JOHN SAUL - "Taniec"
"Bała się coraz bardziej, a cisza wzmagała jeszcze jej przerażenie.
Ale w pewnym momencie znowu zaczęła słyszeć kroki. Ktoś stąpał równo i pewnie. Nie mogła to być ciotka Marguerite, która
przecież chodziła sztywno, wlokąc za sobą prawą nogę. Chciała krzyczeć, wołać o pomoc bez względu na to, kim ten ktoś
mógł być. Jednak coś ją powstrzymywało, coś kazało jej milczeć. Ktokolwiek by to był, najwyraźniej kierował się na najwyższą kondygnację..."
Uwielbiam horrory. Odkąd pamiętam zaczytywałem się prozą takich mistrzów grozy jak Stephen King, Graham Masterton czy Clive Barker. "Taniec" jest to pierwsza książka Johna Saula, z jaką się zetknąłem i mogę z pewnością stwierdzić, że piórem pan ten posługuje się całkiem biegle.
Książka ta ma niesamowity nastrój. Przerzucając kolejne kartki tej prawie 300 stronicowej publikacji, naprawdę odczuwałem dziwny lęk. Nie strach, bo nie bałem się, lecz lęk. I to jest właśnie to, dzięki czemu mogę poznać dobry horrorek. Akcja może i nie biegnie w zawrotnym tempie, ale wcale to nie przeszkadza w miłym spędzeniu czasu przy tej książce. Może teraz trochę o fabule.
Stary dom położony na wyspie, tajemnice, które kryje i... ONA... Helena Deveraux - obłąkana stara kobieta. Jej zbliżająca się śmierć, ściąga do domu jej syna, Kevina, i całą jego rodzinę. Nagle ONA umiera, a wtedy ożywają wszystkie duchy rezydencji Sea Oaks. Jej córka - Marguerite, która przez całe życie nie odstępowała matki na krok, zaczyna się zmieniać, lecz nikt nie wie czy to szaleństwo czy wpływ matki, która nawet z grobu potrafi sprawować kontrolę nad swą córką.
Z gorącym, lecz ściśniętym strachem sercem, polecam tę książkę każdemu, kto choć raz zachwycał się prozą mistrzów horroru i pragnął zagłębiać się dalej w świat szaleństwa, krwawych mordów i strachu... To wszystko znajdziecie w publikacji zatytułowanej "Taniec", i gwarantuję wam, że po jej przeczytaniu będziecie chcieli więcej i więcej, i więcej...
Yogi Beer [yogib@interia.pl]