HISTORIA MIŁOSNA
Od paru tygodni jestem zawieszona w bezczynności. Jest ciemno i zimno. Nie wiem, czy długo wytrzymam ten stan. On musi w końcu coś zrobić, wrócić do mnie. Znowu chciałabym być tak blisko niego jak kiedyś. Chcę żeby mnie ogrzał, żeby mnie nosił, żeby się mną cieszył, chwalił przed kolegami, żeby wszystko było jak dawniej.
On nie jest ideałem, ale czuję się do niego bardzo przywiązana. W końcu to jemu zawdzięczam wyrwanie się na świat z tego wielkiego, dusznego budynku przypominającego więzienie, gdzie kiedyś zostawili mnie i mi podobne. Gdy tylko przyszedł, rozpoznałam, że jest skinheadem, aż zanadto rzucało się to w oczy. Ale spodobał mi się od razu, nie wiem, czemu. On też zwrócił na mnie uwagę i wyszliśmy z budynku razem, opuściłam moje towarzyszki raz na zawsze. Cieszyłam się, że w końcu ktoś mnie zapragnął, mimo tego, że może nie był kryształowy.
Później, gdziekolwiek by nie szedł, zabierał mnie. Niektórzy koledzy mu mnie zazdrościli, mówili, że jestem ekstra. Ale było też kilku, którzy nazwali mnie "paskudną szmatą" i mówili, że do niego nie pasuję. Nie przejmował się tym, wiedział swoje. Bywaliśmy razem na meczach, byłam z nim podczas bitew w punkami, w knajpach, na komisariatach, czasami siedzieliśmy całą noc w celi. Zawsze razem, nierozłączni. Tylko to się dla mnie liczyło, nie pragnęłam nic więcej tylko z nim być.
Wszystko runęło tego feralnego dnia. Nie wiem, czemu wziął wtedy inną. Poszedł do miasta i wdał się w bójkę na noże. Dostał w nogę, zeszyli go, ale porobiły się komplikacje i musiał jechać do szpitala. Nie mógł mnie tam wziąć, nie mogłam go też odwiedzać. Nie widziałam go przez miesiąc. Bardzo tęskniłam. W końcu wrócił i myślałam, że wszystko będzie jak dawniej. Ale dobre czasy już nie wróciły.
Nadal chodził na mecze, czasem wdawał się w bijatyki, obrywał, przestawał z tymi samymi kumplami, ale towarzyszyła mu już inna, nie ja. Zepchnął mnie na drugi, a może i na trzeci plan, zupełnie o mnie zapomniał, te wszystkie piękne chwile, które przeżyliśmy razem, wyleciały mu z głowy. Zostawił mnie tęskniącą. Staram się go zrozumieć, nie jestem przecież za ładna, są inne, piękniejsze. Jeśli nie może być jak dawniej to niech, chociaż od święta sobie o mnie przypomni. Tak wiele dałabym za to, aby znowu we mnie wszedł chciałabym go poczuć w sobie. Może któregoś dnia przypomni sobie o swojej starej skórzanej kurtce, zdejmie z wieszaka i włoży. I od razu wszystko mu wybaczę.
Donald
|