Tak pięknie jest...
la la la Tak pięknie jest, znowu pięknie jest la la la
Ech cóż za cudny dzień dziś nastał. Właśnie zaczął się drugi miesiąc wakacji (tak, tak, szkółka coraz bliżej... chlip!). Muszę niestety dodać, że wakacje te nie były najlepszymi w moim życiu: po pierwsze nigdzie nie wyjechałem, a po drugie firma, w której od 4 lat pracowałem w czasie dłuższych przerw, postanowiła nikogo dodatkowego nie zatrudniać. Ale to wszystko nie jest już ważne, bo dziś... A co tam, potrzymam was jeszcze w niepewności...
Pod koniec roku szkolnego jak zwykle zawitałem do mojej szkolnej biblioteki z pustym plecakiem, aby załadować go książkami na wakacje. Echhh... I tu właśnie zaczęła się tragedia! Babiszon stwierdził, że w tym roku książek na wakacje nie dają, bo nie, i tyle! Cisnęły mi się na usta najgorsze wyrażenia, ale jako człowiek kulturalny (sic!), powstrzymałem swe mordercze zapędy. I znów zaczęło się przekopywanie własnego księgozbioru, w poszukiwaniu co ciekawszych pozycji. To czytałem... To nudne... To czytałem... Ooo Harleqin! Tfu! Co ja piszę?! Odrzuciłem ścierwo jak najdalej i szukałem dalej. Niestety całe trudy na nic. W rozpaczy zacząłem sięgać po stare numery "Fantastyki", odziedziczone po dziadku - miłośniku SF. Lecz krótkie opowiadanka to nie było to, czego szukałem. Po przeczytaniu jednego z nich pt. "Fundacja" Isaaca Asimova, przypomniałem sobie, że mój dziadek miał kiedyś książkę o takim samym tytule, która, jak się później dowiedziałem, była rozwinięciem opowiadanka. Jako że w każdą niedzielę odwiedzam dziadków, spytałem się go, gdzie jest ta książka. Wtedy właśnie mój ojciec stwierdził, że to on ją gdzieś ma. Co za ironia, ja nie mam co czytać, a taka perła gdzieś się po domu wala. Zagadałem z tatą i dowiedziałem się, że większa część książek dziadka jest teraz w jego posiadaniu. Mój szybki atak i prośba o wyjawienie sekretnego miejsca, gdzie książki się znajdują, powiodły się. Dowiedziałem się, że w komórce jest kilka pudeł wypełnionych tymi właśnie tomiszczami. Następnego dnia dobrałem się do komórki i po chwili już otwierałem pierwsze pudełko. I gdy przerzucałem kolejne książki, oniemiałem! Czyżby... Nieeee... Ależ tak! To przecież "Limes Inferior" Janusza A. Zajdla - jedna z moich ulubionych książek! Taki skarb, a ja nic o tym nie wiedziałem... Patrzę dalej: jest coś
Dicka (Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha), "Kroniki Marsjańskie" Raya Bradbury'ego i wiele innych kultowych tytułów. Znalazłem i "Fundację", od której się wszystko zaczęło. Echh... Pierwszy miesiąc wakacji męki, ale warto było :). Teraz martwię się już tylko tym, że zostało mi tak mało czasu na przeczytanie 5 pudeł świetnej literatury...
Przeszukajcie wszystkie zakamarki waszego domu, a może i wy znajdziecie gdzieś u siebie takie bogactwa, czego wam życzę z całego serca!
A propos... Coś czuję, że niebawem porwę się na kilka recenzji, cieszycie się? ;)
la la la Tak pięknie jest, znowu pięknie jest la la la
Yogi Beer [yogib@interia.pl]