego. Czasem jesteś takim... takim... neurotykiem.
- Gdzie to słowo wyczytałaś? - zaśmiał się mężczyzna.
- Nieważne, ale uśmiechnij się czasem, zapłacz. Myślę, że wy, chłopcy, potrzebujecie tego nawet bardziej niż ja. Jeżeli podobają ci się te wiersze, powiedz. Nic się nie stanie.
- Nie podobają. Przez chwilę zapomniałem, że napisał je Grudzień.
Włóczykij podszedł do leżącego chłopca i zajrzał w wyświetlacz Perk mastera. Wyszedł na dwór unikając wzroku dziewczyny. Po czerwonym niebie płynęły nienaturalnie białe chmury.

***


Grudzień po upływie tygodnia nie mówił nic. Nie odzywał się. Dziwiło to i Włóczykija i Leslie Ash, ale nie zaczepiali go ani słowem. Co kilka godzin Grudzień stawał na brzegu plaży i patrzał w swoje zaciśnięte pięści, jakby ukrywał w nich motyla. Zgodnie z planem Włóczykija zostawili bunkier i ruszyli do Gdańska. Mieli zamiar namówić tamtejszych ludzi do walki o swoje. Do wytępienia mutantów i odbudowania Trójmiasta, połączenia ruin miast z powrotem w jedno, wspaniale prosperujące i piękne miejsce. Pewnego wieczoru, gdy już prawie dochodzili do bram Gdańska obozowali pod gołym niebem. Grudzień nadal mówił mało, Włóczykij niemal co dzień wgrywał sobie za pomocą Perk mastera nowe programy i w końcu zostały mu już tylko dwie dyskietki. Leslie Ash patrzyła w niebo i leżąc na ziemi układała sobie historie o zmieniających się wciąż chmurach. Leżała tak wśród niskich, powykręcanych drzewek i czuła się bardzo samotna. Grudzień nie rozmawiał z nią, nie dotykał jej. Trzymał się z boku. Drugi chłopiec szedł w milczeniu, błądzący myślami po planach, wspomnieniach i pomysłach, które miały ocalić ich życia i zniszczyć ród mutantów w Europie, w Polsce, nad morzem. Leslie Ash czuła się samotna ze swoim mózgiem wykorzystującym czterdzieści procent możliwości. Tego wieczoru, kiedy akurat płynął nadzwyczaj interesujący obłok, podszedł do niej Włóczykij. Palił skręta i słuchał diskmena. Nikt nie wiedział, jak na pustkowiu ładował baterie i skąd w ogóle miał tyle płyt.
- Będzie padać kwaśny deszcz - stwierdził nagle tonem, jakby odkrył bardzo interesującą myśl, którą dotychczas przeoczył.


Homek Toft

podobny-chmurom-zbieg@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||