Awe!
Przed chwilą przeczytałem kilka listów w Kąciku Metalowym... tfu znaczy się
Muzycznym, których autorzy starali się udowodnić, że Slipknot nie jest
zespołem komercyjnym
[ooo jak dawno tego słowa nie było:P].
No i jak to bywa nie wytrzymałem. Po krótce można by to wszystko określić jednym
słowem, które niedawno gościło w kaemowskich listach - LITOŚĆI
[litość jest dla frajerów :P].
Moim pierwszym kontaktem ze Slipknotem było zobaczenie w TV ich teledysku.
[ja tam tylko telewizor ogladam :)]
Tak (!), i to w biały dzień (!!!) tyle, że było to kilka lat temu gdy
istniała Viva2 i nadawała z satelity HotBird
[ano chyba cosik takiego było, ależ kolega techniczne
szczegóły zarzuca:) a przy okazji chętnie bym zobaczył jakiś teledysk
Bathory o tej godzinie :)].
Z klipu pamiętam tylko drzwi z napisem Slipknot i sam zespół na scenie,
muzyki zero [heh i nic szanowny kolega nie starcił :P].
Potem długo nic, aż w jakimś zinie przeczytałem art o owej formacji. Czytam, czytam...
death metal
[eee że co?]
- myślę świetnie, czytam dalej... black metal
[no to już jest potwarz! :P]
- myślę może być ciekawie, czytam dalej... Slipknot spiera się tam o coś z Limp Bizkit
- tu już nabrałem wątpliwości
[ja bym zaniechał lektury :)].
Niedługo potem Slipknot zawitał do naszego pięknego kraju
[takie gwiazdy i do Polandu im się chciało jechać? :)]
W TV4 urywki z koncertu i wywiad z perkusitą chyba. Patrzę, oglądam... oglądam,
patrzę, a tam dziewięciu typa lata po scenie... co to, dwa zespoły na raz?
[hehe wyborny pomysł, oszczędzamy czas i pieniądze! :)]
Nie, to osławiony Slipknot. Za chwilę pałker mówi coś o kozłach i pentagramach obecnych na scenie.
[był kozioł? A może to jakiś legendarny za przeproszeniem
"członek" zespołu był? :D]
Zajebiście, ale co symbole satanistyczne robią na jednej scenie z zespołem,
którego członkowie (jak sądzę po muzyce wykonywanej przez nich) najwyraźniej
nienawidzą samych siebie?
[czy koledze chodzi o to, że prawdziwy satanista to ktoś kto
kocha siebie, i dąży do szczęścia, każdą możliwą drogą? Czyli po krótce hedonizm :)]
Powiadacie, że to band black metalowy? Ja myślałem, że black to Immortal,
Mayhem i im podobne zespoły, ale może się nie znam w końcu słyszałem tylko
kilka utworów blackowych
[uhuhuhu a ja zarzucę paroma co by wesprzeć kolegę :) -
Satyricon, DarkThrone, Krieg, Ancient Rites, 1349, Satanic Warmaster,
Forgotten Woods, Carpathian Forest, Pest, Saltus, Enlaved i tak mogę do wieczora :)].
Powiadacie, że death? Ja myślałem, że death to Death, Napalm Death
[to bardziej grind (grindcore, death... jak zwał tak zwał ;P)
, choć może się nie znam],
Morbid Angel
[a ja dorzuce Unleashed, Old Funeral, Baphomet, Kataklysm]
i im podobne zespoły, ale może się nie znam w końcu lubię sobie czasem posłuchać
Vadera czy Carcassa. Nawiasem mówiąc to może gdyby nieco podszkolić tego slipowego perkusistę może mógłby
kiedyś grać w jakiejś podwórkowo-deathowej kapelce
[hehe nie widziałem typa w akcji, ale wydaje mi się, że do Horgha
czy Docenta to mu daleko].
Najbardziej jednak rozbawiła mnie wypowiedź jakoby to Slipknot nawiązuje do korzeni metalu
[heh ciekawym kto wypowiedział to jakże "głębokie" stwierdzenie
(był to nie kto inny jak sam perkusista Slipknota)].
Tak samo Ich Troje nawiązuje do korzeni punk rocka
[no kurde ja bym tu uwazał :P a tak serio
to ostatnio kolega kupił kasetkę gdzie Glaca był na wokalu,
A.M. Jopek na gitarce, Wiśniewski na drugiej, na skreczach Magik i
jeszcze ktoś tam był... mi kopara opadła, więc z tym ich trole i
punkiem to nie był bym do końca pewny :P]
Co za stek bzdur. Nie mam zielonego pojęcia jak ten zespół zyskał sobie tylu fanów grając
średnio-ciężką pseudo-brutalną niby-muzykę
[heheh jaśli o "siekę" chodzi to polecam Mortician albo Lividity
(hehe, dobra sieka nie jest zła :D)].
Może oficjalne albumy są tylko przykrywką dla prawdziwej podziemnej działalności?
[z pewnością, to taka reaktywacja "niewidzialnej ręki",
przynoszą wodę babciom na wsi, robią zakupy :)))]
Może jeszcze nie słyszałem wszystkiego? Może jestem zbyt ograniczony żeby
docenić "sztukę"
[no cóż, sztuka to jest, ale mięsa :P i to do tego z mdłym
sosem i przypalonymi ziemniakami :P].
Ostatnio nawet zmusiłem się do przesłuchania mp3 z Iowy. Każdego utowru
słuchałem co najwyżej 15 sekund, moje uszy nie były w stanie znieść większej dawki tej kakofonii
[żeby to kakofonią chociaż było...].
Sądzę, że Fenrir wystawił za wyskoką ocenę temu albumowi w swojej recenzji
[a ile dał? 2 na 10? :P
(hehe, nie! dał całe 0 na 10 :PPPPPP)].
Inna sprawa to wokalista. Corey ma głos wspaniały niczym boski N-ryczę
[eee wokal? To tam jest wokal? :P ]
#któryśtam chyba brał lekcje śpiewu u Dursta (kto słyszał Master of Puppets w wykonaniu Limp Bizkit?),
[ja nie i chyba dobrze ....]
ni to ryk, ni to kwik, ani nawet konia sik :)
[kolega to jak coś powie :)]
Nawet ja potrafię lepiej wydrzeć mordę jeśli potrzeba (skrzeczeć jeszcze nie próbowałem :P)
[growl i skrzek to ciężki kawałek chleba, sam nieco próbowałem i ciężko jest].
Ludzie odróżnijcie wokalistę od osoby-wydającej-z-siebie-odgłosy.
[no właśnie, wokaliści z prawdziwego zdarzenia to Diamond i Adams ( nie nie Bryan!)...]
O DJu, tytanowych bębnach i samplach nie będę nawet wspominał,
bo już zmarnowałem i tak za dużo czasu na zespół nie godny uwagi
[to tam jeszcze w śmietniki nawalają? Konkurencję dla Stomp robią zapewne].
Nie rowiązałem jeszcze jednej kwestii - komercyjność. I szczerze mówiąc
nie mam zamiaru, bo odpowiedź sama nasuwa się na myśl i choćby próbować z wszystkich sił swoich wytłumaczyć
pewnym osobom, że nie jest tak jak myślą to i tak nigdy nie osiągniemy celu, a i bez tego muzyka Slipknota jest
niewiele warta
[oj niestety muszę tu koledze przyznać rację,
ale taka "łupanina", bo muzyką tego nie nazwę, jakoś mi nie pasuje...].
No i to byłoby na tyle robaczki. Tata
Mactare
wspierany komentarzami King_Diamonda